Hejka :)
Ps. dziekuje za ponad tysiac wyswietlen i okolo 60 komentarzy ;* xx
=> http://iwantyoumydreamboy.blogspot.com/ <=
Epilogue
Endness #30
Event of reality & the new life#29
Crying & the emptyness #0
Jeden, kiedy zdajesz sobie sprawę, osoby, która znaczyła dla ciebie wszystko, już nie ma.
Forgiveness #28
-Co to kurwa ma być?!-krzyknął wchodzący do sypialni Bradley. Czulam sie bardzo źle. On specjalnie wrocil wczesniej a ja go zdradzilam. Czulam jak po moich policzkach zaczal splywac strumien lez. Harry jak porazony zaczal sie ubierac a ja siedzialam naga na łóżku zakrywajac tylko swoje cialo kocem.
-Yyy ja juz lepiej pojde.-powiedzial Harry wychodzac. Gdzies w srodku mnie bylo mi przykro ze sie tak zachowal. Nic dla niego nie znaczylam. Poprostu spelnil swoja zachcianke.
-Nie tak szybko, łajzo!-krzyknal Brad i wymierzyl mu mocny cios w sam srodek twarzy. Uslyszalam nawet trzask pekanych kosci. Ugh. Hazz padl na podloge trzymajac sie za krwawiacy nos. Wstal i rzucil mi spojrzenie typu "to twoja wina" i wyszedl. Nie chcial nawet oddac Bradleyowi. Nie chcialo mu sie starac, zabiegac... o mnie.
Podczas tego zajscia zdazylam sie niepostrzezenie ubrac. Nie moglam tam dluzej zostac. Wyszlam z sypialni zostawiajac wscieklego Brada samego. Na odchodne rzucilam mu tylko krotkie "Przepraszam" i wybuchlam placzem po raz kolejny. Wybieglam przerazona na ulice. Naszczescie jechala jakas taksowka. Jechala dosc wolno, wiec weszlam na ulice i zaczelam machac rekami aby sie zatrzymala... ale ona jechala dalej. Gdy byla juz naprawde blisko zaczelam robic szybkie kroki w tyl. Krzyczalam zeby sie zatrzymala, ale kierowca pojazdu rozmawial przez telefon i nawet mnie nie zauwazyl. Samochod przyspieszyl a ja nie zdazylam odskoczyc na bok. Metr. Centymetr. Milimetr... i wielki BOL.
Nie wiedzialam co sie ze mna dzieje. Bylam w jakiejs pustce. Dookola mnie geste ciemnosci. Nie bylam w stanie zauwazyc nawet swojego ciala. Gdzie ja jestem? Slyszlam tylko czyjs glos. Byl tak daleko ale tak jakby sie przyblizal. Bradley. Mowil do mnie.
-Jade, tak bardzo cie kocham. Prosze cie nie zostawiaj mnie. Nie zostawiaj mnie samego. Nie dam rady bez ciebie. Jestes dla mnie wszystkim. To wszystko moja wina. Jade, wiedz ze ci wybaczam. Zaniedbywalem cie, a ten skurwysyn Styles to wykorzystal. Pewnie mnie nie slyszysz, ale pielegniarka powiedziala ze to mozliwe. Oh. Prosze otworz oczy...-nagle poczulam ucisk mojej dłoni. Bradley wzial mnie za reke. Moje cialo zaczelo do mnie wracac. Przypomnialam sobie. Zdrada. Wypadek. Spiaczka. Wszystko mnie bolalo, ale w tej chwili najwazniejsze bylo dla mnie ze Brad mi przebaczyl. Nie mialam sobie jeszcze wystarczajaco sily zeby sie obudzic. Toczylam walke miedzy moim cialem a duchem. Chcialam sie poruszyc ale bylam zbyt slaba. "Jade dasz rade!" powtarzalam sobie. I nagle... Tak! Udalo mi sie. Poruszylam palcem. Zaraz na mojej dloni poczulam wilgoc. Krople wody... lzy. Bradley plakal. Tym malym gestem dalam mu nadzieje, nadzieje ze wszystko bedzie dobrze. Wyjde z tego. Nigdy wczesniej nie widzialam go placzacego. Nie nawidze tego uczucia. Sparawilam, ze moj chlopak cierpi. Najchętniej wtulilabym sie w niego i nie pozwoliła juz odejsc.
Minelo pare dni. Nie wiem ile. Bradley przychodzil do mnie codziennie. Ciagle do mnie mowil. Opowiadal jak mu minal dzien i ogolnie... Mozna powiedziec, ze przez ten czas "rozmawialam" z nim czesciej niz przez ostatnie miesiace, ktore przesiadywal w studiu.
-Musze juz isc. Przyjde jutro. Pa, Jade.-wstal i pocalowal mnie w policzek. Slyszlam kroki. Oddalal sie coraz bardziej.
-BBBBB.... Brad... Bradley! -krzyknelam. Urządzenia monitorujace wokol mnie oszalaly i zaczely glosno piszczec. Nareszcie. Bradley jak poparzony odwrocil sie w moja strone i podbiegl do lozka.
-Oh Jade. Obudzilas sie. Tesknilem. Jak sie czujesz?
-Dziwnie...-wychrypialam. Trudno było mi cokolwiek mowic po tym wszystkim. Moje oczy powoli przyzwyczajaly sie do swiatla. Mimo, iz tego jak sie teraz czulam nie zycze nikomu to bylam bardzo szczesliwa. Czulam ze zyje.
Tydzien pozniej...
Wrocilam do domu. Moje cialo bylo wciaz obolale ale nie zwracalam na to uwagi. Cieszylam sie każda chwila. Brad opiekowal sie mna i z dnia na dzień było co raz lepiej. Dowiedzialam sie ze Harry sie przeprowadzil. Uff. Znajoma sasiadka nawet cos mowila ze ma kogos... Kendall jakas tam. Szybko sobie znalazl pocieszenie. No coz.
Siedzialam na lozku czytajac jakas psychodeliczna ksiazke. Po sypialni rozchodzil sie dzwiek wody uderzajacej w lazienkowe plytki. Bradley bral prysznic. Drzwi od lazienki zawsze byly lekko uchylone. Poprostu nie wstydzilismy sie siebie. Nie moglam sie skupic na ksiazce wyobrazajac sobie nagie cialo Brada, na ktore powoli splywala woda z prysznica. Nastala cisza a chwile potem na lozku usiadl ubrany juz chlopak. Nagle zadzwonil moj telefon. To byla Mer. Od razu odebralam. Mer byla na mnie zla ze nie powiedzialam jej o wizycie w szpitalu. W sumie jej sie nie dziwie ale nie chcialam zeby sie martwila.
-Opowiadaj mi wszystko ze szczegolami.-nalegala
-No wiec bylam tam pewnie okolo miesiaca...-zaczelam, lecz poczulam na swojej nodze reke Bradleya sunąca coraz wyzej. "Przestan! Nie moge sie skupic" krzyknelam do Brada ale tak żeby Mer tego nie uslyszala. On tylko łobuzersko sie usmiechnal i dazyl do swojego celu.
-Jade, jesteś tam?
-Yyy tak, jestem. Potracila mnie taksowka.-kontynuowalam. Reka Brada dostala sie do mojego rozporka. Rozpraszal mnie ale mimo tego probowalam dalej rozmawiac przez telefon. Bradley zsunal mi spodnie i rzucil gdzies na podloge. Staralam sie na niego nie patrzec. Utkwilam swoje spojrzenie na bialym suficie i ciagle rozmawialam z Mer, ktora wciaz mnie wypytywala. Bradley blazil swoimi rękoma po moich udach i wreszcie dotarl do majtek. Szybko sie ich pozbyl i zaraz potem poczulam w sobie jego dwa palce. Wykonywal okrezne ruchy doprowadzajac mnie do szalenstwa. Wiłam sie pod jego dotykiem.
-Jade, biegniesz gdzies czy cos? Strasznie sapiesz.-dopytywala sie Mer. Ja oczywiscie zaprzeczylam i zwalilam wine na slaby zasieg. W koncu Brad wyjal ze mnie swoje palce. Uh. Ale to nie trwalo za dlugo bo zaraz chlopak mocno rozszerzyl mi nogi i wszedl we mnie. Jego penis znalazł się we mnie, wypełniając mnie całą, wysyłając mnie na Księżyc i z powrotem.
-O kkkkurwa Bradley!-krzyknelam. Byłam na niego zła i napalona w tym samym momencie. Niebezpieczne połączenie.
-Shhh.-powiedzial i zaczal skladac pocalunki na moim ciele ciagle penetrujac moja pochwe. Wylaczylam telefon i rzucilam na podloge . Moje cialo bylo wrecz bezwladne. Bradley wyjmowal ze mnie swojego przyjaciela zeby za sekunde znowu go wlozyc, tym razem jeszcze glebiej. Bylo cudownie. Nie moglam wytrzymac tego napiecia i zmienilam pozycje. Teraz ja gorowalam ujezdzajac go jak najszybciej potrafilam. Bolaly mnie jeszcze plecy po wypadku ale to uczucie ktore czulam w tej chwili zdecydowanie przewazalo. Momentalnie oboje doszlismy. Zawladnal nami wielki orgazm . Wtulilismy sie w siebie i zaraz odplynelismy w kraine snu...
CDN.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ ;*
~~~
Stephen King
„W pisaniu nie chodzi o zdobywanie pieniędzy, sławy czy uznania. Koniec końców piszemy, by wzbogacić życie naszych czytelników i swoje przy okazji. Chodzi o uszczęśliwianie. Po prostu o uszczęśliwianie."
Ah. Musiałam to napisać ;) to takie prawdziwe jeśli chodzi o to opowiadanie. Dedykuje to dla mojej Jade ♡
Passion #28
-Nie odbieraj prosze.-jeknelam
-Musze.-odebral i po jego minie juz wiedzialam ze jest cos nie tak. Rozlaczyl sie i zaczal zapinac guziki od swojej koszuli.
-Musze wracac do studia. Przepraszam, Jade.-wyszlam obrazona z taksowki i rzucilam mu spojrzenie typu "jak mozesz?!". Weszlam do domu i przez okienko w drzwiach obserwowalam jak samochod odjezdza. Znowu zostalam sama. Wciaz jeszcze czulam slady zostawione przez Brada na moim ciele w tej taksowce. Domyslam sie ze to byly malinki. Nie wiedzialm co ze soba zrobic. Postanowilam wziasc prysznic. Udalam sie do lazienki gdy usłyszałam dzwiek dzwonka. Podbieglam do drzwi i ujrzalam Harrego.
-Cześć. -pomachal ręką i sie usmiechna. Odwzajemnilam usmiech i zaprosilam go do srodka.
-Cos sie stalo?-spytal
-Nieee. Czemu?
-Mnie nie oklamiesz, Jade. Widze to.
-Ohhh. Moj chlopak mnie nie zauwaza!-krzyknelam ale pozniej zalowalam ze to powiedzialam. W sumie to Harry byl tak jakby moim bylym i pewnie glupio bylo mu to sluchac.
-Wybacz.-powiedzialam cicho
-Nic sie nie stalo. Masz prawo tak sie czuc. Gdybym byl twoim chlopakiem od razu zerwal bym z ciebie ciuchy.-zesztywnialam. Harry chyba zorientowal sie co wlasnie powiedzial i odwrocil twarz ukrywajac rumieniec.
-To na co czekasz?-spytalam cicho. Co ja poradze ze bylam napalona.
-Slucham?-odwrocil sie do mnie i spojrzal tak jakby nie byl pewien czy dobrze uslyszal. W jego oczach dostrzeglam iskre, co mnie zmotywolalo do dzialania.
-Zrob to.-powiedzialam juz bardziej pewna siebie. Nagle rzucilismy sie na siebie od razu lecac w sline. To bylo takie dziwne. Tak dawno nie calowalam sie z Harrym ze zapomnialam jak to jest. Zaczelismy sie rozbierac. Bardzo szybko. Moglabym przysiac ze slyszalam pare razy dźwięk rozdzieranych ubran.
-Gdzie...-powiedzial Harry ale bardzo szybko mu przerwalam "do sypialni!". Harry wzial mnie na rece i podbiegl w strone sypialni. Tak jakby bal sie ze sie rozmysle i straci swoja szanse. Polozyl mnie na lozku i zamknal drzwi. Na poscieli czulam zapach Bradleya. Ahhh. Zaczelam miec watpliwosci czy dobrze robie. Ale watpliwosci zniknely gdy Harry polozyl sie na mnie i wpil mocno w moje usta. Do zabawy dolaczyly nasze spragnione jezyki. Oboje nie lubilismy zbyt dlugich gier wstępnych wiec Harry od razu we mnie wszedl. Posuwal mnie mocno i szybko. Bardzo szybko dopadl nas orgazm. Lezelismy wtuleni napawajac sie tym uczuciem.
-Jade, wiem ze tam jestes. Urwalem sie wczesniej.-uslyszalam glos Bradleya zza drzwi. Ja pierdole. Kazalam Harremu wejsc pod lozko ale hylo juz za pozno. Bradley otworzyl drzwi.
-Co to kurwa ma byc ?!
Searching for myself #27
Miesiac pozniej...
Bradley oczywiscie wyszedl z samego rana. Zaczelam sie do tego przyzwyczajac. Okolo 10 wychodze do sklepu po pieczywo i spotykam Harrego. Taka nasza mala "tradycja". Po powrocie domdomu straszniensie nudzilam. Nie moglam nawet umowic sie z Mer bo wyjechala do rodziny. Pokyslalam wiec ze zloze naszemu sasiadowi mala wizyte.
*dryn dryn*
Zadzwonilam dzwonkiem i drzwi momentalnie się otworzyly. Harry przywital mnie cieplym usmiechem i wpuscil do srodka. Czulam sie u niego bardzo swobodnie. Od kiedy Brad calymi dniami znikal prawie codziennie tu przesiadywalam. Oczywiscie Harry tez czasami do mnie wpadal. Chodziaz u mnie bylo inaczej... inaczej bo czulam tam obecnosc Bradleya w kazdym zakamarku. Tak bardzo za nim tesknilam. Razem z Harrym obejzelismy jakas komedie i wspolnie ugotowalismy spaghetti. Bylo przy tym kupa smiechu. To byl naprawde dobrze spędzony czas. Gdy zrobilomsie ciemno wrocilam do domu. Tak bardzo sie ciesze ze odzyskalam mojego przyjaciela. Tak wiele nas laczylo. Szkoda tylko ze jak odzyskalam Harrego zaczelam tracic Bradleya. Przygnębiajace.
Obudził mnie uginający się pod ciężarem materac. To był Bradley. Znowu dopiero wrocil. Spojrzałam na zegarek. Godzina 23.15.
-Czekałam na ciebie z kolacją.- wychrypiałam.
-Musiałem zostać w studiu.- chyba dopadło mnie jakieś deja vu. Już to słyszałam!
-No tak, ważne sprawy.- powiedziałam z kpiną.Odwróciłam się do niego plecami i próbowałam zasnąć. Łzy mi to uniemożliwiły. Spłynęły powoli po mojej twarzy. Jak zwykle nie zauważył. Zapalona lampka, na moim nocnym stoliku, raziła mnie w oczy. Jednak nie mogłam zebrać w sobie siły, aby ją wyłączyć. Usłyszałam jak odpina swój zegarek i odkłada na półkę. To samo zrobił z telefonem i kluczami. Zacisnęłam mocno oczy. Bradley poszedł do łazienki. Trzasnął za sobą drzwiami. Postawiłam nogi na zimnej podłodze. Nałożyłam cienki szlafrok i wyszłam z pokoju. Szłam długim korytarzem. Poszlam do kuchni zrobic sobie herbate. Trzask otwieranych drzwi, a potem kroki i cisza. Pewnie nawet nie zauważył mojego braku. Jutro znowu to wszystko się powtórzy. Wyjdzie rano, wróci dopiero na wieczór. Wróciłam do łóżka. Bradley już spał. Nic się nie zmieniło. Spuściłam wzrok. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a po następnie zaczęłam się całkiem trząść. Chwilę później położyłam się na łóżku. Spróbuje zasnąć...
-Wychodzę!- Jak co dzień ozięble się pożegnał, o ile w ogóle można to nazwać pożegnaniem. Siedzialam kilka godzin bez namiętnie wgapiajac sie w tv. Postanowilam ze zadzwonie do niego, ale najpierw zadzwonilam po taksowke.
-Halo? Bradley, wyjezdzam na jakis czas do rodzicow. Nie moge tak dluzej. Nie chce seby to tak wygladalo- powiedziałam dosyć smutnym i zawiedzonym głosem.
-Musisz robić sceny?- jego surowy głos rozbrzmiał w słuchawce.
-O co ci chodzi?-Źle Ci w domu? Nie podoba Ci się?-dodal
-Brad, dobrze wiesz, że nie o to chodzi...-powiedzialam skrepowana
-To co ci się nie podoba?
-Ty!- krzyknęłam do telefonu, jednak po chwili zakryłam dłonią usta.Zamilkł. Brak odpowiedzi z jego strony.
-Bradley, nie miałam tego na mysli.-zaczelam sie tlumaczyc ale Brad sie rozlaczyl. Wyszłam z domu i rozejrzałam się za taksówką. Stala juz na podjezdzie. Kierowca otworzył mi drzwi, a ja wślizgnęłam się na tył auta. Wygodne i miękkie fotele pozwoliły mojemu ciału się odprężyć. Przymknęłam oczy, ale po chwili je szybko otworzyłam. Moja dłoń znajdowała się w silnym uścisku Bradleya.
-Co ty tutaj robisz?
-Wiesz, postanowiłem odwołać moje dzisiejsze spotkania i wyjść ze studia, bo moja dziewczyna oświadczyła, że już jej się nie podobam.- wzrok miał utkwiony w widoku za szybą.
-Bradley. To nie o to chodzi.- westchnęłam.Sięgnęłam dłonią do jego zimnego policzka, mimo że na dworze było ciepło. Odwrócił głowę w stronę okna.
-To mi wytłumacz.- spojrzał tymi przenikliwymi oczami w moją stronę, dokładnie lustrując mnie.
-Próbuje.- w moich oczach zawitały krople łez.
-Nie zauważyłem.
-W tym problem. Nie dostrzegasz mnie.- odwróciłam od niego wzrok, który po chwili wlepiłam w swoje kolana.
-Wydaje ci się.
-Naprawdę. Trzy dni temu zmieniłam kolor włosów i je skróciłam, a ty nie zwróciłeś nawet uwagi.- mój wzrok wrócił z powrotem na jego twarz.
-Chodzi o włosy?- uniósł brwi z zaskoczenia.
-Zmieniłeś się!
-Dorosłem- Prychnęłam pod nosem słysząc te slowa.
-Stałeś się cholernym dupkiem bez uczuć. Nie masz dla mnie w ogóle czasu.
-Pracuje.- na każde moje oskarżenie, umiał znaleźć w mig wytłumaczenie, jednak nie było ono mocne.
-I nic poza tym nie widzisz.- brnęłam ku swojemu przekonaniu.
-Wcale tak nie jest.- a on nadal upierał się na swoim. Wciągnął powietrze do ust przez zaciśniętą szczękę i odwrócił się. Wreszcie spojrzał na mnie.
-Spróbuj popatrzeć na mnie w tak, jak kiedyś to robiłeś. Z uczuciem. Jakbym miała się zaraz rozpłynąć i zniknąć.- błagalnymi oczami spojrzałam na niego.
-Cały czas to robię.
-Nie, Bradley. Jest zupełnie inaczej.- Przymknął oczy i zacisnął mocno szczękę.
-Jade! Nie zostawiaj mnie.- jego uścisk na mojej dłoni, zwiększył się. Po moim ciele przeszedł dreszcz.
-Nie zrobię tego.- powiedziałam, łamiącym się głosem.Wypuścił powietrze z ust. Chwycił mnie mocniej za rękę i przyciągnął ją do ust. Pozostawił na niej czuły pocałunek. Dotyk jego warg sprawił, że całe uczucie, do niego, powróciło z podwojoną siłą. Tak bardzo mi ich brakowało. Tych słodkich, miękkich i wilgotnych ust. Odłożyłam torebkę z moich kolan na ziemie. Przysunęłam się bliżej Brada. Usiadłam na jego udach. Poczułam, że cały zesztywniał. Wlepił we mnie przerażony wzrok zagubionego chłopca, który błagał, aby mu pokazać tę właściwą drogę. Chwyciłam w dłonie jego twarz i powoli, ostrożnie przysunęłam usta do jego. Kiedy osiągnęłam obrany cel, z mojego gardła wydostał się jęk. Byłam tak bardzo spragniona uczucia pochodzącego od niego.
-Obiecuję, że Cię nie zostawię.
Can't remember to forget you #26
-Aaa!-krzyknęłam upadając na ziemię. Potknęłam się. Upadłam. Grawitacja tak ciężko przyciągała moje ciało, że nie dałam rady się podnieść. Coś było nie tak. Ciągnęłam moje bezwładne ciało ku górze ale nie dałam rady wstać. Leżałam na ziemi... nagle poczułam jak coś szarpie mnie za rękę. Przerażona próbowałam dostrzec twarz nieznajomego ale na marne.
-Zostaw mnie!-krzyczałam
Nagle zobaczyłam światło. Byłam w domu... w sypialni. Uff to był tylko sen. Przy łóżku był Bradley. Spojrzałam na zegarek. Była 2:02 w nocy, a mój chłopak dopiero wrócił do domu. Już ja jutro sobie z nim porozmawiam, o której to się wraca do domu.
Udawałam, że śpię, a tak na prawdę przyglądałam się Bradowi. Zdjął zegarek i położył na szafce nocnej. Potem zaczął się rozbierać. Zdjął bluzkę i przeszedł do rozpinania paska od spodni. Nie wytrzymałam dłużej i wybuchłam głośnym śmiechem. Bradley momentalnie zwrócił się w moją stronę.
-Przestraszyłaś mnie!-też zaczął się śmiać. Rozebrał się do końca i został w samych bokserkach. Podszedł do łóżka i położył się obok mnie. Zgasił lampkę nocną i odwrócił się do mnie plecami.
-A dobranoc to gdzie?-zaśmiałam się i udałam obrażoną.
-Tu.-uśmiechnął sie i złożył mokry pocałunek na moich ustach. Położyłam mu dłoń na szyi i pogłębiłam pocałunek wkładając mu język do buzi. Jęknął. Miałam na niego ochotę. Co ja na to poradzę, że wrócił tak późno...
Brad wsunął rękę pod kołdrę i ulokował ją na moim biodrze. Zaczęliśmy się co raz bardziej obmacywać. Nagle spojrzałam na ścianę... i okno.
-Stop.-wstałam i zasłoniłam okno. Bałam się, że nasz nowy sąsiad znów mógłby zauważyć nasze igraszki. Nie chce żeby Harry miał mnie za jakąś erotomankę. Położyłam się z powrotem do łóżka i okryłam kołdrą. Bradley obserwował każdy mój ruch. Pewnie wyglądałam jak idiotka.
-Od jutra śpimy w innym pokoju.-szepnęłam i wtuliłam się w Brada. Jakiś czas później odpłynęliśmy w krainy snu...
CDN.
Hejka. Niedługo dobijemy do 1000 wyświetleń. Ho Ho :D Szkoda tylko, że wyświetlenia szybko rosną a komentarzy jest tak mało. Proszę zostawcie po sobie znak xx
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Move out #25
-Czesc kochanie. Dlugo tu czekasz?- spytalam podchodzac do niego i zamykajac za soba drzwi od pokoju. Usmiechnal sie do mnie szeroko i pocalowal w policzek na przywitanie. Ah.
-Nie.-wychrypial tym swoim seksownym glosem powodujac ciarki na moim ciele.
-Chcialem z toba porozmawiac o tym naszym mieszkaniu razem... Widze ze cos jest nie tak. Ostatnio jestes troche taka nieobecna. Powiedz mi.
-Nie, to nie tak. Nic sie nie dzieje i bardzo sie ciesze ze bedziemy razem mieszkac.-odpowiedzialam szybko. Nie chcialam mu mowic ze glownymowodem moich rozmyslen byl Harry i to co mi ostatnio powiedział. "Zawsze bedziesz dla mnie kims wiecej". To zdanie ciagle krazylo w mojej glowie. Ale teraz musze sie skupic na moim chlopaku.
-To kiedy zaczynamy?-spytalam Brada
-Moze... teraz.-zasmial sie i wskazal reka na szafe. Skierowalam sie do noej i z ciekawosci otworzylam dzwiczki. Pusta.
-Przyjechalem tu troche wczesniej i przewiozlem juz kilka rzeczy. To co, jedziemy?-stalam jak oslupiala przygladajac sie mu. Zaskoczyl mnie tym tepem ale w pewnym sensie bylam zadowolona. Chwile pozniej jechalismy juz na miejsce. Naszego domu. To byl dom Bradleya ale itak cieszylam sie ze to wlasnie tam jedziemy. Ale cos przykulo moja uwage. Droga prowadzaca do domu Brada byla zupelnie inna niz ta ktora jechalismy.
-Jesteśmy. -Wysiadlismy z samochodu i bylismy przed nowoczesna willa.
-Ale tak w sumie to gdzie jestesmy?
-To teraz nasz dom. Dostalem go w spadku dawno temu. Stal pusty ale teraz juz nie będzie.
-Wow. Tu jest pieknie!- dom byl naprawde piekny i ogromny. Nie zdziwilabym sie gdyby sie okazalo ze jest w nim basen. Dom bardzo roznil sie od pozostalych na tym osiedlu. Tamte byly zwykle a ten poprostu idealny. Zawsze chcialam mieszkac w takim miejscu. Podeszlismy pod drzwi a Bradley wyjal klucz abysmy dostali sie do srodka. Chcialam juz przekroczyc prog ale Bradley zlapal mnie w talii i wzial na rece. Przeniosl mnie na ramionach przez prog jak panne mloda. Nie moglam przestac sie smac ale jednak to bylo mile. Brad oprowadzil mnie po domu i tak zlecialo troche czasu az zapadl zmrok. Siedzielismy na kanapie przed telewizorem ogladajac jakis film o dziwnych malpach.
-Poczekaj chwile. Zaraz przyjde.-Brad wstal i na jakis moment zniknal. Nastepnie przyszedl i pociagnal mnie za reke abym za nim szla.
-Yyy gdzie idziemy?
-Niespodzianka.-zasmial sie i chwile pozniej weszlismy do pomieszczenia. Bradley atal za mna a ja podziwialam pokuj... a wlasciwie to byla lazienka. Ogromna. Na srodku stala duza wanna a do okola byly porozrzucane platki roz.
-Twoj pierwszy dzien w nowym miejscu musi byc idealny.-szepnal mi do ucha i zaczal skladac mokre pocalunki na mojej szyi. Odwrocilam sie do niego przodem i wpilam w jego usta. Nasze jezyki walczyly ze soba. Pocalunek byl bardzo dziki. Zaraz potem nasze ubrania lezaly gdzieś na podlodze, a my zostalismy w samej bieliznie. Bradley zlapal mnie za biodra i posadzil na marmurowej umywalce. Szybkim ruchem zrzucil ze mnie stanik. Calowal moja szyje, dekold, brzuch i schodzil coraz nizej. Az dotarl do linii moich majtek. Przejechal palcem po ich materiale powodujac u mnie cichy jek. Zsunal moje majtki i rozszerzyl mi nogi. Od razu poczulam jego spragnione wargi pomiedzy nogami. Zataczal kolka swoim jezykiem na mojej pochwie i w krotce wszedl nim we mnie. Moje cale cialo drzalo na to doznanie. Wplotlam rece w jego wlosy i lekko pociagnelam za koncowki. Jeszcze pare minut i orgazm rozplynal sie po moim ciele. Bradley odsunal sie odemnie i znowu wpil sie w moje usta. Zeskoczylam z umywalki i weszlam do wanny, a Brad zaraz za mna. Wzielam stojacy obok plyn i rozsmarowalam go na ciele chlopaka. Wkrotce zrobil to samo. Rece Bradleya masowaly moje piersi. Polozylam mu dlon na karku i przysunelam do siebie laczac nasze usta. Nie moglam dłużej czekac. Pragnelam miec go w sobie. Teraz. Poglebilam pocalunek a moja reka zsunela sie na jego penisa pocierajac go. Brad sapal a ja kontynulowalam moje dzialania. Nagle poczulam jak jego 'przyjaciel' drzy. Bradley wiedzac co sie szykuje wszedl we mnie. Jeczelismy z rozkoszy wykrzykujac na wzajem swoje imiona. Bradley rekoma jeszcze bardziej rozkraczyl moje nogi kontynuujac mocniejsze wchodzeniewe mnie. Kilka mocnych pchniec i oboje doszlismy. Lezelismy wycieczeni usopkajajac swoje oddechy. Woda byla wszedzie. W wannie i poza nia, ale jutro bedziemy sie tym przejmowac. Wyszlismy z wanny i okryci recznikami poszlismy do sypialni, gdzie kontynuowalismy nasze zabawy.
