Dangerous #23

Matt probowal znowu mnie posiasc, ale nie udalo mu sie to. Mialam juz male doswiadczenie jesli chodzi o sprawy przymuszonego sexu. Zaciskalsm nogi i nie dalam mu szansy mnie zgwalcic. Po jakims czasie zorientowal sie ze nic z tego nie bedzie i dal spokoj. Ubral sie i wyszedl zamykajac mnie w moim domu. Przed wyjsciem dostalam pare razy w twarz. Po mojej twarzy splynely lzy ale bylam silna. Nie dam sie znowu zlamac. Ubralam sie i wyskoczylam z domu przez okno. Musialam znalesc mojego Bradleya. Balam sie to zrobic bo Matt odchodzac rzucil mi "sprobuj uciec a cie zabije i bede pieprzyl twoje martwe cialo". Wole umrzec niz pozwolic zginac mojemu chlopakowi. Domyslilam sie gdzie moze byc zamkniety. Brad w domu mial opuszczona piwnice do ktorej nigdy nie zagladal, wiec tam sie udalam. I mialam racje. Weszlam do pomieszczenia i go ujrzalam. Siedzial przywiazany do krzeselka. Mial skrepowane nogi i rece oraz zaklejone tasma usta. W piwnicy bylo czuc okropny zapach wilgoci. Moglabym przysiac ze slyszalam nawet piski szczurow. Rozwiazalam Bradleya i rzucilismy sie sobie w ramiona. 
-Tak bardzo za toba tesknilem.
-Ja za toba tez.
-Myslalem ze umre tu i juz nigdy wiecej cie nie zobacze.
-Zapomnij o tym i lepiej sie stad wynosmy zanim ten zboczeniec wroci.
-Czekaj... czy ty powiedzialas ZBOCZENIEC? Co on ci zrobil?!
-Yyy nic... probowal mnie dotykac. Chodzmy juz!- nie chcialam mu powiedziec prawdy. Nie wybaczyl by mi ze przespalam sie z jego bratem blizniakiem. Ale to itak nie moja wina. Skad mialam wiedziec... Wyszlismy z domu i szlismy chodnikiem aby znalesc sie jak najdalej tego miejsca. Jak na zlosc Matt znalazl nas. 
-Zabije cie. Zabije was oboje!-krzyczal i rzucil sie ba Bradleya. Teraz zobaczylam naprawde jacy byli identyczni. Nigdy bym ich nie odroznila. Naszczescie byli inaczej ubrani wiec moglam pomuc Bradleyowi. W tym momencie zaskoczylam sama siebie. Rzucilam sie na Matta. Probowalam uderzyc go w twarz ale itak bylam zbyt slaba i Matt odrzucil mnie na ziemie. Nagle wyjal pistolet. O nie! Chlopcy zaczeli sie silowac i nawzajem wyrywac od siebie bron. Upadli na ziemie i tarzali sie w poszukiwaniu dominacji. BOOM! Pistolet wypalil. Padlam przerazona na kolana i modlilam sie w myslach zeby to nie byl Bradley. Naszczescie Brad zrzucil z siebie martwe cialo przeciwnika i wstal. Podszedl do mnie i mocno mnie przytulil. Plakalam w jego ramie.
-Nie placz. Teraz wszystko bedzie dobrze. Juz nic nam nie zagraza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz