Searching for myself #27

Miesiac pozniej...

Bradley oczywiscie wyszedl z samego rana. Zaczelam sie do tego przyzwyczajac. Okolo 10 wychodze do sklepu po pieczywo i spotykam Harrego. Taka nasza mala "tradycja". Po powrocie domdomu straszniensie nudzilam. Nie moglam nawet umowic sie z Mer bo wyjechala do rodziny.  Pokyslalam wiec ze zloze naszemu sasiadowi mala wizyte.
*dryn dryn*
Zadzwonilam dzwonkiem i drzwi momentalnie się otworzyly. Harry przywital mnie cieplym usmiechem i wpuscil do srodka. Czulam sie u niego bardzo swobodnie. Od kiedy Brad calymi dniami znikal prawie codziennie tu przesiadywalam. Oczywiscie Harry tez czasami do mnie wpadal. Chodziaz u mnie bylo inaczej... inaczej bo czulam tam obecnosc Bradleya w kazdym zakamarku. Tak bardzo za nim tesknilam. Razem z Harrym obejzelismy jakas komedie i wspolnie ugotowalismy spaghetti.  Bylo przy tym kupa smiechu. To byl naprawde dobrze spędzony czas. Gdy zrobilomsie ciemno wrocilam do domu. Tak bardzo sie ciesze ze odzyskalam mojego przyjaciela. Tak wiele nas laczylo. Szkoda tylko ze jak odzyskalam Harrego zaczelam tracic Bradleya. Przygnębiajace.
Obudził mnie uginający się pod ciężarem materac. To był Bradley. Znowu dopiero wrocil. Spojrzałam na zegarek. Godzina 23.15.
-Czekałam na ciebie z kolacją.- wychrypiałam.
-Musiałem zostać w studiu.- chyba dopadło mnie jakieś deja vu. Już to słyszałam!
-No tak, ważne sprawy.- powiedziałam z kpiną.Odwróciłam się do niego plecami i próbowałam zasnąć. Łzy mi to uniemożliwiły. Spłynęły powoli po mojej twarzy. Jak zwykle nie zauważył. Zapalona lampka, na moim nocnym stoliku, raziła mnie w oczy. Jednak nie mogłam zebrać w sobie siły, aby ją wyłączyć. Usłyszałam jak odpina swój zegarek i odkłada na półkę. To samo zrobił z telefonem i kluczami. Zacisnęłam mocno oczy. Bradley poszedł do łazienki. Trzasnął za sobą drzwiami. Postawiłam nogi na zimnej podłodze. Nałożyłam cienki szlafrok i wyszłam z pokoju. Szłam długim korytarzem. Poszlam do kuchni zrobic sobie herbate. Trzask otwieranych drzwi, a potem kroki i cisza. Pewnie nawet nie zauważył mojego braku. Jutro znowu to wszystko się powtórzy. Wyjdzie rano, wróci dopiero na wieczór. Wróciłam do łóżka. Bradley już spał. Nic się nie zmieniło. Spuściłam wzrok. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a po następnie zaczęłam się całkiem trząść. Chwilę później położyłam się na łóżku. Spróbuje zasnąć...
-Wychodzę!- Jak co dzień ozięble się pożegnał, o ile w ogóle można to nazwać pożegnaniem. Siedzialam kilka godzin bez namiętnie wgapiajac sie w tv.  Postanowilam ze zadzwonie do niego, ale najpierw zadzwonilam po taksowke.
-Halo? Bradley, wyjezdzam na jakis czas do rodzicow. Nie moge tak dluzej. Nie chce seby to tak wygladalo- powiedziałam dosyć smutnym i zawiedzonym głosem.
-Musisz robić sceny?- jego surowy głos rozbrzmiał w słuchawce.
-O co ci chodzi?-Źle Ci w domu? Nie podoba Ci się?-dodal
-Brad, dobrze wiesz, że nie o to chodzi...-powiedzialam skrepowana
-To co ci się nie podoba?
-Ty!- krzyknęłam do telefonu, jednak po chwili zakryłam dłonią usta.Zamilkł. Brak odpowiedzi z jego strony.
-Bradley, nie miałam tego na mysli.-zaczelam sie tlumaczyc ale Brad sie rozlaczyl. Wyszłam z domu i rozejrzałam się za taksówką. Stala juz na podjezdzie. Kierowca otworzył mi drzwi, a ja wślizgnęłam się na tył auta. Wygodne i miękkie fotele pozwoliły mojemu ciału się odprężyć. Przymknęłam oczy, ale po chwili je szybko otworzyłam. Moja dłoń znajdowała się w silnym uścisku Bradleya.
-Co ty tutaj robisz?
-Wiesz, postanowiłem odwołać moje dzisiejsze spotkania i wyjść ze studia, bo moja dziewczyna oświadczyła, że już jej się nie podobam.- wzrok miał utkwiony w widoku za szybą.
-Bradley. To nie o to chodzi.- westchnęłam.Sięgnęłam dłonią do jego zimnego policzka, mimo że na dworze było ciepło. Odwrócił głowę w stronę okna.
-To mi wytłumacz.- spojrzał tymi przenikliwymi oczami w moją stronę, dokładnie lustrując mnie.
-Próbuje.- w moich oczach zawitały krople łez.
-Nie zauważyłem.
-W tym problem. Nie dostrzegasz mnie.- odwróciłam od niego wzrok, który po chwili wlepiłam w swoje kolana.
-Wydaje ci się.
-Naprawdę. Trzy dni temu zmieniłam kolor włosów i je skróciłam, a ty  nie zwróciłeś nawet uwagi.- mój wzrok wrócił z powrotem na jego twarz.
-Chodzi o włosy?- uniósł brwi z zaskoczenia.
-Zmieniłeś się!
-Dorosłem- Prychnęłam pod nosem słysząc te slowa.
-Stałeś się cholernym dupkiem bez uczuć. Nie masz dla mnie w ogóle czasu.
-Pracuje.- na każde moje oskarżenie, umiał znaleźć w mig wytłumaczenie, jednak nie było ono mocne.
-I nic poza tym nie widzisz.- brnęłam ku swojemu przekonaniu.
-Wcale tak nie jest.- a on nadal upierał się na swoim. Wciągnął powietrze do ust przez zaciśniętą szczękę i odwrócił się. Wreszcie spojrzał na mnie.
-Spróbuj popatrzeć na mnie w tak, jak kiedyś to robiłeś. Z uczuciem. Jakbym miała się zaraz rozpłynąć i zniknąć.- błagalnymi oczami spojrzałam na niego.
-Cały czas to robię.
-Nie, Bradley. Jest zupełnie inaczej.- Przymknął oczy i zacisnął mocno szczękę.
-Jade! Nie zostawiaj mnie.- jego uścisk na mojej dłoni, zwiększył się. Po moim ciele przeszedł dreszcz.
-Nie zrobię tego.- powiedziałam, łamiącym się głosem.Wypuścił powietrze z ust. Chwycił mnie mocniej za rękę i przyciągnął ją do ust. Pozostawił na niej czuły pocałunek. Dotyk jego warg sprawił, że całe uczucie, do niego, powróciło z podwojoną siłą. Tak bardzo mi ich brakowało. Tych słodkich, miękkich i wilgotnych ust. Odłożyłam torebkę z moich kolan na ziemie. Przysunęłam się bliżej Brada. Usiadłam na jego udach. Poczułam, że cały zesztywniał. Wlepił we mnie przerażony wzrok zagubionego chłopca, który błagał, aby mu pokazać tę właściwą drogę. Chwyciłam w dłonie jego twarz i powoli, ostrożnie przysunęłam usta do jego. Kiedy osiągnęłam obrany cel, z mojego gardła wydostał się jęk. Byłam tak bardzo spragniona uczucia pochodzącego od niego.
-Obiecuję, że Cię nie zostawię.

2 komentarze: