I'm leaving #8

Całą lekcję nie mogłam spuścić z niego wzroku. Przez cały czas wpatrywałam się w jego włosy, twarz i każdy najmniejszy ruch. Ale tym razem było inaczej. Ani razu nie spotkałam jego spojrzenia. Wcale na mnie nie zerkał. Może już go po prostu nie interesuję? A może tylko mi sie wydawało, że mnie lubi...? Zbyt wiele pytań narastało w mojej głowie, choć wiem, że nie powinnam myśleć o tym w ten sposób. Mam chłopaka i to on powinien mnie najbardziej interesować. Taaaa... Jednak coś cholernie przyciągało mnie do Bradleya. Po godzinie lekcja się skończyła. Dziewczyny szybko wybiegły z sali, aby jak najszybciej być w domu, więc wychodziłam sama. Założyłam kurtkę i kierowałam się ku wyjściu, gdy nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za rękę. Był to nie kto inny jak Brad. Dość mnie to zaskoczyło. Odwróciłam się na pięcie w jego stronę i po raz pierwszy dzisiejszego dnia przeszywał mnie wzrokiem.
-Ymmm. Co robisz dzisiaj wieczorem, Jade?-odezwał się nagle. Zauważyłam, że ciągle trzymał mnie za rękę i myślę, że na samą myśl o tym iż moja dłoń spokojnie spoczywa w jego zaczerwieniłam się.
-Oczywiście jeśli nie chcesz to spoko...-odezwał się po dłuższej chwili. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. W sumie takie spotkanie nie musi nic znaczyć. To może być po prostu miły wieczór w towarzystwie kolegi.
-Jasne.-odparłam pewnie posyłając mu krótki uśmiech.
-No to super...yyy to znaczy fajnie.-zaśmiał się-Może być o 19:00?
-Okej.
-Przyjadę po ciebie. No to do zobaczenia.-kiwnęłam głową na "tak" i wyszłam. Około 20 minut później byłam już w domu. Szybko wpadłam do pokoju i dorwałam się do szafy w poszukiwaniu jakiegoś stroju na dzisiejszy wieczór. Powywracałam wszystko do góry dnem zostawiając bałagan ale wreszcie znalazłam strój. Nie chciałam się za bardzo stroić ale starałam się wyglądać elegancko. Do tego delikatny makijaż i byłam gotowa. Chwilę potem zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę-krzyknęłam do rodziców. Wyszłam z pokoju, poprawiłam włosy i otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się HARRY.
-O hej Harry. Co ty tu robisz?-spytałam zakłopotana. Nie wiedziałam co robić. Za chwilę pojawi się Bradley.
-Ja też się cieszę, że cie widzę.-odparł z sarkazmem-wychodzisz gdzieś?-spytał zauważając mój nie codzienny strój.
-Nie! To znaczy tak.-mamrotałam bez sensu. Nagle mój telefon zawibrował. Szybko go wyciągnęłam i odczytałam wiadomość.

"OD: Numer nieznany
Trochę się spóźnię. Przepraszam. Brad"

Uff. Może jeszcze uda mi się jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Schowałam telefon i zaprosiłam Harrego do środka. Weszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżku.
-Stęskniłem się za tobą-powiedział chłopak po czym namiętnie wpił się w moje usta. Wbrew sobie oddałam pocałunek. Po chwili oderwaliśmy się od siebie z powodu braku powietrza.
-Przyszedłem do ciebie bo muszę ci coś powiedzieć... Nie wiem od czego zacząć...
-Spokojnie. Mów.-chciałam trochę go podtrzymać na duchu bo po jego zachowaniu zauważyłam, że to coś raczej poważnego.
-Mój tata dostał awans i musi przenieść się do Holandii, więc ja z mamą jedziemy razem z nim.
-Ale jak to? Na stałe?-czułam jak łza powoli sączy się po moim rozgrzanym policzku.
-Niestety tak...-odpowiedział i mocno się do mnie przytulił. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i rozkoszowałam zapachem perfum. Nigdy tego nie zapomnę.
-Muszę już iść. Będę się odzywał. Proszę nie zapomnij mnie. Kocham cię, Jade i zawsze będę. Pamiętaj o tym. Jesteś dla mnie najważniejsza. Żegnaj księżniczko.-szepnął i wyszedł. Było mi strasznie smutno. Usiadłam na łóżku i płakałam. Nagle u progu moich drzwi stanął Bradley. Widocznie Harry jak wychodził nie zamknął drzwi. Usiadł obok mnie i otarł mi łzy.
-Przepraszam. Ja..-zacięłam się. Nie mogłam dobrać odpowiednich słów
-Co się stało?-spytał obejmując mnie ramieniem
-Straciłam przyjaciela.-odpowiedziałam szlochając. Wtuliłam się w niego i ciągle płakałam, ale właśnie sobie coś uświadomiłam. Harry to przyjaciel, nie chłopak. Owszem był dla mnie bardzo ważny, ale to jednak nie była miłość. Tylko tak myślałam, ale tylko do chwili kiedy spotkałam Bradleya. Teraz wszystko było już dla mnie jasne.
TO BE CONTINUED

No to mamy kolejny rozdział ^^ taki sobie, ale przynajmniej już wszystko jasne i następny rozdział bd fajny. Myślę, że zrobię +18, ale jeszcze nwm ;) Liczę na komentarze. Do następnego ;*

With half an arrow in my chest #7

Leżałam w łóżku próbując zasnąć. Nic z tego. W mojej głowie ciągle krążyła jedna myśl HARRY. Pocałował mnie. Kocha mnie. Kocham go. Czy coś może być piękniejszego? Powinnam być najszczęśliwszą osobą na świecie... tak, powinnam, ale nie jestem. Nie wiem dlaczego, ale od rana czuję się jakoś dziwnie. Coś mnie dręczyło, ale sama nie byłam pewna co to jest. Odblokowałam telefon i zaraz po tym jak znalazłam słuchawki w moich uszach leciała już muzyka, która pomogła trochę moim myślom się wyciszyć. Po jakimś czasie odpłynęłam do krainy snu.
Stał tuż za mną. Czułam jego oddech na mojej szyi. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie tak, że jego krocze było dociśnięte do mnie. Odgarnął moje włosy i delikatnie musnął skórę mojej szyi. W końcu odwrócił mnie i stałam już przodem do niego zatapiając się w jego brązowych tęczówkach. 
-Bradley... my nie powinniśmy..-jęknęłam ale w moim głosie nie można było dostrzec ani krzty pewności. To co ze mną robił po prostu doprowadzało mnie do szaleństwa... jego dotyk, uśmiech, głos.
-Harry się nie dowie.-szepnął
Nagle w pokoju rozległ się głośny dźwięk budzika. To był tylko sen. Obudziłam się cała spocona i roztrzęsiona. Co się ze mną dzieje? I dlaczego śni mi się Bradley? Dopiero co związałam się z Harrym a już miewam sny jak go zdradzam... Zajebiście. Nie mogłam przestać myśleć o Bradzie... od kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, dotknął moją dłoń. Okłamywałam sama siebie, że nic do niego nie czuję ale najwyraźniej tak nie było. Ale wiedziałam, że kocham też Harrego. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Tak długo czekałam żeby między nami zaiskrzyło. Nie chcę teraz tego zniszczyć.
Ogarnęłam się i wyszłam do szkoły. Na zajęciach oczywiście spotkałam Harrego. Przywitał mnie pocałunkiem, który niepewnie odwzajemniłam. W klasie oczywiście wszyscy już wiedzieli, że jesteśmy razem, więc gdy się całowaliśmy dziewczyny tylko mruczały "Awww". To było nawet słodkie i  w sumie poprawiło mój humor.
Cały tydzień bardzo szybko zleciał. Harry zachorował i pare dni go nie było w szkole, ale i tak ciągle byliśmy w kontakcie. Mimo tego tęskniłam za nim i pare razy go odwiedziłam. Wtedy leżeliśmy zwykle cały dzień w jego łóżku zajęci sobą i drobnymi pieszczotami. Najbardziej obawiałam się jednego... piątku i mojego kursu gry na gitarze. W głębi duszy modliłam się żeby moja wcześniejsza nauczycielka już wróciła z urlopu. Nie chciałam widzieć Brada.
Po piątkowych lekcjach udałam się na przystanek autobusowy.  Był już raczej wieczór więc na przystanku poza mną nikogo nie było. Nagle na miejscu podjazdu dla autobusu pojawił się granatowy Mercedes. Próbowałam nie zwracać na to uwagi, ale kątem oka próbowałam dostrzec kierowcę pojazdu. "Przecież na świcie z milion osób ma taki samochód" myślałam... ale przeliczyłam sie. Z auta wysiadł nie kto inny jak Bradley. Starałam się zachować kamienną twarz i nie reagować. Brad podszedł bliżej i światło latarni już idealnie oświetlało jego piękną twarz.
-Hej Jade.
-O hej, nie poznałam cię.-skłamałam wymuszając uśmiech.
-Myślę, że jedziesz na kurs. Może pojedziemy razem?
-Ok, czemu nie.- na moje nieszczęście chwilę potem byliśmy już w drodze do "szkoły muzycznej". Chłopak starał się rozluźnić trochę atmosferę i opowiadał zabawne historie, które kiedyś mu się przydarzyły. Było naprawdę zabawnie. Całkowicie się rozluźniłam i poddałam jego urokowi. Rozmawiało nam się naprawdę ciekawie. Nagle znowu poczułam jego dłoń na moim kolanie, ale nawet nie próbowałam się jej pozbyć. Chwilę później byliśmy już na miejscu. Wysiadł przede mną z samochodu i otworzył mi drzwi. Od razu poczułam jak rumieniec wkrada się na moją twarz.
-Ślicznie się rumienisz.-zaśmiałam się lekko słysząc jego słowa, lecz on miał całkowicie poważną minę. Weszliśmy radem do sali i od razu spojrzenia dziewczyn padły na nas. Domyślam się co sobie musiały myśleć.
-Wiem, że Jade jest ładna ale nie musicie tak się patrzeć.-zaśmiał się, gdy ja prawie spaliłam się ze wstydu, lecz chwilę potem uśmiechnęłam się sama do siebie. On uważa, że jestem ładna.
CDN.

Change

Hey. Jak już pewnie wiecie ten blog nie będzie dłużej prowadzony o Justinie.
Teraz w roli głównej Harry Styles i Bradley Simpson <the Vamps> ;)
Btw zapraszam tu => www.whatifthereisnoforever.blogspot.com
Bye ;*


ps. Nowy rozdział powinien pojawić się dzisiaj wieczorem ;)

Specially for my Jade #6

~I'm sorry if I say, "I need ya"
But I don't care, I'm not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong 
That you make me strong~                                  


Jade's POV
Jak codziennie rano wybrałam się do szkoły. Dużo myślałam o tym co przydarzyło się Mer. Szkoda mi jej. Jak tylko spotkam tego idiotę Justina powiem mu co o nim myślę... i to tak, że nie będzie miał odwagi zbliżyć się do niej więcej. 
Do szkoły mam nie daleko więc byłam tam już po około kwadransie drogi. Weszłam do szkoły i kierowałam się w stronę sali lekcyjnej. Po drodze zauważyłam Harrego. Stał oparty o ścianę rozmawiając ze znajomymi. Uśmiechnęłam się delikatnie w jego stronę. On również posłał mi uśmiech. Widziałam kątem oka jak nie spuszcza ze mnie wzroku. Szłam środkiem korytarza myśląc jedynie o tym żeby się nie zaczerwienić. Próbowałam zachować kamienną twarz.
Czułam coś do Harrego, ale nie byłam pewna czy on odwzajemnia moje uczucia, więc wolałam zachować to dla siebie. 
Lekcje w szkole minęły nawet szybko. Po zajęciach jak zawsze w piątki miałam kurs gry na gitarze. Lubiłam tam chodzić. Zawsze mogłam się odstresować i chociaż na chwilę zapomnieć o problemach... codzienności. Nie miałam jakiegoś talentu, ale nie szło mi też najgorzej. 
W mojej grupie zwykle były trzy osoby. Specjalnie wybrałam mniej liczną grupę aby nauczycielka mogła nam lepiej tłumaczyć. Weszłam do sali i z koleżankami czekałyśmy na Panią. Minęło jakieś 10 minut, ale nikt nadal nie przychodził. To było dość dziwne, bo ona zazwyczaj nigdy się nie spóźniała. Nagle do sali wszedł młody brunet. Miał na oko około 18-19 lat. Nasze spojrzenia się spotkały, a jego piękne oczy rozbłysły. Prawie się w nich utopiłam.
-yyy Cześć wszystkim.-Odezwał się wreszcie.-Wasza nauczycielka nie mogła przyjść, więc na razie ja ją zastąpię. 
-A na jak długo, jeśli można wiedzieć?-spytała się koleżanka.
-Myślę, że potrwa to około miesiąc dopóki nie znajdą zastępstwa.-odpowiedział, gdy ciągle patrzyliśmy się sobie w oczy. JADE OGARNIJ SIĘ. Słyszałam głos w głowie i spuściłam wzrok na podłogę. 
-No to zaczynamy lekcję. Zagrajcie mi to co teraz ćwiczycie.-Powiedział po czym każda z nas wzięła gitarę i zaczęłyśmy grać. Chłopak wstał i po kolei zaczął przyglądać się nam jak gramy i dawać drobne wskazówki. Minął dwie dziewczyny po czym dotarł do mnie.
-Nieźle. Możesz jeszcze spróbować tak..-powiedział po czym wziął moją dłoń i przesunął ją w stronę innych strun. Zdziwiło mnie, że nie puścił mojej dłoni tylko  ciągle ją trzymał. Rumieniec wdarł się na moją twarz ale nie przestawałam grać. Czułam jak gładzi kciukiem wierzch mojej dłoni. Uśmiechnął się i odszedł pomóc następnej dziewczynie. Obserwowałam jego ruchy, ale wobec niej nie zachowywał sie tak samo. Stał z daleka a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji... tylko znudzenie. Po godzinie lekcji zbierałyśmy się do domu. Jak zawsze wychodziłam z sali ostatnia bo nie mogłam znaleźć słuchawek i kluczy. 
-Umm. Dowidzenia...-nie wiedziałam jak się nazywa więc urwałam w połowie
-Bradley... mam na imię Bradley.-powiedział i podszedł do mnie. Wyciągnął śmiało rękę w moim kierunku, którą delikatnie ścisnęłam
-Ja jestem Jade.
-Miło mi cię poznać. yyy Idziesz może w kierunku centrum?
-Tak.
-Pozwól, że cię podwiozę.
-No nie wiem... nie chcę robić kłopotu.
-Żaden problem. To dla mnie przyjemność.-uśmiechnął się po czym wspólnie wyszliśmy na parking przed budynkiem. Otworzył mi drzwi do granatowego Mercedesa po czym chwilę później jechaliśmy już w kierunku mojego domu. Przez całą drogę bardzo dobrze nam się rozmawiało. Czułam jakbym go znała od dawna. Kilka razy poczułam jego rękę na moim kolanie, ale starałam się nie zwracać na to uwagi, chociaż jego ciepła, delikatna dłoń wcale mi nie przekazała. W końcu byliśmy już pod moim domem. 
-Dziękuję. Było miło.-powiedziałam cicho posyłając mu uśmiech. 
-Tak, mi również.-przeczesał ręką włosy i zbliżył się do mnie lekko.
-Mógłbym cię odwozić co tydzień.-zaśmiałam się razem z nim.
-No to, cześć.-Chciałam wyjść z samochodu, ale Bradley przybliżył się jeszcze bardziej i chciał mnie pocałować w policzek na pożegnanie. Owszem był czarujący i przystojny, ale odsunęłam głowę nie pozwalając mu mnie pocałować. Dostrzegłam nutę rozczarowania w jego oczach. Przez moment nawet było mi głupio. Wyszłam z samochodu zamykając za sobą drzwi. Odeszłam kilka kroków i widziałam jak samochód odjeżdża. 
Nie mogłam pozwolić mu na ten gest. Nie chciałam robić mu nadzieji, bo sama nie wiem czy coś by z tego wyszło. Nie wiedziałam teraz co czuję, ale wiedziałam co powinnam zrobić i co powinnam była zrobić od dłuższego czasu. Napisałam do Harrego, który pięć minut później był już pod moim domem. Widocznie był gdzieś w okolicy, że pojawił się tak szybko.
-Harry, chciałabym ci coś powiedzieć..-zaczęłam. Bardzo się stresowałam. Nie wiedziałam od czego zacząć, co powiedzieć. Wszystko mi się mieszało.-Harry, ja...-ciągnęłam. Nagle chłopak podniósł rękę i przyłożył mi palec do ust abym nic nie mówiła. Położył mi dłoń na policzku i musnął moje usta. Automatycznie oddałam pocałunek mocniej wbijając się w jego usta. Bo kilku chwilach bez tchu odsunęliśmy się od siebie. 
-Kocham cię-szepnął mi do ucha 
-Ja ciebie tez.-w tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. 

I knew that this "relationship" seems to be too beautiful #5

~wspomnienia zapisane są kursywą~

Mer's POV
Jesienne popołudnie dłużyło się niemiłosiernie. Jedyne czym się pocieszałam to to, że miałam dzisiaj wolne. W szkole przez cały tydzień były próbne matury więc młodsze klasy miały skrócone lekcje... a że rodzice pozwolili mi jeden dzień nie iść to nie protestowałam. Tak, chodzę do szkoły średniej, a właściwie do drugiej klasy. Już nie mogę się doczekać kiedy w końcu skończę tą szkołę. Te lekcje to masakra. Nie myśląc dłużej o szkole postanowiłam trochę ogarnąć w pokoju. Nie zeszło mi się jakoś szczególnie długo, ale byłam zmęczona jakbym przebiegła maraton. Poszłam w stronę szafy i wzięłam z niej jakieś ciuchy na przebranie. Jeszcze krótki prysznic i postanowiłam jakoś wykorzystać ten dzień. Napisałam do Jade.

DO: Jade
"hej. skoczymy gdzieś ?"

OD: Jade
"hej. sorki ale dzisiaj nie dam rady :("

DO: Jade
"ok :( pa"

Niestety Jade nie dzisiaj była zajęta, więc od razu pomyślałam o Justinie. Chciałam zrobić mu wizytę-niespodziankę. Zeszłam na dół, gdzie zastałam tatę.
-Hej. Wychodzę.-rzuciłam na odchodne
-Ok. Nie wróć za późno.-krzyknął za mną puszczając mi oczko.
-Okej. Pa.-wyszłam i kierowałam się w stronę domu Justina. Miałam do niego około 15 minut piechotą, więc chwila moment i już stałam u jego drzwi. Prawdę mówiąc trochę stęskniłam się za nim. Poprawiłam włosy i delikatnie nacisnęłam na dzwonek. Przez krótką chwilę wsłuchiwałam się w spokojny dźwięk sygnału, po czym usłyszałam czyjś głos.
-Już idę!-przez chwilę wydawało mi się, że to głos kobiecy, ale zaśmiałam się pod nosem sama do siebie. Na pewno musiało mi się wydawać. Nagle usłyszałam jak drzwi zaczynają się otwierać... a tuż za nimi zobaczyłam bardzo ładną, wysoką, szczupłą blondynkę! "Spokojnie Mer" powtarzałam sobie w myślach, ale aż się we mnie gotowało.
-Yyy słucham?-spytała się zdecydowanym głosem.
-Ja do Justina.-wybełkotałam-A ty to kto?!-uniosłam trochę głos, ale nie mogłam dłużej czekać żeby to powiedzieć.
-Jestem Camille.
-Camille, czyli...?
-Camille, czyli dziewczyna Jusa.-zaśmiała się odrobinę sarkastycznie.
-"DZIEWCZYNA JUSA"?! Czy ja dobrze usłyszałam?! A z resztą nie ważne. Przekaż Justinowi, że jest skończonym idiotą!-wydarłam się i jak najszybciej oddaliłam od jego domu. Jak on mógł mi to zrobić? Ma dziewczyne? Oszukał mnie... Nasze wspólne chwile nic dla niego nie znaczyły... W głębi duszy wiedziałam, że nasz "związek" wydawał się być za piękny. Ktoś taki jak ja nie zasługuje na miłość. Łzy spływały leniwie po moich policzkach. Wróciłam do domu, ale nie chciałam żeby rodzice zobaczyli mnie w takim stanie... rozmazaną i podpuchniętymi oczami, więc weszłam do mojego pokoju przez okno. Rzuciłam się na łóżku i pogrążyłam w bólu. Było mi strasznie przykro. Płakałam cały czas. W sumie może nie powinnam. Znaliśmy się dość krótko, ale czułam do niego coś czego dawno nie czułam do drugiej osoby. Jedyne co przyszło mi w tej chwili do głowy to napisać o tym wszystkim do przyjaciółki. 

OD: Jade
"O ja pierdole. Trzymaj się. Zaraz u cb będę."

DO: Jade
"Dzięki, ale muszę teraz pobyć sama."

Wzięłam długą kąpiel i od razu zrobiło mi się lepiej. Otuliłam się kołdrą po same uszy i starałam się jak na dzisiaj dłużej o tym nie myśleć. Nie pozwolę się drugi raz zranić. Nigdy więcej.

Staliśmy na przystanku autobusowym czekając na autobus. Ja i Jason. Mój pierwszy chłopak. Moja pierwsza miłość. Chwycił mnie za rękę i spojrzał w oczy z nieco przerażoną miną. Próbowałam wyczytać jakiekolwiek informacje z jego twarzy, ale mi się nie udało. Widziałam tylko złość w jego oczach. 
-Mer, słyszałem że zdradziłaś mnie z tym twoim "przyjacielem".-Wysyczał przez zęby rysując w powietrzu palcami rąk cudzysłów.
-Co?! Kto ci takich głupot naopowiadał?-Naprawdę byłam zaskoczona. Nigdy nie zdradziłabym chłopaka na którym mi zależy. W ogóle bym nikogo nigdy nie zdradziła!
-Nie pierdol!-krzyknął po czym zamachnął się i jakby z całej siły walnął mnie w policzek. Bolało mnie tak strasznie, że odruchowo chwyciłam ręką za obolały policzek, a łzy zaczęły zbierać się w moich oczach.
-Jak mogłeś?!-jęknęłam
-Jak JA mogłem?! Zhańbiłaś mnie, ty dziwko!-krzyknął i tym razem uderzył mnie w drugi pliczek. Zaszlochałam i z przerażeniem odsunęłam się od chłopaka. Ufałam mu, a on uwierzył w coś tak banalnego. Myślałam, że mnie zna. Jak mógł mnie uderzyć?! Nigdy bym nie przypuszczała, że tak miły chłopak jakiego poznałam w głębi duszy jest tak gruboskórny, że jest w stanie nawet uderzyć kobietę. Myliłam się. Głęboko się myliłam.

CDN. 

No to mamy piąty rozdział :) Chciałam żeby był trochę dłuższy więc jest.

Piszcie co sądzicie... i czy mam wgl dalej pisać
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
btw jak ktoś chce być informowany na bieżąco o nowym rozdziale może pisać w komentarzach lub na priv (najlepiej nazwy na twitterze) :)

Bohaterowie

Jade Smith
        

Bradley Simpson


Harry Styles



Mer Cuthbert


Justin Bieber



i inni...


Tristan E., Connor B., James McV. 







bohaterowie będą tu dodawani stopniowo ;)
Nie wiedziałam jakie osoby wybrać jako postacie dziewczyn, ale jakoś wyszło :D
Ps. Jak ktoś chce być informowany na bieżąco o nowych rozdziałach może pisać w komentarzach albo na priv (najlepiej swoją nazwę na twitterze) 
Bye ;*




"I've missed you" #4

Mer's POV
Po powrocie z imprezy zdążyłam jedynie się zdrzemnąć godzinę i wykąpać przed pójściem do szkoły. Dziękowałam Bogu, że rodzice nie zorientowali się iż wymknęłam się na noc z domu. Ledwo żywa udałam się na zajęcia. Pierwsza lekcja... historia.
-Siadajcie i wyciągnijcie karteczki.-powiedziała pani. Jęknęłam niezadowolona. Cholera, niezapowiedziana kartkówka. Nauczycielka podyktowała pytania, których nawet nie notowałam. Nie było sensu... Po skończonej lekcji... i jeszcze sześciu innych miałam już dość. Marzyłam tylko o tym by położyć się spać i odespać tę noc. Wychodząc ze szkoły zauważyłam Jade i Harrego... trzymających się za ręce. Widocznie gdy byłam z Justinem wiele mnie ominęło. Uśmiechnęłam się do nich i odwróciłam wzrok, ale coś przykuło moją uwagę, a właściwie ktoś. To był Justin. Opierał się o swoje czarne Ferrari zaparkowane na szkolnym podjeździe. Pomachał mi krótko i już chwilę później byłam obok niego. Wiatr delikatnie muskał jego idealnie ułożoną grzywkę. Przez dłuższy moment patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Napięcie było czuć w powietrzu. W tym momencie oddała bym wszystko żeby tylko znać jego myśli. Nagle złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Złapał mnie za biodra i łapczywie wbił się w moje usta. Od razu oddałam pocałunek. Odwrócił nas tak bym ja była oparta o samochód. Przejechał językiem po mojej wardze prosząc o dostęp, który mu oczywiście dałam. Nasze języki toczyły walkę o dominację. Chwilę później odsunęłam się od niego próbując złapać oddech.
-Stęskniłem się.-szepną mi do ucha jednocześnie delikatnie przygryzając jego płatek.
-Ja też.-posłałam mu lekki uśmiech.
-Co ty na to żeby pojechać do mnie?
-Jasne, czemu nie.
-No to zapraszam.-uśmiechnął się otwierając mi drzwi samochodu. Szybko do niego weszłam i jakieś 15 minut później byliśmy już w jego domu.
-Może coś obejrzymy?-zapytał.
-Okej.-Justin włączył jakąś komedię. Usiedliśmy obok siebie na kanapie oglądając film, który z resztą nie był za ciekawy. Zauważyłam jak ręka chłopaka delikatnie się unosi. Justin "niezauważalnie" umiejscowił ją na oparciu kanapy tuż za moją głową. Po kilku chwilach w końcu udało mu się mnie objąć. Wtuliłam się w ramię chłopaka rozkoszując się jego zapachem, aż po chwili moje powieki zaczęły opadać.

Justin's POV
Zerknąłem na Mer. Zasnęła. Nie dziwie jej się. Dzisiejszej nocy pewnie nawet nie zdążyła oka zmrużyć. Wstałem z kanapy i najdelikatniej jak umiałem wziąłem ją na ręce. Nie chciałem jej obudzić. Była taka lekka. Powoli zaniosłem ją do mojej sypialni i położyłem na łóżku. Wyglądała tak niewinnie. Ułożyłem się obok niej i sam też usnąłem.

Mer's POV
-Pobudkaaaa-usłyszałam głos Justina. Leniwie otworzyłam oczy. Mój mózg powoli się budził.
-Tak tak... już wstaję.-ziewnęłam.
-Już 20:00.
-Serio?! Muszę wracać.
-No wiesz, jak dla mnie to możesz zostać na noc.-powiedział ukazując szereg białych zębów.
-Może innym razem.-puściłam mu oczko. Wstałam i kierowałam się ku wyjściu. Justin nalegał żeby mnie odwieść ale chciałam wrócić sama. Po drodze chciałam jeszcze zajść do Jade. Na telefonie miałam z 10 nieodebranych połączeń od niej więc zgaduję, że coś musiało się ciekawego wydarzyć... Pewnie chodzi o Harrego. Byłam już w przedpokoju, gdy poczułam jak Justin łapie mnie za rękę. Odwróciłam się przodem do niego, a on popchnął mnie na drzwi. Moje plecy lekko zderzyły się z ich drewnianą powłoką. Justin przyparł do mnie całym swoim ciałem. W tym momencie nawet kartka papieru po między nami by się nie zmieściła. Chłopak ułożył swoje dłonie po obu stronach mojej głowy i z pożądaniem wbił się w moje usta powodując u mnie mimowolny jęk. Nasze usta z pasją współgrały ze sobą. Justin zjechał swoimi rękoma na moją talię przyciskając mnie jeszcze bardziej do niego. Niestety musiałam przerwać tą cudowną chwilę. Musiałam już wracać. Pocałowałam go w policzek na pożegnanie i opuściłam jego dom.
CDN.


No to mamy 4 rozdział. Jest krótki, ale to dlatego że wszystkie rozdziały pojawiły się w jednym tygodniu. Teraz będę dodawać jeden rozdział w tygodniu ale za to dłuższy :) 
Wprowadziłam punkty widzenia jak by ktoś nie zauważył xd.
 Proszę komentujcie. Mamy sporo wyświetleń a tak mało komentarzy :( Mimo wszystko dziękuje za wcześniejsze komentarze ;)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Party time #3

Obudziłam się w nocy słysząc jakieś stukanie. Podeszłam do okna, gdyż właśnie stamtąd słyszałam dobiegające dźwięki. To były małe kamyczki stukające w moją szybę. Otworzyłam okno próbując zobaczyć kto nimi rzuca. To był Harry, kolega ze szkoły.
-Co tu do cholery robisz o tej porze?!-krzyknęłam do niego.
-Jest impreza. Przyjdziesz?-spytał ukazując szereg białych zębów.
-Umm... Okej, ale zadzwonię po Jade.
-Dzwoniłem już do niej. Ma tu być za 10 min.
-Dobra... poczekaj. Muszę się trochę ogarnąć.-powiedziałam i zamknęłam okno. Wyjęłam czarne jeansy, śliwkowy top i czarną bluzę z szafy i zaczęłam się ubierać. Starałam się robić to jak najciszej żeby nie obudzić rodziców. Mam nadzieję, że zdążę wrócić niezauważona przed szkołą.Otworzyłam okno i usiadłam na parapecie. Wystawiłam jedną nogę za okno i powoli zsunęłam się po rynnie na dół. Na szczęście to było gładkie lądowanie. Na dole widziałam już rozmawiającą z Harrym Jade. Na pierwszy rzut oka było widać, że coś miedzy nimi jest, ale żadne z nich nie miało odwagi zrobić pierwszy krok.
-Hej.-przywitałam się z nimi przerywając im rozmowę.
-Hej.-odpowiedzieli chórem w tym samym czasie. Na co ja się głośno zaśmiałam. Jade od razu spiorunowała mnie wzrokiem.
-Przecież nic nie mówię.-odpowiedziałam z sarkazmem ciągle się śmiejąc.- No to dokąd idziemy?-spytałam.
-Niedaleko wprowadził się taki jeden... nie znasz... No i robi imprezę.-odpowiedział Harry.
-Ok.-Po niecałych 15 minutach byliśmy już na miejscu. Z daleka było już słychać głośną muzykę i głośno bawiące się osoby. To musiał być jakiś bogacz. Ten dom, a właściwie willa była mega wypasiona. Z tyłu domu widać było nawet basen. Weszliśmy do środka idąc za Harrym, którego znali tu chyba wszyscy. Leciała głośna muzyka. Wkoło wszyscy tańczyli. Nagle Harry poprosił do tańca Jade i poszli tańczyć. Cieszyłam się ich szczęściem... ale zostałam sama, w obcym domu, pośród obcych ludzi. Chwilę potem podeszła do mnie jakaś dziewczyna wręczając mi drinka. Wypiłam. Yolo. Impreza się trochę rozkręciła. Około godzinę później postanowiłam wyjść się trochę "przewietrzyć". Trzymając kubek z jakimś napojem kierowałam się ku wyjściu... jednak na kogoś wpadłam... oblewając go napojem.
-Bardzo prze...-urwałam w połowie zdania gdy zobaczyłam na kogo wpadłam. To był Justin.
-Ciągle na siebie wpadamy.-powiedział z uśmieszkiem na twarzy. Zaczęliśmy się śmiać i razem wyszliśmy na dwór.
-Co tu robisz?-spytał.
-Jestem tu ze znajomymi. Jakiś koleś robi domówkę.- zaśmiałam się.
-Tak...-nagle do Justina przyszedł jakiś chłopak.
-Świetna impreza stary.-powiedział do Justina przybijając mu piątkę i odchodząc.
-Jak to?-zapytałam zdziwiona.
-Tak... to mój dom.-odpowiedział uciekając wzrokiem ode mnie. Mieszkał pare ulic ode mnie i nic mi nie powiedział?
-A dom do którego mnie wczoraj zabrałeś?
-To też mój dom... ale tam nikogo nie zapraszam...byłaś pierwsza.-powiedział podnosząc wzrok ku moim oczom. Patrzyliśmy się na siebie prosto w oczy. Odległość między nami zaczęła się zmniejszać. Nasze twarze dzieliły milimetry. Dosłownie czułam jego oddech na mojej twarzy. Położył mi dłoń na policzku lekko gładząc go swoim kciukiem. Chwile później jego malinowe usta delikatnie musnęły moje. Bez namysłu oddałam pocałunek.
-MEEEEER!-usłyszałam wołanie Jade. Szybko odsunęliśmy się od siebie jakby porażeni. Sekundę później obok nas pojawiła się Jade.
-Tyle czasu cię szukałam. Musimy już wracać. Zaczyna robić się widno.- powiedziała ciągnąc mnie za rękę totalnie ignorując Justina. Poszłam za nią. Odwróciłam się do Justina i bezgłośnie powiedziałam "Pa". Odchodziłam coraz dalej widząc jak stoi tam w bezruchu wpatrzony przed siebie. Światło padało idealnie ukazując jego piękną twarz. Przez całą drogę powrotną nie mogłam przestać o nim myśleć. Pocałował mnie... ah. Mam tylko nadzieję, że to coś dla niego znaczyło...


CDN.
Dlatego, że to już drugi rozdział dzisiaj, jest krótki ;)
Myślę, że jak wszystko pójdzie dobrze dodam rozdział jutro albo w niedzielę na wieczór :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Something pulls me to him #2

Jak co dzień po zajęciach umówiłam się z Jade. Siedziałyśmy na murku niedaleko parku przyglądając się grupce chłopaków. Nic specjalnego. Nagle zauważyłam, że do tamtej grupki podjeżdża samochód... czarne sportowe Ferrari.
-Przejechała bym się takim.-szepnęłam do przyjaciółki.
-Nom, niezła fura.-zaśmiała się Jade. Starałam się dłużej nie gapić na auto, więc zabrałam się za jedzenie kanapki.
-PATRZY SIĘ NA CIEBIE-powiedziała bezgłośnie Jade. Z ciekawości zerknęłam w stronę chłopaków. Zauważyłam go. Chłopaka na którego wczoraj wpadłam. Stał oparty o boskie auto. Domyśliłam się, że to on musiał być kierowcą pojazdu. Nasze spojrzenia się spotkały. Szybko spuściłam wzrok i przeniosłam go na przyjaciółkę. Zaczęłam nerwowo bawić się palcami. Kątem oka zauważyłam,  że blondyn z powrotem odwrócił się do znajomych. Uff.
-Kto to jest?-spytałam. Nieznajomy odwrócił się w moją stronę jakby usłyszał moje słowa. Chłopak dalej wbijał we mnie swoje przenikliwe spojrzenie, a ja udawałam że jest mi to obojętne.
-Mówiłaś,  że podoba ci się tamten samochód...
-Tak, a co?
-Może będziesz miała okazję się przejechać.
-Jak to?
-Idzie tu.-szepnęła.
-Hej.- usłyszałam za plecami zachrypnięty głos. Wypuściłam gwałtownie powietrze z ust i otworzyłam oczy, które do tej pory zaciskałam powtarzając w duchu ,,błagam niech tu nie podchodzi".Odwróciłam się powoli w jego stronę wymuszając lekki uśmiech. Dziwnie się czułam widząc jak chłopak opiera się o murek i bezczelnie przypatruje mi się z przechyloną głową. Spojrzałam na niego lekko zmieszana, po czym przeniosłam wzrok na Jade, ignorując go.
-Chciałem się tylko zapytać czy twoja koleżanka nie zabrałaby się ze mną na przejażdżkę? -chłopak odezwał się do Jade. Spojrzałam na niego zdziwiona i przeniosłam przerażony wzrok na przyjaciółkę oczekując jakby pomocy, jednak ta tylko patrzyła to na mnie to na niego ze zdziwieniem.
-Umm...Nie sądzę żeby to był dobry pomysł.- Stwierdziłam cicho, posyłając blondynowi przepraszające spojrzenie. Kiedy moje oczy spotkały się z jego natychmiast spuściłam wzrok. Wpatrywał się we mnie z niezmienioną miną. Dalej bez emocji. Może z lekkim zaciekawieniem.
-Co?- Zapytała niemal oburzona Jade.- Przecież przed chwilą mówiłaś, że chętnie byś się takim przej...-Przerwała widząc ostre spojrzenie, którym ją obdarowałam. Po chwili jakby zrozumiała swój błąd i skrzywiła się lekko.
-No to zapraszam.-powiedział po czym wyciągnął do mnie rękę. Niepewnie chwyciłam jego dłoń i zeskoczyłam z murka. Idąc w stronę samochodu chłopak wyprzedził mnie i otworzył przede mną drzwi samochodu. Posłałam mu delikatny uśmiech po czym wsiadłam do auta.
Jechaliśmy w ciszy dość długi czas. Coraz bardziej żałowałam, że zgodziłam się z nim pojechać. Wcale go nie znałam. Nie wiedziałam nawet jak ma na imię. Nagle samochód się zatrzymał po czym chłopak opuścił go i otworzył mi drzwi. Poczułam jak moje policzki oblewa rumieniec, ale starałam się to ukryć. Rozejrzałam się do okoła badając okolicę. Byliśmy w lesie, a dokładniej na jakiejś polance. Staliśmy przez dłuższą chwilę w ciszy.
-Przejdziemy się?-zapytał cicho.
-Umm. Okej...-odpowiedziałam po czym zaczęliśmy isć. Po paru minutach zauważyłam mały drewniany dom. Blondyn najwidoczniej chciał mnie tu przyprowadzić. Wyjął klucze i otworzył drzwi zachęcając mnie do wejścia do środka.
-Może się czegoś napijesz?-spytał gdy oboje byliśmy już w środku.
-Nie, dziękuję. -robiło się coraz dziwniej. Usiadł na kanapie, a ja po chwili do niego dołączyłam. Znowu panowała cisza, ale tym razem chciałam ją przerwać.
-Jak masz na imię?- spytałam niepewnie, próbując wybadać jakiekolwiek emocje z jego twarzy.
-Justin...-odpowiedział patrząc mi się prosto w oczy.
-Dlaczego mnie tu przywiozłeś, Justin?
-Chciałem cię poznać.-nie wiedziałam co odpowiedzieć więc zdecydowałam, że nie będę więcej się odzywać. Walczyłam z myślami. Skoro chce mnie poznać to dlaczego się nie odzywa? Nie mogłam go rozszyfrować. Topiłam się tylko w jego miodowych oczach. Był taki idealny.
 -Ja się kiedyś z tobą ożenię.- Stwierdził, przerywając mi w połowie myśli. Spojrzałam na niego zdziwiona. Po chwili wybuchnęłam śmiechem.
     -Taaa.- prychnęłam z sarkazmem, na co uniósł brwi jakby nie widział w tym nic dziwnego.  Bezpośredni to on był, to trzeba mu przyznać.  Żadne z nas już się nie odezwało. W pewnym momencie Justin po prostu wstał i wyciągnął do mnie rękę. Złapałam ją bez namysłu a on pomógł mi się podnieść z kanapy.

-Odwiozę cię. Nie chcę żebyś miała przeze mnie kłopoty.-powiedział po czym po chwili byliśmy już w drodze powrotnej, która minęła nam dość szybko. Jechaliśmy oczywiście w ciszy. Nagle podjechaliśmy pod mój dom. Sekunda... skąd on wiedział gdzie mieszkam? Nieważne...

-Dziękuję za przejażdżkę.- powiedziałam posyłając mu lekki uśmiech i otwierając drzwi pojazdu, lecz gdy próbowałam to zdobić Justin złapał mnie za dłoń. Moje policzki na pewno od razu  przybrały kolor czerwieni.
-Do zobaczenia Mer.-powiedział cicho powoli zbliżając swoją twarz do mojej i składając czuły pocałunek na moim policzku.
-Pa.-jęknęłam cicho uciekając wzrokiem na ziemię. Nie mam pojęcia, dlaczego jego obecność tak mnie onieśmielała. i wyszłam z samochodu. Otworzyłam furtkę i ostatni raz zerknęłam na odjeżdżające Ferrari.
Weszłam do domu i od razu zmęczona padłam na łóżko. Zerknęłam na zegarek. Było już po 21. Trochę nam się zeszło... Oh, a tak w ogóle to skąd on znał moje imię? Dziwne. Narzuciłam kołdrę na głowę, aż nagle usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Leniwie wzięłam komórkę do ręki. 

"WIADOMOŚĆ OD: Nieznany

Dobranoc shawty. J."

O kurde. Do tego jeszcze znał mój numer telefonu. Co jeszcze o mnie wiedział... i skąd? Coraz bardziej mnie to zastanawiało, ale postanowiłam dłużej o tym nie myśleć. Jakiś czas później zasnęłam.



CDN.

No i mamy drugi rozdział :)
Następny dodam jak będzią co najmniej 4 komentarze ;)
Proszę komentujcie bo nwm czy dalej pisać...

That first look #1

Promienie słoneczne wpadały do pokoju mimo zasłoniętego okna. Leniwie otworzyłam powieki słysząc dźwięk dzwoniącego telefonu.
-Ja pierdole po cholere dzwonisz tak wcześnie ?!- wydarłam się przez mojego iPhona do przyjaciółki.
-Wcześnie ?! Jest już po 9-tej. Wstawaj lepiej, bo babka od matmy jest na ciebie wkurzona.
-Okej... - powiedziałam przeciągając się.- Za godzinę widzimy się w szkole. Pa.- powiedziałam i zakończyłam rozmowę. Wstałam z łóżka i wolnym krokiem poszłam do łazienki. Nie ma to jak poranny prysznic. Ciepła woda spływała po moim ciele relaksując mnie. Po około 15 minutach kąpieli zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam się. Szybko zbiegłam na dół zastając w kuchni mamę.
-Hej Kochanie. Rozumiem, że masz dzisiaj na popołudnie ??- ugh, mama najwidoczniej domyślała się, że znowu zaspałam.
-Taaaak.- skłamałam- Muszę lecieć. Pa.- pocałowałam mamę w policzek i wybiegłam z domu.
Droga do szkoły szybko minęła. Wyjęłam jeszcze plan lekcji żeby sprawdzić co teraz mam. Polski. Kurwa. Nagle poczułam mocne uderzenie w ramię przez co trochę straciłam równowagę i wszystkie książki z plecaka wyleciały mi na ziemię. 
-Sorry.- usłyszałam chrypki męski głos. Spojrzałam w górę na chłopaka, który mnie potrącił, ale nawet nie zauważyłam jego twarzy... tylko jego tył. Miał na sobie szarą bluzę z kapturem, czarne opuszczone w kroku spodnie i pasujące do tego supry. Myślałam, że chociaż się zatrzyma, ale nie.
-Uważaj jak chodzisz!-krzyknęłam za nim, ale nawet się nie odwrócił tylko szybkim krokiem odszedł nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Debil. Pozbierałam książki i weszłam do szkoły... wpadając na kogoś. Czy ja mam dzisiaj jakiegoś pecha ?! Podniosłam wzrok i utopiłam się w jego miodowych oczach. To był znowu on. Debil, na którego dziś wpadłam. Staliśmy tak na przeciwko siebie wpatrując się nawzajem w swoje tęczówki. Dzieliły nas jedynie centymetry. Nagle oprzytomniałam i zrobiłam krok do tyłu. Teraz w pełni mogłam ujrzeć jego twarz. Był idealny.
-Przepraszam.-powiedział cicho po czym mnie wyprzedził i wyszedł ze szkoły zostawiając mnie samą na środku korytarza. Czułam się dziwnie. Weszłam do klasy i usiadłam obok przyjaciółki.
-Nareszcie się zjawiłaś.-powiedziała z sarkazmem wyczuwalnym na 10 kilometrów.
-Ja też cię kocham, Jade.-powiedziałam i posłałam jej szeroki uśmiech co od razu odwzajemniła. Czasami myślę, że tylko ona trzyma mnie jakoś w kupie. Jest dla mnie jedną z najważniejszych osób.
Lekcja się zaczęła, a ja nie mogłam się skupić. Nie wiem dlaczego, ale jedyną moją myślą był ON.

NO I MAMY PIERWSZY ROZDZIAŁ.
CDN. :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
nmw czy mam dalej pisać...

SPAM

Chciałabym tu polecić kilka blogów, które czytam (bądź czytałam) :)

http://t.co/ymzYv6MsuU

http://t.co/CHNQMo1nxB

http://t.co/Jm5cxJDxyH

http://tlumaczenie-unexpected.blogspot.com/

http://t.co/CTeEAqmIFc

http://t.co/G2BIJWN1aV

http://t.co/dIisi3MIIP

http://t.co/8c1EqsBXNg

http://t.co/8JzHeWpsfo


może coś pominęłam, ale to tak z grubsza ;)