Obudzilam sie sama w wielkim łóżku. Na szafce lezala karteczka. "Musialem wyjsc. Wroce wieczorem. B." No to zostalam sama. Nie tracac czasu ubralam sie, zrobilam lekki makijaz i postanowilam przejsc sie po nowym osiedlu. Wyszlam z domu i zamknelam za soba drzwi. Dzien byl piekny. Swiecilo slonce i spiewaly ptaki. Brzmi banalnie ale tak bylo. Wlozylam sluchawki w uszy aluchajac moich kochanych The Vamps i szlam przed siebie. Okolica byla calkiem przyjemna. Mialam blisko do sklepu wiec postanowilam wejsc i kupic jakies jedzenie na sniadanie.
-A!-ktos na mnie wpadl. Poczulam bardzo mocny bol w plecach. Upadlam. Ten ktos wyciagnal do mnie reke i pomogl mi wsac. Unioslam wzrok do gory i zauwazylam HARREGO.
-Jade?! Co ty tu robisz?-Hazz byl rownie zdziwiony co ja.
-Umm przeprowadzilam sie.
-Serio? Ty wiesz ze ja tez sie przeprowadzilem. Mieszkam niedaleko.
-Na jakiej ulicy?
-Malinowej. A ty?
-Ymm nie wiem jeszcze. Ale moge ci pokazac.-zasmialam sie i wyszlismy ze sklepu. Spacerowalismy w drodze do domu i rozmawialismy. Czas bardzo milo lecial. Harry kilka razy "przez przypadek" otarl swoja dlon o moja. Udawalam ze tego nie widze. W koncu bylismy juz obok mojego nowego domu. Zwalnilam kroku.
-Mowilas ze idziemy do ciebie?-zasmial sie. O co chodzi?
-No tak, jestesmy pod moim domem.-prychnelam
-Serio? A tamten to moj dom.-wskazal reka na dom stojacy zaraz obok mojego. Dzielily nas jakies 3 metry. Nigdy bym nie przypuszczala ze Harry bedzie moim sasiadem. Wow.
-No to do zobaczenia.- pomachalam mu i skierowalam sie do mojego domu... mojego i Brada.
-Mam nadzieje.-odpowiedzial i odszedl. Modlilam sie w duchu zeby jeszcze nie wrocil do domu bo gdyby zobaczyl kto mnie odprowadza na pewno by sie wkurzyl. Weszlam do srodka a chlopaka nie bylo. Weszlam do sypialni i rzucilam torbe na lozko. Skierowalam sie do okna by je uchylic. Bylo tu dosc duszno. Pewnie po naszych nocnych przygodach. Otwierajac okno zobaczylam... Harrego. I to do tego tez otwieral okno. Dziwne. Nasze sypialniane okna naprawde byly blisko i bylo mozna zauwazyc kazdy szczegol w oknie sasiada. Harry pomachal mi i odszedl z pola widzenia. A co jesli Harry widzial co sie dzialo wczoraj w tej sypialni miedzy mna a Bradem?
Just don't let me go #24
-O czym myślisz?-spytał nagle
-Ja... ummm. o niczym...
-Odpłynęłaś.-zaśmiał się lekko
-Tak sobie tylko myślałam... o wszystkim i o niczym.
-Jade, możemy porozmawiać?-spytał. Próbowałam wyczytać jakiekolwiek emocje z jego twarzy ale na marne. Skinęłam głową przyglądając się jego boskiej twarzy.
-Myślałaś może o tym co będzie z nami... No wiesz, w dalszej przyszłości? Może byśmy zamieszkali razem? Przynajmniej na jakiś czas.- Czy on właśnie zaproponował mi wspólne życie? Usmiechnęłam się najszerzej jak umiałam i wpadłam w jego ramiona.
-Tak!-krzyknęłam podekscytowana. Wtuleni w siebie odpłynęliśmy w krainy snu.
Następnego dnia...
Napisałam do Harrego z prośbą o spotkanie. Zgodził się ale nie chętnie. Nie dziwie mu się. Było mu przykro i wstyd za to co mi zrobił. Poszłam na miejsce spotkania. Była to mała kawiarenka ale dla nas szczególnie ważna. Tam odbyła się pierwsza nasza 'oficjalna' randka. Otworzyłam drzwi i od razu zobaczyłam go siedzącego przy stoliku. Gdy mnie zobaczył od razu widziałam zdenerwowanie w jego oczach. Dosiadłam się do niego i zamówiliśmy po kawie. Po drętwej gadce w stylu "co u ciebie" opowiedziałam mu wszystko. Harry był mega zdziwiony i przerażony. Po woli doszło to do niego.
-Więc teraz między nami okej?-spytał niepewnie.
-Tak-uśmiechnęłam się i złapałam go za dłoń. Zaczerwienił się lekko i zaczął gładzić swoim kciukiem wierzch mojej dłoni. Powoli przyzwyczajałam się do jego dotyku. W pewnej chwili zdałam sobie sprawę, że troche mi tego brakowało.
-Nigdy nie chcę tracić w tobie przyjaciela.-powiedziałam. Twarz Stylesa posmutniała. Najwidoczniej Harry wciąz na coś liczy.
-Pamiętaj że zawsze będziesz dla mnie kimś więcej-szepnął niemal niesłyszalnie.
CDN.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Dangerous #23
I don't know about you but I'm feelin' #22
I just need more happines #21
Damn it #20
Po seansie wrocilismy wszyscy do domu... do domu Jamesa. Czulam sie tu bardzo nieswojo mimo iz bylam tu wiele razy. Wszystko przez to co dzialo sie na filmie... czyli reke Jamesa pocierajaca moje udo. Nagle dostalam sms od taty "Musze jeszcze zajechac na komisariat. Wroce pozniej". Szybko mu odpisalam i schowalam telefon do kieszeni. No tak, moj tata byl policjantem i czesto wychodzil pozno. Przez caly ten czas mialam wrazenie ze wzrok Jamesa ciagle bada moje cialo.
-Glowa mnie boli. Wracajmy.-szepnelam do Brada. Oczywiscie sklamalam, ale nie chcialam narazac sie na jakies dziwne sytuacje z Jamesem. Moze przesadzam ale nie chce byc znowu zgwalcona. Naraz wszystkie czarne mysli na mnie splynely i znowu mi sie wszystko przypomnialo. Niestety Bradley chyba nie uslyszal moich slow... w sumie byl po piwie.
-Prosze wracajmy.-powiedzialam juz nieco glosniej chwytajac go za dlon.
-Jak chcesz to sobie wracaj! Ja nie mam zamiaru!-krzyknal i mocno wyrwal swoja dlon z mojej. Dlaczego sie tak zachowywal?! Naszczescie chlopakow z nami nie bylo. Stanelam jak wryta obserwujac jego twarz.
-Glucha jestes?!-zapytal zirytowany
-Jak mozesz sie tak do mnie zwracać?! O co ci chodzi?
-Oh przestan. Naprawde tego nie widzisz? Mam juz dosc tego udawania. Chcialem sie zemscic na twoim ojcu, ktory rok temu wsadzil mojego kumpla za kraty. Myslisz ze Harry naprawde taki byl? Wstrzyknelem mu substancje ktora momentalnie przyspiesza porzadanie. Dlatego cie gwalcil.
-Co?! To nie mozliwe! Przestań!
-Niemozliwe? Pfff. A myslisz ze kiedy bylas w psychiatryku tak latwo by mnie przyjeli na pielegniarza? Mam tam znajomego ktory takze zalatwil mi ta substancje. I to ja rozmawialem z twoimi rodzicami zeby cie tam zamkneli. -teraz wszystko zaczelo sie jakos skladac. Wszystkie puzle tejj ukladanki nagle zaczely do siebie pasowac. Dlaczego to mi musza sie przydazac takie rzeczy.
-Jak mogles?!!!?-krzyknelam i splunelam mu w twarz. Wybieglam z budynku i bieglam zaplakana przed siebie. Nagle poczulam jak ktos mnie ciagnie za reke. Zatrzymalam sie i zauwazylam Jamesa.
-Oh Jade. Tak mi przykro. Brad zawsze byl dziwny.-podniosł reke i otarl mi lzy.
-Prosze, zostaw mnie w spokoju. Wiem jak na mnie patrzysz. -jeknelam
-Ale Jade... Ja cie kocham. I kochalem od kiedy zobaczylem cie pierwszy raz. Prosze daj mi szanse.
-Wybacz ale chce byc teraz sama... Musze ochlonac po tych wszystkich chorych "zwiazkach".-powiedzialam i jak najszybciej oddalilam sie od chlopaka. Nie mialam sily z nikim rozmawiac... tym bardziej o takich spawach. Biegnac przed siebie uslyszalam za plecami:
-Zawsze bede na ciebie czekac.