-Tak bardzo za toba tesknilem.
-Ja za toba tez.
-Myslalem ze umre tu i juz nigdy wiecej cie nie zobacze.
-Zapomnij o tym i lepiej sie stad wynosmy zanim ten zboczeniec wroci.
-Czekaj... czy ty powiedzialas ZBOCZENIEC? Co on ci zrobil?!
-Yyy nic... probowal mnie dotykac. Chodzmy juz!- nie chcialam mu powiedziec prawdy. Nie wybaczyl by mi ze przespalam sie z jego bratem blizniakiem. Ale to itak nie moja wina. Skad mialam wiedziec... Wyszlismy z domu i szlismy chodnikiem aby znalesc sie jak najdalej tego miejsca. Jak na zlosc Matt znalazl nas.
-Zabije cie. Zabije was oboje!-krzyczal i rzucil sie ba Bradleya. Teraz zobaczylam naprawde jacy byli identyczni. Nigdy bym ich nie odroznila. Naszczescie byli inaczej ubrani wiec moglam pomuc Bradleyowi. W tym momencie zaskoczylam sama siebie. Rzucilam sie na Matta. Probowalam uderzyc go w twarz ale itak bylam zbyt slaba i Matt odrzucil mnie na ziemie. Nagle wyjal pistolet. O nie! Chlopcy zaczeli sie silowac i nawzajem wyrywac od siebie bron. Upadli na ziemie i tarzali sie w poszukiwaniu dominacji. BOOM! Pistolet wypalil. Padlam przerazona na kolana i modlilam sie w myslach zeby to nie byl Bradley. Naszczescie Brad zrzucil z siebie martwe cialo przeciwnika i wstal. Podszedl do mnie i mocno mnie przytulil. Plakalam w jego ramie.
-Nie placz. Teraz wszystko bedzie dobrze. Juz nic nam nie zagraza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz