Kingdom of isolation #18

Białe światło raziło mnie w zaspane oczy. Gdzie ja jestem ? Podniosłam się z ziemi rozprostowując moje zdrętwiałe nogi. Rozejrzałam się po pokoju i dostrzegłam tylko śnieżnobiałe ściany dookoła. To nie był całkiem normalny pokój. Ściany były obłożone miękkim materiałem a drzwi nie miały klamki. Nie było nawet okna. OMG. Nagle się spostrzegłam, że moje ręce były splątane ze sobą jakimiś klamerkami. Byłam w kaftanie.
-Nie! To nie może być prawda! Wypuście mnie! Nie jestem wariatką!-krzyczałam z całych sił ale wątpie, żeby ktokolwiek to usłyszał przez te grube ściany. Wyglądało na to, że byłam zamknięta w zakładzie psychiatrycznym. Jak to w ogóle możliwe?! Nic nie pamiętam... tylko tą aferę ze zdjęciem i smak magicznego trunku w moich ustach. Nagle drzwi się otworzyły i do środka weszli moi rodzice razem z lekarzami.
-Zostawcie nas samych, proszę.-powiedziała mama w kierunku obcych. Lekarze opuścili pokój a rodzice patrzyli się na mnie w ciszy z dziwną troską wymalowaną na twarzach.
-Kochanie. Jak się czujesz?-spytał cicho tata.
-Jak możecie się nawet pytać?! Czuje się okropnie. Dlaczego tu jestem?!-krzyczałam próbując wyrwać ręce z kaftanu bezpieczeństwa, ale na marne.
-Postanowiliśmy, że pobędziesz tu przez jakiś czas. Musisz się wyleczyć...
-Ja nie jestem chora!
-Jesteś. Nie radzisz sobie z tym wszystkim. Wiemy to. Wczoraj sięgnęłaś po alkohol a kto wie co będzie dalej? Musimy temu zapobiec.
-Przestańcie! To był tylko raz! Wypuście mnie! Błagam.-zaczęłam płakać ale rodzice nic nie zrobili. Chwilę potem zostałam sama w tym cholernym białym pokoju. Siedziałam tak na środku nie wiedząc co ze sobą robić. Nie wiedziałam nawet ile czasu minęło. Położyłam się na miękkiej ziemi i usnęłam. Ale nie pospałam za długo... obudziło mnie jakieś szarpanie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam tą piękną twarz. Mój Brad tu był. Co było dziwne, był ubrany w biały fartuch zupełnie taki jaki mieli ci lekarze.
-Wstawaj kruszynko.-powiedział uśmiechając się. Z jego pomocą wstałam i pod wpływem Bradleya zaczęłam iść. Trzymał mnie za rękę i prowadził gdzieś, a ja posłusznie za nim szłam. Nic innego mi nie zostało.
-Gdzie idziemy? Dlaczego tutaj jesteś... w tym stroju?-zapytałam wreszcie
-Idziemy jak najdalej od tej sali. Kiedy się dowiedziałem, że rodzice cię tu zamknęli, zatrudniłem się tu żeby być bliżej ciebie.-odpowiedział szybko i nagle wepchnął mnie do jakiegoś ciasnego pomieszczenia zamykając za sobą drzwi na klucz. To był jakiś schowek na szczotki. Bradley rozpiął mi kaftan i miałam już wolne ręce. Chwile później przywarł swoim ciałem do mojego przyciskając mnie do ściany i gwałtownie całując. Przez materiał spodni czułam narastające w nim podniecenie. Jednym ruchem zdjął ze mnie spodnie i zaczął pocierać moją kobiecość. Jęczałam z rozkoszy. Zdjął swoje ubranie i został tylko w bokserkach. Chwilę później dobrał się do mojego stanika. W końcu pozbyłam się jego bielizny. Chłopak złapał mnie za nogi i wziął na ręce ciągle przyciskając mnie do ściany. Oplotłam nogami jego biodra i Bradley od razu jednym ruchem we mnie wszedł. Próbowaliśmy zachowywać się cicho, żeby nikt nas nie usłyszał, ale nie było tak łatwo. Sapaliśmy na maxa. Jeszcze kilka pchnięć i oboje doszliśmy.
-Jak tak ma wyglądać mój pobyt tutaj to mi to pasuje.-szepnęłam mu na ucho.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz