Escape make you fall in the middle of the destination #10

-Jak to możliwe?  Co ty tu robisz?- spanikowana obsypywalam pytaniami Harrego.
-Wiem, że to trudne,  ale usiądź i uspokuj się-powiedział i ręką wskazał mi na stojące niedaleko krzesełko.  Chwiejnym krokiem poszłam po nie i ustawiłam bliżej celi chłopaka. Łzy cisnęły mi się do oczu. Wszystko powoli do mnie docierało. Nikt bez powodu nie znajduje się w takim miejscu.  Cela śmierci to nie byle co. Harry musiał być oskarżony o jakieś zabójstwo i to może nawet nie jedno. Ale jak to w ogóle możliwe?  Harry zawsze był dla mnie dobry, opiekuńczy i w ogóle.  Nie wierzę,  że mógłby się posunąć do czegoś takiego.
Siedziałam na zimnym metalowym krześle próbując uspokoić moje ręce,  które trzesły sie z przerażenia. Czułam wzrok Harrego na sobie, ale nie miałam odwagi na niego spojrzeć. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć.  Winny czy nie, musiał mi to wszystko wytłumaczyć.
-Pisz.
-Słucham ?-w pierwszej chwili nie wiedziałam o co mu chodzi ale posłusznie wyjęłam długopis i notes z torebki.
-Musisz napisać referat. Pamiętasz?
-No tak, ale...-Harry mi przerwał i zaczął opowiadać o tym jak tu trafił. Notowałam każde jego słowo. Sto razy powtarzał w trakcie jak bardzo za mną tęskni i mnie kocha,  ale ja nie potrafiłam mu odpowiedzieć tych trzech krótkich słów "ja ciebie też". Nie wyobrażam sobie powiedzieć mu o tym, że jestem teraz z kimś. Nie wybaczył by mi, że tak szybko sobie kogoś znalazłam.  Nie chciałam go jeszcze bardziej dobijać, itak ma przesrane.
-Wracałem ze sklepu, gdy zobaczyłem leżącą na chodniku dziewczynę. Było ciemno więc nawet nie widziałem jej twarzy, a tym bardziej tego, że była w krwi. Nie oddychała, a a pobliżu nikogo nie było, więc zacząłem ją reanimować. Niestety wszystko na nic. Ona nie żyła a ze mnie też nie jest najlepszy ratownik. Nagle usłyszałem syreny radiowozu. Pare sekund później zjawiła się policja i pogotowie. Światła ich samochodów oświetliły mnie i zauważyłem że miałem całe ręce w krwi. W sumie nic dziwnego bo ją reanimowałem, ale policja nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień.  Zakuli mnie w kajdanki. Potem odbył się proces a że nie było żadnych świadków trafiłem tu. Nie chciałem cię okazywać Jade, ale wolałem to zrobić niż zostać do końca życia mordercą w twoich oczach. Zrozum mnie. Tak bardzo cie kocham.-skończył mówić a ja wpatrywałam się w niego bez zbędnych słów.  Łzy ciągle spływały po moich policzkach, ale nie mogłam tego uniknąć.  Tak bardzo mi było go szkoda. Nie mogę pozwolić aby ktoś bliski zginął niewinnie. Zaczęłam powoli układać sobie wszystko w głowie. Przysunęłam głowę bliżej znajdującego się za kratami Harrego i szepnęłam cicho, tak aby tylko on mógł to usłyszeć.
-Pomogę ci uciec.-dostrzeglam radość w jego oczach i chciałam żeby to szczęście na zawsze tam zostało.  Byłam na tyle zdeterminowana żeby naprawdę mu pomóc w ucieczce. To niesprawiedliwe żeby poszedł się smażyć na tym krzesełku elektrycznym. Ochroniarz dał mi swoje klucze od tego bloku wieziennego żebym mogła tu codziennie przychodzić w sprawie referatu z WOSu i codziennie sobie sama otwierać. Myślę, że powinno mi się jakoś wyrwać Harrego stąd. Ale co z resztą więźniów?  Jak zobaczą,  że Harry ucieka znaczną krzyczeć i nic z tego nie wyjdzie. Ale chwila... nagle przypomniałam sobie o proszkach usypiajacych które miałam w torebce. Miałam je mieć na chemię i zrobić z nimi doświadczenia ale tak się złożyło że przydadzą mi się teraz o wiele bardziej.
-Ej. Chcecie trochę koki?-zawołał Harry, a wszyscy oczywiście chcieli więc od razu polkneli dane im przeze mnie tabletki. Chwile później wszyscy usunęli a ja otworzyłam drzwi Harremu. Chłopak od razu się we mnie wtulił dziękując mu za to co dla niego robię.  Bez problemu opuscilismy wiezienie. Poszło nam bardzo gładko. Głównie dla tego że wszyscy mi tu ufali z powodu tego że dobrze znali mojego tatę. Bieglismy najszybciej jak sie dało żeby jak najszybciej znaleźć się daleko od więzienia. Dotarliśmy do jakiegoś lasu i tam stanelismy. Harry niespokojnie rozgladal się do okoła.
-Nie wiedziałem że jesteś taka naiwna Jade.-zasmial się szyderczo. Co?! Czy ja napewno dobrze zrozumiałam.  Przerażona zrobiłam krok do tyłu oddalajac się od chłopaka.
-To ja zabiłem tamtą kobietę...A dokładniej twoją nauczycielkę od gry na gitarze.-omfg. Teraz to już się go poważnie bałam.  Wszystko się zgadzało. Moja nauczycielka wzięła nagły "urlop" i przysłali w zastępstwie Bradleya. Kopnelam Harrego w krocze i zaczęłam uciekać,  ale bardzo szybko mnie dogonil. Złapał mnie bardzo mocno za nadgarstki i przyparł do drzewa jednocześnie przylegając do mnie całym swoim ciałem.
-Zapomniałem ci jeszcze czegoś powiedzieć...-Urwał w połowie i ciągle się śmiał. Przyciskał swoje ciało bardzo mocno do mojego. Pisnęłam z przerażenia gdy poczułam jego erekcję przez materiały naszych spodni.
-... przed tym jak ją rozerwałem na kawałki zwgałciłem ją.
CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz