Hejka :)

Tak jak już mówiłam założyłam nowy blog. Jest on o Jade i Bradleyu :)
Ps. dziekuje za ponad tysiac wyswietlen i okolo 60 komentarzy ;* xx
=> http://iwantyoumydreamboy.blogspot.com/ <=

Epilogue

*Bradley's POV*
Światło. Tak bardzo rażące. Trudno mi było uchylić powieki ale w końcu otworzyłem oczy. Jestem w szpitalu. Przez uchylone drzwi sali zauważyłem mamę i Mer. Wyglądały dość ponuro.
Chwila... Mer?! Co tu robi przyjaciółka Jade? Nie ważne.
Mama podeszła do mnie i z łzami w oczach złapała moja dłoń.
-Mamo, gdzie jest Jade?
-Tak sie cieszę ze juz wszystko okej. Przeszczep sie udał.- wciaz mi nie odpowiedziała na pytanie tylko nerwowo bawila sie moimi palcami- Naszczescie dawca sie znalazł, a właściwie sama sie zgłosiła. Prosze cie nie myśl teraz o tym. Jesteś jeszcze młody. Szybko znajdziesz sobie kogoś. -dopiero teraz do mnie dotarło. Jade nie ma. Wolałbym umrzeć niz pozwolić jej sie poświęcić. Łzy momentalnie zaczęły mi sie cisnac do oczu.
-Mamo zostaw mnie samego.-szepnalem
-Prosze uspokuj sie-nie docierały do mnie jej puste slowa
-Wyjdz!-krzyknelem. Moze zbyt głośno bo na twarzy mamy malowalo sie przerażenie. Zostałem sam z moimi wscieklymi myślami. Z jednej strony byłem zły na Jade ze mnie zostawila samego a z drugiej zrospaczony ze juz jej nie ma. Nie ma jedynej osoby dla ktorej moja egzystencja miała sens. Teraz wszystko bedzie takie puste bez niej. Szare. Zauważyłem stojący obok na stoliku talerz i sztucce zostawione przez mamę po obiedzie. Nie myśląc długo siegnelem po nóż i przycisnelem go sobie z całej siły do nadgarstka. Chwile pozniej strumień jasnej krwi pryskal ze mnie a przed oczami znów nastała ciemność. To najlepsze wyjście z tego wszystkiego. Z tego główna jakim jest życie. Straciłem osobę która była moim światłem wiec została juz tylko ciemność. 
Mam nadzieje ze odnajdziemy sie w tym drugim, lepszym świecie.





Tak oto kończy sie te opowiadanie. Moze zbyt dramatycznie, ale tak wyszlo. Niebawem dodam info co do nowego opowiadania. Trzymajcie sie xx

Endness #30

Bylam wsciekla na Bradleya. Czulam sie tak zle. Zdradza mnie. Juz nic nie bylo pewne... jego milosc do mnie wyparowala. Bez slowa wyprowadzilam sie z naszego domu. Minely juz dwa miesiace. Nie odbieralam od niego telefonow, nie odpisywalam na smsy i nie otwieralam drzwi gdy przychodzil. Czulam ta pustke w moim zyciu bez niego ale nie moglam odwarzyc sie na niego spojrzec lub choc uslyszec jego niski glos. Wiem ze od razu bym mu ulegla. Niestety tak dluzej byc nie moze. Musze z nim porozmawiac i powiedziec ze to koniec.
Postanowilam ze zrobie mu wizyte. Wiedzialam ze przy nim nie bede mogla wydusic nawet slowa wiec ma malej kartce napisalam sobie jedno krotkie zdanie. Nie moglam dluzej czekac i juz z samego rana bylam juz pod jego domem... wczesniej naszym. Zmarzniętymi rękami wyciągnęłam z kieszeni kurtki klucze. Ostatni raz spojrzalam na kartke, gleboki wdech i włożyłam klucz do dziurki. Przekręciłam a zamek cicho zadźwięczał, drzwi ustąpiły. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka zamykając za sobą drzwi.
Bradley stał w samych bokserkach na drugim końcu przedpokoju zaskoczony tak nagłą wizytą. Jego nieuczesane włosy, jego polnagie cialo, cała jego osoba onieśmieliła mnie.
Gdy chłopak zauważył, że osobą, która o tak wczesnej porze wchodzi do jego mieszkania, jestem ja, jego twarz z zaskoczonej zmieniła się w zadowoloną. Powoli podniósł kąciki ust, aż w końcu uśmiech zawitał błyszczącymi iskierkami w jego oczach. Staliśmy tak naprzeciwko siebie kilka chwil, aż w końcu Brad nie mogl wytrzymac, podbiegl do mnie i rzucil sie mi w objecia. Sciskając pogniecioną karteczkę niezwłocznie wtulilam sie w niego. Brakowalo mi tego. 
-Bbbbradley... Musimy porozmawiac.-jeknelam.
-Shhh... potem.-odsunal sie i zachlannie wpil w moje usta. "Kurwa. Jade wiedzialas ze tak bedzie." odezwal sie glos w mojej glowie. Tak, nie moglam mu sie opszec. Oddalam mu sie. Pocałunek był długi, głęboki i namiętny. Moje ręce odruchowo oplotły szyję chłopaka, a jego dłonie niecierpliwie zaczęły posuwać się po moich plecach w górę i w dół. Brad wzial mnie na rece i zaniosl do sypialni, kladac na lozku. Chwilę potem poczułam jak Bradley wkłada dłonie pod mój sweter i zaczyna podnosić go w górę. Oderwałam usta od jego ust i podniosłam ręce do góry umożliwiając chłopakowi zdjęcie swetra. Odłożył go, po czym znowu przyssał swoje wargi do moich. Nie długo trwało aby w ten sam sposób moja koszulka wylądowała na ziemi. Wplotłam palce w jego rozczochrane włosy i odchyliłam głowę do tyłu kiedy usta Bradleya znalazły się na mojej szyi. Poczułam jak robi mi malinkę, co spowodowało lekką przyjemność w moim ciele. Zaczal rozpinac mi rozporek a chwile pozniej moje spodnie spadły na podłogę z cichym odgłosem. Nasze ręce zaczęły niecierpliwie dotykać naszych ciał. Ramiona, plecy, brzuch, piersi, nogi, wszystko. Zaraz oboje bylismy nadzy. Oplotłam jego talię nogami. Położył się na mnie i powoli wszedł we mnie.
Poczułam go o wiele mocniej niż się spodziewałam. Na szczęście trwało to tylko chwilę. Brad wyciągnął swojego członka do połowy i ponownie pchnął delikatnie, a ja poczułam narastające podniecenie. Moje ręce raz po raz wędrowały od jego pleców, do pośladków, po czym wplatałam je w jego włosy ciągnąc je lekko. Brad dotykał moich ramion i piersi, nie przestając mnie całować. Był zachłanny, stęskniony, jakby nienasycony. Ja czułam to samo. Chciałam go całego, dla siebie. Chciałam go czuć jeszcze bardziej, jeszcze mocniej. W glebi duszy czulam ze jednak mnie nie zdradzil. Bradley nadawał coraz szybszego tempa, a ja całkowicie mu się poddawałam. Posuwistymi ruchami oddawałam mu przyjemność jaką on mi dawał. Napięcie między nami rosło, a oddechy stawały się coraz płytsze. Jęknął, mrucząc moje imię. Czułam jego pot na karku. Jeszcze bardziej przyspieszyliśmy tempo, nie mogąc powstrzymać się napływającej fali orgazmu. Brad całował i podgryzał moje cialo, co dawało mi jeszcze więcej rozkoszy. Gdy już oboje byliśmy o krok od dojścia, chlopak podniósł się lekko opierając swoje ręce obok mojej głowy na lozku. Jego biodra zaczęły się poruszać szybciej i mocniej, a ja złapałam go za szyję i przyciągnęłam jeszcze bardziej do siebie. Orgasm przyszedł do nas w tym samym momencie. Na chwilę znieruchomieliśmy i wstrzymaliśmy oddechy oddając się całej przyjemności i ekstazie, która nas ogarnęła. Czułam go. Czułam to, o czym marzyłam przez dwa, cholerne, samotne miesiące. Fala przyjemności nieustannie pulsowała w moim ciele. Słyszałam jego szybki oddech, gdy leżał na mnie nie mogąc się ruszyć. Czułam jego miarowe bicie serca. Jego obecność tak blisko była jedyną rzeczą, której teraz potrzebowałam i której teraz chciałam.
Nie zostawię go już nigdy. 
 Nie zostawi mnie już nigdy.

NASTEPNEGO DNIA

Obudzilam sie w objeciach Bradleya. Usmiech momentalnie pojawil sie na moich ustach na samo wspomnienie ostatniej nocy. Wtulilam sie w Brada ale on sie nawet nie poruszyl, co bylo dziwne. 
-Bradley?-szepnelam. Zero reakcji.
-Brad?-krzyknelam i wyswobodzilsm sie z jego objec. Wciaz nie otwieral oczu. Pomyslalabym ze mial zawal czy cos ale wciaz byl cieply. Zadzwonilam na pogotowie i szybko sie ubralam narzucajac takze jakies spodnie na Bradleya. Karetka zjawila die szybko i niebawem bylismy w szpitalu. Lekarze nie chcieli ze mna rozmawiac. Byli zajeci podlaczaniem go do jakis urzadzen. Nie wiedzialam co sie dzieje. Usiadlam pod sala i czekalsm na jakies wiesci. Minela godzina i wreszcie jakas pielegniarka do mnie podeszla. Unioslam wzrok i zobaczylam ta idealna dziewczyne ze zdjec. Wszystko zaczelo do siebie pasowac. Brad byl chory a ta pielegniarka mu pomagala jakos funkcjonowac. Okazalo sie ze Bradley mial chore serce i pilnie potrzebowal przeszczepu ale nie moze znalesc dawcy. Mijaly dni a ja codziennie bezradnie przesiadywalam w szpitalu...
Dlugo zastanawialam sie nad tym. Ale teraz juz jestem pewna. Kocham go. Zrobie to dla niego. Moze dla mnie to bedzie koniec ale dla niego nowy poczatek. Zostane dawca.


Event of reality & the new life#29

Bradley oglądał sport w telewizji, a ja leżałam w poprzek łóżka opierając głowę o jego klatkę piersiową i bawiłam się jego włosami przypominając sobie ostatnie godziny, ostatni dzien.
W ogóle nie wychodziliśmy z domu. Czas spędzaliśmy głównie na kochaniu sie.
Pomimo czasu, który spędziliśmy z sobą, nadal nie mogliśmy się sobą nasycić. Cały czas byliśmy razem nie odstępując siebie na krok. Każde z nas chciało mieć drugą połówkę na wyłączność, czego efektem było to,  że odizolowaliśmy się od świata zewnętrznego i zamknęliśmy w naszym małym świecie niekończącej się przyjemności. Prawie nic nie jedliśmy, za to dużo spaliśmy i leżeliśmy. Po prostu cieszyliśmy się sobą. Teraz nasze ferie dobiegly konca i czas stawic czola rzeczywistosci. Wrocilam do szkoly a Brad do pracy. 
*wibracje telefonu*
Dostalam smsa.

OD: Brad ;*
Dzisiaj jest przesluchanie do Xfactora w naszym miescie. Umm chlopaki mnie namawiaja zeby isc... Sam nie wiem. 

DO: Brad ;*
Super. Nie masz wyboru. Musisz isc. Zrob to dla mnie. xx

OD: Brad ;*
Dla ciebie wszystko. Wiesz o tym. Widzimy sie po castingu. xo

I tak zleciala lekcja polskiego. Nie moglam sie skupic. Myslalam tylko o nim. Zawsze mial talent i juz od dluzszego czasu byl w zespole. Mysle ze ma spore szanse przejsc dalej. Trzymalam za niego kciuki.


ROK POZNIEJ...
Brad i The Vamps wygrali Xfactora. Nie moge wyrazic slowami jak jestem dumna z moich chlopcow. Ciagle koncerty, masa fanek, wywiadow. Przez trasy koncertowe rzadko sie widujemy, ale nie winie go za to. Nie chce go ograniczac. Udaje ze wszystko jest w porzadku choc czasem zdaza mi sie uronic potok lez do poduszki. 
Zalogowalam sie na tt i przegladalalam jakies posty o The Vamps. Nagle natknelam sie na zdjecie Brada obsciskujacego sie z jakas laska. "To napewno nic nie znaczy" powtarzalam sobie, ale tych zdjec bylo naprawde duzo. Na jednych przytulali sie a na niektorych nawet trzymali za rece. Nie dopuszczalam do siebie mysli ze moglby mnie zdradzac, ale fakty mowily same za siebie. Najgorsze bylo to ze ona byla taka  idealna.

Crying & the emptyness #0

PROLOG

"Najgorszy rodzaj płaczu jest cichy . Drugi, kiedy wszyscy śpią. 
Trzeci, gdy się czuje coś w gardle, a oczy stają się rozmazane od łez. 
Czwarty z nich to ten kiedy po prostu chcesz krzyczeć. 
Piąty, gdzie trzeba wstrzymać oddech, chwyć żołądek i  milczeć. 
A szósty, w którym już nie mogę oddychać...

Jeden, kiedy zdajesz sobie sprawę, osoby, która znaczyła dla ciebie wszystko, już nie ma.
Jeden, kiedy zdajesz sobie sprawę, nikt nie jest tu dla Ciebie."

Dlugo zastanawialam sie nad tym. Ale teraz juz jestem pewna. Kocham go. Zrobie to dla niego. Moze dla mnie to bedzie koniec ale dla niego nowy poczatek.



Powinnam zrobic prolog na poczatku sle tak wyszlo. To taka mala zapowiedz konca opowiadania, ktory bedzie juz calkiem niedlugo. Moze zaczne pisac nowe opowiadanie ale o tym napisze jeszcze w epilogu ;) xx

Forgiveness #28

-Co to kurwa ma być?!-krzyknął wchodzący do sypialni Bradley. Czulam sie bardzo źle.  On specjalnie wrocil wczesniej a ja go zdradzilam. Czulam jak po moich policzkach zaczal splywac strumien lez. Harry jak porazony zaczal sie ubierac a ja siedzialam naga na łóżku zakrywajac tylko swoje cialo kocem.
-Yyy ja juz lepiej pojde.-powiedzial Harry wychodzac. Gdzies w srodku mnie bylo mi przykro ze sie tak zachowal. Nic dla niego nie znaczylam. Poprostu spelnil swoja zachcianke.
-Nie tak szybko, łajzo!-krzyknal Brad i wymierzyl mu mocny cios w sam srodek twarzy. Uslyszalam nawet trzask pekanych kosci. Ugh. Hazz padl na podloge trzymajac sie za krwawiacy nos. Wstal i rzucil mi spojrzenie typu "to twoja wina" i wyszedl. Nie chcial nawet oddac Bradleyowi. Nie chcialo mu sie starac, zabiegac... o mnie.
Podczas tego zajscia zdazylam sie niepostrzezenie ubrac. Nie moglam tam dluzej zostac. Wyszlam z sypialni zostawiajac wscieklego Brada samego. Na odchodne rzucilam mu tylko krotkie "Przepraszam" i wybuchlam placzem po raz kolejny. Wybieglam przerazona na ulice. Naszczescie jechala jakas taksowka. Jechala dosc wolno, wiec weszlam na ulice i zaczelam machac rekami aby sie zatrzymala... ale ona jechala dalej. Gdy byla juz naprawde blisko zaczelam robic szybkie kroki w tyl. Krzyczalam zeby sie zatrzymala, ale kierowca pojazdu rozmawial przez telefon i nawet mnie nie zauwazyl. Samochod przyspieszyl a ja nie zdazylam odskoczyc na bok. Metr. Centymetr. Milimetr... i wielki BOL.

Nie wiedzialam co sie ze mna dzieje. Bylam w jakiejs pustce. Dookola mnie geste ciemnosci. Nie bylam w stanie zauwazyc nawet swojego ciala. Gdzie ja jestem? Slyszlam tylko czyjs glos. Byl tak daleko ale tak jakby sie przyblizal. Bradley. Mowil do mnie.
-Jade, tak bardzo cie kocham. Prosze cie nie zostawiaj mnie. Nie zostawiaj mnie samego. Nie dam rady bez ciebie. Jestes dla mnie wszystkim. To wszystko moja wina. Jade, wiedz ze ci wybaczam. Zaniedbywalem cie, a ten skurwysyn Styles to wykorzystal. Pewnie mnie nie slyszysz, ale pielegniarka powiedziala ze to mozliwe. Oh. Prosze otworz oczy...-nagle poczulam ucisk mojej dłoni. Bradley wzial mnie za reke. Moje cialo zaczelo do mnie wracac. Przypomnialam sobie. Zdrada. Wypadek. Spiaczka. Wszystko mnie bolalo, ale w tej chwili najwazniejsze bylo dla mnie ze Brad mi przebaczyl. Nie mialam sobie jeszcze wystarczajaco sily zeby sie obudzic. Toczylam walke miedzy moim cialem a duchem. Chcialam sie poruszyc ale bylam zbyt slaba. "Jade dasz rade!" powtarzalam sobie. I nagle... Tak! Udalo mi sie. Poruszylam  palcem. Zaraz na mojej dloni poczulam wilgoc. Krople wody... lzy. Bradley plakal. Tym malym gestem dalam mu nadzieje, nadzieje ze wszystko bedzie dobrze. Wyjde z tego. Nigdy wczesniej nie widzialam go placzacego. Nie nawidze tego uczucia. Sparawilam, ze moj chlopak cierpi. Najchętniej wtulilabym sie w niego i nie pozwoliła juz odejsc.

Minelo pare dni. Nie wiem ile. Bradley przychodzil do mnie codziennie. Ciagle do mnie mowil. Opowiadal jak mu minal dzien i ogolnie... Mozna powiedziec, ze przez ten czas "rozmawialam" z nim czesciej niz przez ostatnie miesiace, ktore przesiadywal w studiu.
-Musze juz isc. Przyjde jutro. Pa, Jade.-wstal i pocalowal mnie w policzek. Slyszlam kroki. Oddalal sie coraz bardziej.
-BBBBB.... Brad... Bradley! -krzyknelam.  Urządzenia monitorujace wokol mnie oszalaly i zaczely glosno piszczec. Nareszcie. Bradley jak poparzony odwrocil sie w moja strone i podbiegl do lozka.
-Oh Jade. Obudzilas sie. Tesknilem. Jak sie czujesz?
-Dziwnie...-wychrypialam. Trudno było mi cokolwiek mowic po tym wszystkim. Moje oczy powoli przyzwyczajaly sie do swiatla. Mimo, iz tego jak sie teraz czulam nie zycze nikomu to bylam bardzo szczesliwa. Czulam ze zyje.

Tydzien pozniej...
Wrocilam do domu. Moje cialo bylo wciaz obolale ale nie zwracalam na to uwagi. Cieszylam sie każda chwila. Brad opiekowal sie mna i z dnia na dzień było co raz lepiej. Dowiedzialam sie ze Harry sie przeprowadzil. Uff. Znajoma sasiadka nawet cos mowila ze ma kogos... Kendall jakas tam. Szybko sobie znalazl pocieszenie. No coz.
Siedzialam na lozku czytajac jakas psychodeliczna ksiazke. Po sypialni rozchodzil sie dzwiek wody uderzajacej w lazienkowe plytki. Bradley bral prysznic. Drzwi od lazienki zawsze byly lekko uchylone. Poprostu nie wstydzilismy sie siebie. Nie moglam sie skupic na ksiazce wyobrazajac sobie nagie cialo Brada, na ktore powoli splywala woda z prysznica. Nastala cisza a chwile potem na lozku usiadl ubrany juz chlopak. Nagle zadzwonil moj telefon. To byla Mer. Od razu odebralam. Mer byla na mnie zla ze nie powiedzialam jej o wizycie w szpitalu. W sumie jej sie nie dziwie ale nie chcialam zeby sie martwila.
-Opowiadaj mi wszystko ze szczegolami.-nalegala
-No wiec bylam tam pewnie okolo miesiaca...-zaczelam, lecz poczulam na swojej nodze reke Bradleya sunąca coraz wyzej. "Przestan! Nie moge sie skupic" krzyknelam do Brada ale tak żeby Mer tego nie uslyszala. On tylko łobuzersko sie usmiechnal i dazyl do swojego celu.
-Jade, jesteś tam?
-Yyy tak, jestem. Potracila mnie taksowka.-kontynuowalam. Reka Brada dostala sie do mojego rozporka. Rozpraszal mnie ale mimo tego probowalam dalej rozmawiac przez telefon. Bradley zsunal mi spodnie i rzucil gdzies na podloge. Staralam sie na niego nie patrzec. Utkwilam swoje spojrzenie na bialym suficie i ciagle rozmawialam z Mer, ktora wciaz mnie wypytywala. Bradley blazil swoimi rękoma po moich udach i wreszcie dotarl do majtek. Szybko sie ich pozbyl i zaraz potem poczulam w sobie jego dwa palce. Wykonywal okrezne ruchy doprowadzajac mnie do szalenstwa. Wiłam sie pod jego dotykiem.
-Jade, biegniesz gdzies czy cos? Strasznie sapiesz.-dopytywala sie Mer. Ja oczywiscie zaprzeczylam i zwalilam wine na slaby zasieg. W koncu Brad wyjal ze mnie swoje palce. Uh. Ale to nie trwalo za dlugo bo zaraz chlopak mocno rozszerzyl mi nogi i wszedl we mnie. Jego penis znalazł się we mnie, wypełniając mnie całą, wysyłając mnie na Księżyc i z powrotem.
-O kkkkurwa Bradley!-krzyknelam. Byłam na niego zła i napalona w tym samym momencie. Niebezpieczne połączenie.
-Shhh.-powiedzial i zaczal skladac pocalunki na moim ciele ciagle penetrujac moja pochwe. Wylaczylam telefon i rzucilam na podloge . Moje cialo bylo wrecz bezwladne. Bradley wyjmowal ze mnie swojego przyjaciela zeby za sekunde znowu go wlozyc, tym razem jeszcze glebiej. Bylo cudownie. Nie moglam wytrzymac tego napiecia i zmienilam pozycje. Teraz ja gorowalam ujezdzajac go jak najszybciej potrafilam. Bolaly mnie jeszcze plecy po wypadku ale to uczucie ktore czulam w tej chwili zdecydowanie przewazalo. Momentalnie oboje doszlismy. Zawladnal nami wielki orgazm . Wtulilismy sie w siebie i zaraz odplynelismy w kraine snu...

CDN.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ ;*

~~~

Stephen King

„W pisaniu nie chodzi o zdobywanie pieniędzy, sławy czy uznania. Koniec końców piszemy, by wzbogacić życie naszych czytelników i swoje przy okazji. Chodzi o uszczęśliwianie. Po prostu o uszczęśliwianie."

Ah. Musiałam to napisać ;) to takie prawdziwe jeśli chodzi o to opowiadanie. Dedykuje to dla mojej Jade ♡

Passion #28

Bradley polozyl mnie na tylnim siedzeniu taksowki i zaczal obdarowywac pocalunkami moja szyje. Sapalismy tak glosno ze pewnie kierowca taksowki nas slyszal. Brakowalo mi tego. Obecności mojego Brada i jego spragnionych warg. Bylam juz taka napalona. Odliczalam sekundy kiedy nasze ciala w końcu się polacza. Nagle zadzwonil telefon. Jego telefon.
-Nie odbieraj prosze.-jeknelam
-Musze.-odebral i po jego minie juz wiedzialam ze jest cos nie tak. Rozlaczyl sie i zaczal zapinac guziki od swojej koszuli.
-Musze wracac do studia. Przepraszam, Jade.-wyszlam obrazona z taksowki i rzucilam mu spojrzenie typu "jak mozesz?!". Weszlam do domu i przez okienko w drzwiach obserwowalam jak samochod odjezdza. Znowu zostalam sama. Wciaz jeszcze czulam slady zostawione przez Brada na moim ciele w tej taksowce. Domyslam sie ze to byly malinki. Nie wiedzialm co ze soba zrobic. Postanowilam wziasc prysznic. Udalam sie do lazienki gdy usłyszałam dzwiek dzwonka.  Podbieglam do drzwi i ujrzalam Harrego.
-Cześć. -pomachal ręką i sie usmiechna. Odwzajemnilam usmiech i zaprosilam go do srodka.
-Cos sie stalo?-spytal
-Nieee. Czemu?
-Mnie nie oklamiesz, Jade. Widze to.
-Ohhh. Moj chlopak mnie nie zauwaza!-krzyknelam ale pozniej zalowalam ze to powiedzialam. W sumie to Harry byl tak jakby moim bylym i pewnie glupio bylo mu to sluchac.
-Wybacz.-powiedzialam cicho
-Nic sie nie stalo. Masz prawo tak sie czuc. Gdybym byl twoim chlopakiem od razu zerwal bym z ciebie ciuchy.-zesztywnialam. Harry chyba zorientowal sie co wlasnie powiedzial i odwrocil twarz ukrywajac rumieniec.
-To na co czekasz?-spytalam cicho. Co ja poradze ze bylam napalona.
-Slucham?-odwrocil sie do mnie i spojrzal tak jakby nie byl pewien czy dobrze uslyszal. W jego oczach dostrzeglam iskre, co mnie zmotywolalo do dzialania.
-Zrob to.-powiedzialam juz bardziej pewna siebie. Nagle rzucilismy sie na siebie od razu lecac w sline. To bylo takie dziwne. Tak dawno nie calowalam sie z Harrym ze zapomnialam jak to jest. Zaczelismy sie rozbierac. Bardzo szybko. Moglabym przysiac ze slyszalam pare razy dźwięk rozdzieranych ubran.
-Gdzie...-powiedzial Harry ale bardzo szybko mu przerwalam "do sypialni!". Harry wzial mnie na rece i podbiegl w strone sypialni. Tak jakby bal sie ze sie rozmysle i straci swoja szanse. Polozyl mnie na lozku i zamknal drzwi. Na poscieli czulam zapach Bradleya. Ahhh.  Zaczelam miec watpliwosci czy dobrze robie. Ale watpliwosci zniknely gdy Harry polozyl sie na mnie i wpil mocno w moje usta. Do zabawy dolaczyly nasze spragnione jezyki. Oboje nie lubilismy zbyt dlugich gier wstępnych wiec Harry od razu we mnie wszedl. Posuwal mnie mocno i szybko. Bardzo szybko dopadl nas orgazm. Lezelismy wtuleni napawajac sie tym uczuciem.
-Jade, wiem ze tam jestes. Urwalem sie wczesniej.-uslyszalam glos Bradleya zza drzwi. Ja pierdole. Kazalam Harremu wejsc pod lozko ale hylo juz za pozno. Bradley otworzyl drzwi.
-Co to kurwa ma byc ?!

Searching for myself #27

Miesiac pozniej...

Bradley oczywiscie wyszedl z samego rana. Zaczelam sie do tego przyzwyczajac. Okolo 10 wychodze do sklepu po pieczywo i spotykam Harrego. Taka nasza mala "tradycja". Po powrocie domdomu straszniensie nudzilam. Nie moglam nawet umowic sie z Mer bo wyjechala do rodziny.  Pokyslalam wiec ze zloze naszemu sasiadowi mala wizyte.
*dryn dryn*
Zadzwonilam dzwonkiem i drzwi momentalnie się otworzyly. Harry przywital mnie cieplym usmiechem i wpuscil do srodka. Czulam sie u niego bardzo swobodnie. Od kiedy Brad calymi dniami znikal prawie codziennie tu przesiadywalam. Oczywiscie Harry tez czasami do mnie wpadal. Chodziaz u mnie bylo inaczej... inaczej bo czulam tam obecnosc Bradleya w kazdym zakamarku. Tak bardzo za nim tesknilam. Razem z Harrym obejzelismy jakas komedie i wspolnie ugotowalismy spaghetti.  Bylo przy tym kupa smiechu. To byl naprawde dobrze spędzony czas. Gdy zrobilomsie ciemno wrocilam do domu. Tak bardzo sie ciesze ze odzyskalam mojego przyjaciela. Tak wiele nas laczylo. Szkoda tylko ze jak odzyskalam Harrego zaczelam tracic Bradleya. Przygnębiajace.
Obudził mnie uginający się pod ciężarem materac. To był Bradley. Znowu dopiero wrocil. Spojrzałam na zegarek. Godzina 23.15.
-Czekałam na ciebie z kolacją.- wychrypiałam.
-Musiałem zostać w studiu.- chyba dopadło mnie jakieś deja vu. Już to słyszałam!
-No tak, ważne sprawy.- powiedziałam z kpiną.Odwróciłam się do niego plecami i próbowałam zasnąć. Łzy mi to uniemożliwiły. Spłynęły powoli po mojej twarzy. Jak zwykle nie zauważył. Zapalona lampka, na moim nocnym stoliku, raziła mnie w oczy. Jednak nie mogłam zebrać w sobie siły, aby ją wyłączyć. Usłyszałam jak odpina swój zegarek i odkłada na półkę. To samo zrobił z telefonem i kluczami. Zacisnęłam mocno oczy. Bradley poszedł do łazienki. Trzasnął za sobą drzwiami. Postawiłam nogi na zimnej podłodze. Nałożyłam cienki szlafrok i wyszłam z pokoju. Szłam długim korytarzem. Poszlam do kuchni zrobic sobie herbate. Trzask otwieranych drzwi, a potem kroki i cisza. Pewnie nawet nie zauważył mojego braku. Jutro znowu to wszystko się powtórzy. Wyjdzie rano, wróci dopiero na wieczór. Wróciłam do łóżka. Bradley już spał. Nic się nie zmieniło. Spuściłam wzrok. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a po następnie zaczęłam się całkiem trząść. Chwilę później położyłam się na łóżku. Spróbuje zasnąć...
-Wychodzę!- Jak co dzień ozięble się pożegnał, o ile w ogóle można to nazwać pożegnaniem. Siedzialam kilka godzin bez namiętnie wgapiajac sie w tv.  Postanowilam ze zadzwonie do niego, ale najpierw zadzwonilam po taksowke.
-Halo? Bradley, wyjezdzam na jakis czas do rodzicow. Nie moge tak dluzej. Nie chce seby to tak wygladalo- powiedziałam dosyć smutnym i zawiedzonym głosem.
-Musisz robić sceny?- jego surowy głos rozbrzmiał w słuchawce.
-O co ci chodzi?-Źle Ci w domu? Nie podoba Ci się?-dodal
-Brad, dobrze wiesz, że nie o to chodzi...-powiedzialam skrepowana
-To co ci się nie podoba?
-Ty!- krzyknęłam do telefonu, jednak po chwili zakryłam dłonią usta.Zamilkł. Brak odpowiedzi z jego strony.
-Bradley, nie miałam tego na mysli.-zaczelam sie tlumaczyc ale Brad sie rozlaczyl. Wyszłam z domu i rozejrzałam się za taksówką. Stala juz na podjezdzie. Kierowca otworzył mi drzwi, a ja wślizgnęłam się na tył auta. Wygodne i miękkie fotele pozwoliły mojemu ciału się odprężyć. Przymknęłam oczy, ale po chwili je szybko otworzyłam. Moja dłoń znajdowała się w silnym uścisku Bradleya.
-Co ty tutaj robisz?
-Wiesz, postanowiłem odwołać moje dzisiejsze spotkania i wyjść ze studia, bo moja dziewczyna oświadczyła, że już jej się nie podobam.- wzrok miał utkwiony w widoku za szybą.
-Bradley. To nie o to chodzi.- westchnęłam.Sięgnęłam dłonią do jego zimnego policzka, mimo że na dworze było ciepło. Odwrócił głowę w stronę okna.
-To mi wytłumacz.- spojrzał tymi przenikliwymi oczami w moją stronę, dokładnie lustrując mnie.
-Próbuje.- w moich oczach zawitały krople łez.
-Nie zauważyłem.
-W tym problem. Nie dostrzegasz mnie.- odwróciłam od niego wzrok, który po chwili wlepiłam w swoje kolana.
-Wydaje ci się.
-Naprawdę. Trzy dni temu zmieniłam kolor włosów i je skróciłam, a ty  nie zwróciłeś nawet uwagi.- mój wzrok wrócił z powrotem na jego twarz.
-Chodzi o włosy?- uniósł brwi z zaskoczenia.
-Zmieniłeś się!
-Dorosłem- Prychnęłam pod nosem słysząc te slowa.
-Stałeś się cholernym dupkiem bez uczuć. Nie masz dla mnie w ogóle czasu.
-Pracuje.- na każde moje oskarżenie, umiał znaleźć w mig wytłumaczenie, jednak nie było ono mocne.
-I nic poza tym nie widzisz.- brnęłam ku swojemu przekonaniu.
-Wcale tak nie jest.- a on nadal upierał się na swoim. Wciągnął powietrze do ust przez zaciśniętą szczękę i odwrócił się. Wreszcie spojrzał na mnie.
-Spróbuj popatrzeć na mnie w tak, jak kiedyś to robiłeś. Z uczuciem. Jakbym miała się zaraz rozpłynąć i zniknąć.- błagalnymi oczami spojrzałam na niego.
-Cały czas to robię.
-Nie, Bradley. Jest zupełnie inaczej.- Przymknął oczy i zacisnął mocno szczękę.
-Jade! Nie zostawiaj mnie.- jego uścisk na mojej dłoni, zwiększył się. Po moim ciele przeszedł dreszcz.
-Nie zrobię tego.- powiedziałam, łamiącym się głosem.Wypuścił powietrze z ust. Chwycił mnie mocniej za rękę i przyciągnął ją do ust. Pozostawił na niej czuły pocałunek. Dotyk jego warg sprawił, że całe uczucie, do niego, powróciło z podwojoną siłą. Tak bardzo mi ich brakowało. Tych słodkich, miękkich i wilgotnych ust. Odłożyłam torebkę z moich kolan na ziemie. Przysunęłam się bliżej Brada. Usiadłam na jego udach. Poczułam, że cały zesztywniał. Wlepił we mnie przerażony wzrok zagubionego chłopca, który błagał, aby mu pokazać tę właściwą drogę. Chwyciłam w dłonie jego twarz i powoli, ostrożnie przysunęłam usta do jego. Kiedy osiągnęłam obrany cel, z mojego gardła wydostał się jęk. Byłam tak bardzo spragniona uczucia pochodzącego od niego.
-Obiecuję, że Cię nie zostawię.

Can't remember to forget you #26

Szłam pośród ciemnego lasu. Słyszałam szumiące drzewa i pohukiwanie nocnych ptaków. 
-Aaa!-krzyknęłam upadając na ziemię. Potknęłam się. Upadłam. Grawitacja tak ciężko przyciągała moje ciało, że nie dałam rady się podnieść. Coś było nie tak. Ciągnęłam moje bezwładne ciało ku górze ale nie dałam rady wstać. Leżałam na ziemi... nagle poczułam jak coś szarpie mnie za rękę. Przerażona próbowałam dostrzec twarz nieznajomego ale na marne.
-Zostaw mnie!-krzyczałam
Nagle zobaczyłam światło. Byłam w domu... w sypialni. Uff to był tylko sen. Przy łóżku był Bradley. Spojrzałam na zegarek. Była 2:02 w nocy, a mój chłopak dopiero wrócił do domu. Już ja jutro sobie z nim porozmawiam, o której to się wraca do domu.
Udawałam, że śpię, a tak na prawdę przyglądałam się Bradowi. Zdjął zegarek i położył na szafce nocnej. Potem zaczął się rozbierać. Zdjął bluzkę i przeszedł do rozpinania paska od spodni. Nie wytrzymałam dłużej i wybuchłam głośnym śmiechem. Bradley momentalnie zwrócił się w moją stronę.
-Przestraszyłaś mnie!-też zaczął się śmiać. Rozebrał się do końca i został w samych bokserkach. Podszedł do łóżka i położył się obok mnie. Zgasił lampkę nocną i odwrócił się do mnie plecami.
-A dobranoc to gdzie?-zaśmiałam się i udałam obrażoną.
-Tu.-uśmiechnął sie i złożył mokry pocałunek na moich ustach. Położyłam mu dłoń na szyi i pogłębiłam pocałunek wkładając mu język do buzi. Jęknął. Miałam na niego ochotę. Co ja na to poradzę, że wrócił tak późno...
Brad wsunął rękę pod kołdrę i ulokował ją na moim biodrze. Zaczęliśmy się co raz bardziej obmacywać. Nagle spojrzałam na ścianę... i okno.
-Stop.-wstałam i zasłoniłam okno. Bałam się, że nasz nowy sąsiad znów mógłby zauważyć nasze igraszki. Nie chce żeby Harry miał mnie za jakąś erotomankę. Położyłam się z powrotem do łóżka i okryłam kołdrą. Bradley obserwował każdy mój ruch. Pewnie wyglądałam jak idiotka.
-Od jutra śpimy w innym pokoju.-szepnęłam i wtuliłam się w Brada. Jakiś czas później odpłynęliśmy w krainy snu...


CDN. 
Hejka. Niedługo dobijemy do 1000 wyświetleń. Ho Ho :D Szkoda tylko, że wyświetlenia szybko rosną a komentarzy jest tak mało. Proszę zostawcie po sobie znak xx
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Move out #25

Po spotkaniu z Harrym wrocilam do domu gdzie zastalam Bradleya. Czekal siedzac na moim lozku i prawdopodobnie przegladajac wpisy na twitterze. To bylo jedno z jego ulubionych zajec. Chociaz nie pisal za często lubil poprostu czytac tweety.  Najprawdopodobniej moi rodzice go wpuscili.
-Czesc kochanie. Dlugo tu czekasz?- spytalam podchodzac do niego i zamykajac za soba drzwi od pokoju. Usmiechnal sie do mnie szeroko i pocalowal w policzek na przywitanie. Ah.
-Nie.-wychrypial tym swoim seksownym glosem powodujac ciarki na moim ciele.
-Chcialem z toba porozmawiac o tym naszym mieszkaniu razem... Widze ze cos jest nie tak. Ostatnio jestes troche taka nieobecna. Powiedz mi.
-Nie, to nie tak. Nic sie nie dzieje i bardzo sie ciesze ze bedziemy razem mieszkac.-odpowiedzialam szybko. Nie chcialam mu mowic ze glownymowodem moich rozmyslen byl Harry i to co mi ostatnio powiedział. "Zawsze bedziesz dla mnie kims wiecej". To zdanie ciagle krazylo w mojej glowie. Ale teraz musze sie skupic na moim chlopaku.
-To kiedy zaczynamy?-spytalam Brada
-Moze... teraz.-zasmial sie i wskazal reka na szafe. Skierowalam sie do noej i z ciekawosci otworzylam dzwiczki. Pusta.
-Przyjechalem tu troche wczesniej i przewiozlem juz kilka rzeczy. To co, jedziemy?-stalam jak oslupiala przygladajac sie mu. Zaskoczyl mnie tym tepem ale w pewnym sensie bylam zadowolona. Chwile pozniej jechalismy juz na miejsce. Naszego domu. To byl dom Bradleya ale itak cieszylam sie ze to wlasnie tam jedziemy. Ale cos przykulo moja uwage. Droga prowadzaca do domu Brada byla zupelnie inna niz ta ktora jechalismy.
-Jesteśmy. -Wysiadlismy z samochodu i bylismy przed nowoczesna willa.
-Ale tak w sumie to gdzie jestesmy?
-To teraz nasz dom. Dostalem go w spadku dawno temu. Stal pusty ale teraz juz nie będzie.
-Wow. Tu jest pieknie!- dom byl naprawde piekny i ogromny. Nie zdziwilabym sie gdyby sie okazalo ze jest w nim basen. Dom bardzo roznil sie od pozostalych na tym osiedlu. Tamte byly zwykle a ten poprostu idealny. Zawsze chcialam mieszkac w takim miejscu. Podeszlismy pod drzwi a Bradley wyjal klucz abysmy dostali sie do srodka. Chcialam juz przekroczyc prog ale Bradley zlapal mnie w talii i wzial na rece. Przeniosl mnie na ramionach przez prog jak panne mloda. Nie moglam przestac sie smac ale jednak to bylo mile. Brad oprowadzil mnie po domu i tak zlecialo troche czasu az zapadl zmrok. Siedzielismy na kanapie przed telewizorem ogladajac jakis film o dziwnych malpach.
-Poczekaj chwile. Zaraz przyjde.-Brad wstal i na jakis moment zniknal. Nastepnie przyszedl i pociagnal mnie za reke abym za nim szla.
-Yyy gdzie idziemy?
-Niespodzianka.-zasmial sie i chwile pozniej weszlismy do pomieszczenia. Bradley atal za mna a ja podziwialam pokuj... a wlasciwie to byla lazienka. Ogromna. Na srodku stala duza wanna a do okola byly porozrzucane platki roz.
-Twoj pierwszy dzien w nowym miejscu musi byc idealny.-szepnal mi do ucha i zaczal skladac mokre pocalunki na mojej szyi. Odwrocilam sie do niego przodem i wpilam w jego usta. Nasze jezyki walczyly ze soba. Pocalunek byl bardzo dziki. Zaraz potem nasze ubrania lezaly gdzieś na podlodze, a my zostalismy w samej bieliznie. Bradley zlapal mnie za biodra i posadzil na marmurowej umywalce. Szybkim ruchem zrzucil ze mnie stanik. Calowal moja szyje, dekold, brzuch i schodzil coraz nizej. Az dotarl do linii moich majtek. Przejechal palcem po ich materiale powodujac u mnie cichy jek. Zsunal moje majtki i rozszerzyl mi nogi. Od razu poczulam jego spragnione wargi pomiedzy nogami. Zataczal kolka swoim jezykiem na mojej pochwie i w krotce wszedl nim we mnie. Moje cale cialo drzalo na to doznanie. Wplotlam rece w jego wlosy i lekko pociagnelam za koncowki. Jeszcze pare minut i orgazm rozplynal sie po moim ciele. Bradley odsunal sie odemnie i znowu wpil sie w moje usta. Zeskoczylam z umywalki i weszlam do wanny, a Brad zaraz za mna. Wzielam stojacy obok plyn i rozsmarowalam go na ciele chlopaka. Wkrotce zrobil to samo. Rece Bradleya masowaly moje piersi. Polozylam mu dlon na karku i przysunelam do siebie laczac nasze usta. Nie moglam dłużej czekac. Pragnelam miec go w sobie. Teraz. Poglebilam pocalunek a moja reka zsunela sie na jego penisa pocierajac go. Brad sapal a ja kontynulowalam moje dzialania. Nagle poczulam jak jego 'przyjaciel' drzy. Bradley wiedzac co sie szykuje wszedl we mnie.  Jeczelismy z rozkoszy wykrzykujac na wzajem swoje imiona. Bradley rekoma jeszcze bardziej rozkraczyl moje nogi kontynuujac mocniejsze wchodzeniewe mnie. Kilka mocnych pchniec i oboje doszlismy. Lezelismy wycieczeni usopkajajac swoje oddechy. Woda byla wszedzie. W wannie i poza nia, ale jutro bedziemy sie tym przejmowac. Wyszlismy z wanny i okryci recznikami poszlismy do sypialni, gdzie kontynuowalismy nasze zabawy.
Następnego dnia...
Obudzilam sie sama w wielkim łóżku.  Na szafce lezala karteczka. "Musialem wyjsc. Wroce wieczorem. B." No to zostalam sama. Nie tracac czasu ubralam sie, zrobilam lekki makijaz i postanowilam przejsc sie po nowym osiedlu. Wyszlam z domu i zamknelam za soba drzwi. Dzien byl piekny. Swiecilo slonce i spiewaly ptaki. Brzmi banalnie ale tak bylo. Wlozylam sluchawki w uszy aluchajac moich kochanych The Vamps i szlam przed siebie. Okolica byla calkiem przyjemna. Mialam blisko do sklepu wiec postanowilam wejsc i kupic jakies jedzenie na sniadanie.
-A!-ktos na mnie wpadl. Poczulam bardzo mocny bol w plecach. Upadlam. Ten ktos wyciagnal do mnie reke i pomogl mi wsac. Unioslam wzrok do gory i zauwazylam HARREGO.
-Jade?! Co ty tu robisz?-Hazz byl rownie zdziwiony co ja.
-Umm przeprowadzilam sie.
-Serio? Ty wiesz ze ja tez sie przeprowadzilem. Mieszkam niedaleko.
-Na jakiej ulicy?
-Malinowej. A ty?
-Ymm nie wiem jeszcze. Ale moge ci pokazac.-zasmialam sie i wyszlismy ze sklepu. Spacerowalismy w drodze do domu i rozmawialismy. Czas bardzo milo lecial. Harry kilka razy "przez przypadek" otarl swoja dlon o moja. Udawalam ze tego nie widze. W koncu bylismy juz obok mojego nowego domu. Zwalnilam kroku.
-Mowilas ze idziemy do ciebie?-zasmial sie. O co chodzi?
-No tak, jestesmy pod moim domem.-prychnelam
-Serio? A tamten to moj dom.-wskazal reka na dom stojacy zaraz obok mojego. Dzielily nas jakies 3 metry. Nigdy bym nie przypuszczala ze Harry bedzie moim sasiadem. Wow.
-No to do zobaczenia.- pomachalam mu i skierowalam sie do mojego domu... mojego i Brada.
-Mam nadzieje.-odpowiedzial i odszedl. Modlilam sie w duchu zeby jeszcze nie wrocil do domu bo gdyby zobaczyl kto mnie odprowadza na pewno by sie wkurzyl. Weszlam do srodka a chlopaka nie bylo. Weszlam do sypialni i rzucilam torbe na lozko. Skierowalam sie do okna by je uchylic. Bylo tu dosc duszno. Pewnie po naszych nocnych przygodach. Otwierajac okno zobaczylam... Harrego. I to do tego tez otwieral okno. Dziwne. Nasze sypialniane okna naprawde byly blisko i bylo mozna zauwazyc kazdy szczegol w oknie sasiada. Harry pomachal mi i odszedl z pola widzenia. A co jesli Harry widzial co sie dzialo wczoraj w tej sypialni miedzy mna a Bradem?

Just don't let me go #24

Już wszystko wracało do normy. Brad był bezpieczny i ja też. Mogliśmy się cieszyć zwykłą rzeczywistością. Spokój. Słowo, które cieszy mnie tak bardzo. Pierwszy raz w życiu cieszyłam się, że poszłam do szkoły. Na korytarzu mijając Bradleya wymieniałam z nim pożądliwe spojrzenia a po zajęciach spotykaliśmy się w domu ciesząc się sobą i dużo się kochając. Kilka razy nawet rodzice pukali do drzwi od mojego pokoju, gdyż słyszeli 'dziwne' dźwięki. Oczywiście zamykałam drzwi na klucz i udawałam, że nic takiego nie miało nigdy miejsca. Bradley zostawał ze mną całą noc i wychodził rano przed wschodem słońca. Ehh takie życie o którym zawsze marzyłam. Ale wiedziałam też że muszę stawić czemuś czoła... a właściwie komuś. Harry. Gdy dowiedziałam się, że to nie jego chora, zboczona podświadomość kazała mu mnie zgwałcić lecz jakaś substancja wstrzyknięta do jego organizmu przez Matta zdecydowałam że też powiem mu o tym. Zasługiwał na to. Harry zawsze był tym spokojnym, lojalnym chłopakiem który zawsze traktował mnie dobrze bez względu na sytuacje. Miałam niewielu przyjaciół. Kiedyś właściwie mogłam w pełni zaufać tylko Harremu i Mer. Ostatnio itak wszystko się zmieniło. Poświęcam więcej czasu mojemu Bradleyowi. Jutro pójde do Harrego... a tymczasem. Leżeliśmy z Bradleyem przykryci kołdrą. Chłopak gładził swoją ręką moje nagie plecy. Leżeliśmy w ciszy wsłuchując sie w swoje oddechy.
-O czym myślisz?-spytał nagle
-Ja... ummm. o niczym...
-Odpłynęłaś.-zaśmiał się lekko
-Tak sobie tylko myślałam... o wszystkim i o niczym.
-Jade, możemy porozmawiać?-spytał. Próbowałam wyczytać jakiekolwiek emocje z jego twarzy ale na marne. Skinęłam głową przyglądając się jego boskiej twarzy.
-Myślałaś może o tym co będzie z nami... No wiesz, w dalszej przyszłości? Może byśmy zamieszkali razem? Przynajmniej na jakiś czas.- Czy on właśnie zaproponował mi wspólne życie? Usmiechnęłam się najszerzej jak umiałam i wpadłam w jego ramiona.
-Tak!-krzyknęłam podekscytowana. Wtuleni w siebie odpłynęliśmy w krainy snu.

Następnego dnia...
Napisałam do Harrego z prośbą o spotkanie. Zgodził się ale nie chętnie. Nie dziwie mu się. Było mu przykro i wstyd za to co mi zrobił. Poszłam na miejsce spotkania. Była to mała kawiarenka ale dla nas szczególnie ważna. Tam odbyła się pierwsza nasza 'oficjalna' randka. Otworzyłam drzwi i od razu zobaczyłam go siedzącego przy stoliku. Gdy mnie zobaczył od razu widziałam zdenerwowanie w jego oczach. Dosiadłam się do niego i zamówiliśmy po kawie. Po drętwej gadce w stylu "co u ciebie" opowiedziałam mu wszystko. Harry był mega zdziwiony i przerażony. Po woli doszło to do niego.
-Więc teraz między nami okej?-spytał niepewnie.
-Tak-uśmiechnęłam się i złapałam go za dłoń. Zaczerwienił się lekko i zaczął gładzić swoim kciukiem wierzch mojej dłoni. Powoli przyzwyczajałam się do jego dotyku. W pewnej chwili zdałam sobie sprawę, że troche mi tego brakowało.
-Nigdy nie chcę tracić w tobie przyjaciela.-powiedziałam. Twarz Stylesa posmutniała. Najwidoczniej Harry wciąz na coś liczy.
-Pamiętaj że zawsze będziesz dla mnie kimś więcej-szepnął niemal niesłyszalnie.



CDN.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Dangerous #23

Matt probowal znowu mnie posiasc, ale nie udalo mu sie to. Mialam juz male doswiadczenie jesli chodzi o sprawy przymuszonego sexu. Zaciskalsm nogi i nie dalam mu szansy mnie zgwalcic. Po jakims czasie zorientowal sie ze nic z tego nie bedzie i dal spokoj. Ubral sie i wyszedl zamykajac mnie w moim domu. Przed wyjsciem dostalam pare razy w twarz. Po mojej twarzy splynely lzy ale bylam silna. Nie dam sie znowu zlamac. Ubralam sie i wyskoczylam z domu przez okno. Musialam znalesc mojego Bradleya. Balam sie to zrobic bo Matt odchodzac rzucil mi "sprobuj uciec a cie zabije i bede pieprzyl twoje martwe cialo". Wole umrzec niz pozwolic zginac mojemu chlopakowi. Domyslilam sie gdzie moze byc zamkniety. Brad w domu mial opuszczona piwnice do ktorej nigdy nie zagladal, wiec tam sie udalam. I mialam racje. Weszlam do pomieszczenia i go ujrzalam. Siedzial przywiazany do krzeselka. Mial skrepowane nogi i rece oraz zaklejone tasma usta. W piwnicy bylo czuc okropny zapach wilgoci. Moglabym przysiac ze slyszalam nawet piski szczurow. Rozwiazalam Bradleya i rzucilismy sie sobie w ramiona. 
-Tak bardzo za toba tesknilem.
-Ja za toba tez.
-Myslalem ze umre tu i juz nigdy wiecej cie nie zobacze.
-Zapomnij o tym i lepiej sie stad wynosmy zanim ten zboczeniec wroci.
-Czekaj... czy ty powiedzialas ZBOCZENIEC? Co on ci zrobil?!
-Yyy nic... probowal mnie dotykac. Chodzmy juz!- nie chcialam mu powiedziec prawdy. Nie wybaczyl by mi ze przespalam sie z jego bratem blizniakiem. Ale to itak nie moja wina. Skad mialam wiedziec... Wyszlismy z domu i szlismy chodnikiem aby znalesc sie jak najdalej tego miejsca. Jak na zlosc Matt znalazl nas. 
-Zabije cie. Zabije was oboje!-krzyczal i rzucil sie ba Bradleya. Teraz zobaczylam naprawde jacy byli identyczni. Nigdy bym ich nie odroznila. Naszczescie byli inaczej ubrani wiec moglam pomuc Bradleyowi. W tym momencie zaskoczylam sama siebie. Rzucilam sie na Matta. Probowalam uderzyc go w twarz ale itak bylam zbyt slaba i Matt odrzucil mnie na ziemie. Nagle wyjal pistolet. O nie! Chlopcy zaczeli sie silowac i nawzajem wyrywac od siebie bron. Upadli na ziemie i tarzali sie w poszukiwaniu dominacji. BOOM! Pistolet wypalil. Padlam przerazona na kolana i modlilam sie w myslach zeby to nie byl Bradley. Naszczescie Brad zrzucil z siebie martwe cialo przeciwnika i wstal. Podszedl do mnie i mocno mnie przytulil. Plakalam w jego ramie.
-Nie placz. Teraz wszystko bedzie dobrze. Juz nic nam nie zagraza.

I don't know about you but I'm feelin' #22

~ZAWIERA FRAGMENTY +18~

Nasze igraszki na schodach trwaly bez konca. Przezywalam jeden orgazm za drugim. Pierwszy raz w zyciu bylam taka spelniona. Bradley wykonywal pewne pchniecia penetrujac moja pochwe. Ciagle obmacywal moje cialo swoimi dlonmi i obdarowywal je pocalunkami. Masowal moje piersi. Obrocil nas tak ze on usiadl na schodku i ja na nim. Oblizal swoje palce i zaczal masowac nimi moja szparke. Jeczalam z przyjemnosci a on razem ze mna. Unosil moje biodra i zaraz opuszczal nadziewajac sie na mnie.Czulam jego penisa w kazdym zakatku mojego wnetrza. Czulam jak drzy ocierajac sie o moje ciasne scianki. Przymknelam oczy rozkoszujac sie tym uczuciem.
-Patrz na mnie. Chce zobaczyc jak dochodzisz-wysapal
-Juz nie moge-jeknelam
-Ostatni raz, prosze.-i tak sie wlasnie stalo. Kolejny raz bylismy w niebie. Bez silnie opadlismy na siebie niczym marionetki. Sapalismy tak mocno ze nasze oddechy bylo slychac w calym domu. Wtulilam sie w cialo Bradleya. Czulam jak moja wycienczona 'kolezanka' prosi o odpoczynek. Bradley gladzil moje wlosy i smial sie. Nie wiem co bylo w tym smiesznego, ale jego smiech byl coraz glosniejszy. Podnioslam sie oparta na lokciu aby spojrzec mu w twarz i zrozumiec o co mu chodzi. 
-Jade. Jade. Jade. Nie wiedzialem ze jestes w tym taka dobra. Gdybym to wiedzial to juz wczesniej bym cie zaliczyl.-smial sie
-Co?! Nie! Matt ?!?-nagle zrozumialam jego zachowanie. Z przerazenia odskoczylam od chlopaka i zakrylam swoje cialo. On takze wstal i ciagle szyderczo sie ze mnie smial. Podchodzil do mnie a ja coraz bardziej sie od niego odsuwalam szukajac drogi ucieczki. Nagle moje plecy zdezyly sie ze sciana. Bylam w pulapce. Podszedl do mnie i objal mnie w talii. Moje polnagie cialo trzeslo sie ze strachu. Przysunal sie do mnie i zdarl ze mnie koc ktorym bylam okryta. Stalam przed nim nago. Przysunal glowe do moich piersi i zaczal je ssac. Probowalam stac nie wzruszona ale z czasem z mojego gardla wydobyl sie plytki jek. Nagle Matt odsunal sie ode mnie.
-Nie ciekawi cie gdzie jest 'prawdziwy' Bradley huh?-no tak... straszna ze mnie dziewczyna. Nawet o nim nie pomyslalam, ale to dlatego ze Matt byl identyczny. Czulam jakby to wlasnie Brad stal na przeciwko mnie. 
-Co z nim zrobiles?!
-Jeszcze zyje. Zamknalem go w opuszczonej piwnicy gdzie bedzie powoli zdychal. A ty bedziesz tylko moja. Uwierz mi mala, to ja jestem 'tym lepszym' blizniakiem. Z reszta sama widzialas... a raczej czulas.-chytry usmieszek wdarl sie na jego twarz. Balam sie o Bradleya. Nie moglam nic zrobic. Musze go odnalesc zanim umrze z glodu. 
Ale najpierw musze uratowac jakos siebie...

I just need more happines #21

~ZAWIERA FRAGMENTY +18~

Siedzialam zaplakana cala noc. Nie zmrozylam oka ani na minute. Wciaz bylo mi cholernie smutno z powodu Bradleya. 
*Dryń dryń*
Budzik. Zajebiscie. Juz 7 rano. Naszczescie do szkoly mialam jeszcze sporo czasu ale itak nie mialam ochoty do niej isc. Nagle uslyszalam dzwonek do drzwi. Otworzylam i zatkalo mnie.
-Hej kochanie. To co, idziemy na spacer?-to byl Brad. A jego zachowanie bylo meeega dziwne. Zachowywal sie jakby nic sie nie stalo.
-Nigdzie z toba nie pojde psycholu!
-Co?! Jade, o co ci chodzi?
-Jak to, juz nie pamietasz jak mnie wczoraj potraktowales?!
-Co ty wygadujesz? Uspokoj sie, chodz.-pociagnal mnie za reke i zamknal za sobai drzwi. Usiedlismy na kanapie. 
-Jak mogles?!-wybuchlam placzem. Nagle zauwazylam jak wyraz jego twarzy diametralnie sie zmienia. Jakby nagle sobie cos uswiadomil. 
-Jade, daj mi wytlumaczyc. To nie bylem ja. Ja wczoraj zle sie czulem i nie poszlem z wami do kina. Tristan mial ci powiedziec. 
-Co?! Nie klam. Widzialam cie. Rozmawialismy i w ogole...
-Domyslam sie kto to byl... Tak mi przykro ze ci nie powiedzialem. Mam brata blizniaka.
-Omg! Jak mogles mi nie powiedziec?- w tej chwili sobie przypomnialam co robilismy z tym bratem... uprawialismy seks w kinie, gdy myslalam ze to Brad. Dramat. Nie moge powiedziec o tym Brdleyowi. To by go zalamalo. Ale to wciaz nie zmienia faktu ze jakis pojebany brat blizniak obserwowal mnie i potem podawal sie za mojego chlopaka.
-Jade. Odplynelas.-uslyszalam cichy glos Bradleya wyciagajacy mnie z rozmyslen.
-Tak bardzo cie przepraszam. Prosze wybacz mi. On jest chory psychicznie i dawno temu wyjechal. Myslalem ze nie wroci... Chcialem go wymazac z pamieci ale Matt wrocil. Jade, kochanie. Wiem ze spierdolilem sprawe ale wybacz mi blagam.-Bradley nalegal a ja oczywiscie pod wplywem jego uroku uleglam jak zaczarowana. Rece Bradleya bladzily po moim ciele pieszczac moja skore.
-Chodzmy na gore.-jeknal a ja skinelam glowa. Wstalismy z kanapy i zaczelismy sie dziko calowac. Wskoczylam na Brada i owinelam mu nogi wokol bioder. Chlopak ulokowal swoje dlonie na moich posladkach. Nasze krocza pocieraly sie powodujac nasze plytkie jeki. Bradley szedl ze mna na rekach po schodach ale napiecie bylo zbyt duze aby dojsc do sypialni. Brad polozyl mnie na schodach i  przywarl do mnie swoim cialem. Bardzo szybko nasze ubrania znajdowaly sie gdzies obok. Brad bawil sie moimi piersiami przygryzajac sutki. Sapalismy niemilosiernie mimo iz nie doszlo nawet do stosunku. Bradley nie przerywajac wczesniejszej czynnosci wsunal reke pod moje majtki. Potem poczulam jego palce w mojej pochwie. Wyjmowal je i zaraz znowu wkladal. Poruszal nimi bardzo szybko. Wilam sie z bolu i przyjemnosci. Poczulam fale ciepla zalewajaca moj organizm. Brad dokladnie o tym wiedzial po jego duzy penis za chwile penetrowal moje wnetrze. Jego zmyslowe ruchy spowodowaly ze znowu doszlam. Nasze ciala opadly na siebie. Powoli uspokajalismy nasze oddechy. Bradley zlaczyl nasze usta w namietnym pocalunku i powoli wyszedl ze mnie.

Damn it #20

Po seansie wrocilismy wszyscy do domu... do domu Jamesa. Czulam sie tu bardzo nieswojo mimo iz bylam tu wiele razy. Wszystko przez to co dzialo sie na filmie... czyli reke Jamesa pocierajaca moje udo. Nagle dostalam sms od taty "Musze jeszcze zajechac na komisariat. Wroce pozniej". Szybko mu odpisalam i schowalam telefon do kieszeni. No tak, moj tata byl policjantem i czesto wychodzil pozno. Przez caly ten czas mialam wrazenie ze wzrok Jamesa ciagle bada moje cialo.
-Glowa mnie boli. Wracajmy.-szepnelam do Brada. Oczywiscie sklamalam, ale nie chcialam narazac sie na jakies dziwne sytuacje z Jamesem. Moze przesadzam ale nie chce byc znowu zgwalcona. Naraz wszystkie czarne mysli na mnie splynely i znowu mi sie wszystko przypomnialo. Niestety Bradley chyba nie uslyszal moich slow... w sumie byl po piwie.
-Prosze wracajmy.-powiedzialam juz nieco glosniej chwytajac go za dlon.
-Jak chcesz to sobie wracaj! Ja nie mam zamiaru!-krzyknal i mocno wyrwal swoja dlon z mojej. Dlaczego sie tak zachowywal?! Naszczescie chlopakow z nami nie bylo. Stanelam jak wryta obserwujac jego twarz.
-Glucha jestes?!-zapytal zirytowany
-Jak mozesz sie tak do mnie zwracać?! O co ci chodzi?
-Oh przestan. Naprawde tego nie widzisz? Mam juz dosc tego udawania. Chcialem sie zemscic na twoim ojcu, ktory rok temu wsadzil mojego kumpla za kraty. Myslisz ze Harry naprawde taki byl? Wstrzyknelem mu substancje ktora momentalnie przyspiesza porzadanie. Dlatego cie gwalcil.
-Co?! To nie mozliwe! Przestań!
-Niemozliwe? Pfff. A myslisz ze kiedy bylas w psychiatryku tak latwo by mnie przyjeli na pielegniarza? Mam tam znajomego ktory takze zalatwil mi ta substancje. I to ja rozmawialem z twoimi rodzicami zeby cie tam zamkneli. -teraz wszystko zaczelo sie jakos skladac. Wszystkie puzle tejj ukladanki nagle zaczely do siebie pasowac. Dlaczego to mi musza sie przydazac takie rzeczy.
-Jak mogles?!!!?-krzyknelam i splunelam mu w twarz. Wybieglam z budynku i bieglam zaplakana przed siebie. Nagle poczulam jak ktos mnie ciagnie za reke. Zatrzymalam sie i zauwazylam Jamesa.
-Oh Jade. Tak mi przykro. Brad zawsze byl dziwny.-podniosł reke i otarl mi lzy.
-Prosze, zostaw mnie w spokoju. Wiem jak na mnie patrzysz. -jeknelam
-Ale Jade... Ja cie kocham. I kochalem od kiedy zobaczylem cie pierwszy raz. Prosze daj mi szanse.
-Wybacz ale chce byc teraz sama... Musze ochlonac po tych wszystkich chorych "zwiazkach".-powiedzialam i jak najszybciej oddalilam sie od chlopaka. Nie mialam sily z nikim rozmawiac... tym bardziej o takich spawach. Biegnac przed siebie uslyszalam za plecami:
-Zawsze bede na ciebie czekac.