Dzisiaj czulam sie dobrze. Od paru dni mie mialam juz koszmarow, wiec Brad nocowal u siebie. Zaczynalam tesknic za jego towarzystwem. Gdy nie moglam spac lubilam patrzec jak spi. Wgapialam sie w jego twarz, wyrzezbiony nagi tors ktory delikatnie unosil sie w gore i w dol. Bradley sypial w samych bokserkach co mi sie cholernie podobalo.
*dzwiek SMSa*
"OD: Brad
Hej słońce. Jakie plany na dzisiaj?"
"DO: Brad
Hej. Nic szczegolnego."
"OD: Brad
Wpadnij do mnie."
"DO: Brad
Ok. Bede okolo 18."
Tak wiec, wieczor zamierzalam spedzic u mojego chlopaka. Mmm "moj chlopak". Jak co cudownie brzmi. Wzielam prysznic i przebralam sie. Dochodzila 17 wiec postanowilam cos zjesc przed wyjsciem. Wyszlam z pokoju i poszlam do kuchni gdzie zastalam mame.
-Wychodzisz gdzies?-spytala poruszajac zabawnie brwiami.
-Tak, ide do Bradleya.
-Okej. Nie wroc za pozno.
-Dobrze. Ymmm... mamo?
-Tak?
-Wiesz cos o Harrym?-spytalam niepewnie. Poprostu musialam to zrobic, mimo iz temat Harrego nie byl poruszany w naszym domu.
-Tata mowil, ze jest juz bardzo dobrze. Nawet z nim rozmawial.
-Rozmawial z nim??
-Tak, z tego co wiem to Harry nawet nie pamietal co ci zrobil. Ale gdy sie dowiedzial nie mogl tego zniesc i unika towarzystwa innych. Nie przejmuj sie kochanie. -powiedziala a mnie zamurowalo. Stalam oslupiala w kuchni ze szkalnka soku w dloni. Mialam racje co do Harrego. To nie byl on. To choroba nim kierowla.
Wypilam sok i odstawilam pusta szklanke do zmywarki. Ubralam sie i wyszlam. Cala droge do Brada myslalam tylko o Harrym. Okolo 10 minut i bylam juz u Brada.
-Ugotowalem cos.-powiedzial gdy bylismy w kuchni. -Siadaj.-dodal posywajac mi piekny usmiech. Mmmmm. Spagetti. Posilek naprawdę szybko znikl z naszych talerzy. Zazwyczaj jem bardzo wolno ale to bylo naprawde dobre. Pomoglam mu pozmywac po kolacji. Brad pozmywal a ja wycieralam talerze. Nagle poczolam jego dlonie na moich biodrach. Pocieral je jednoczesnie skladajac mokre pocalunki na mojej szyi. -Bradley...-jęknęłam. Od czasu gwaltu balam sie kazdego dotyku.
-Nie bój się mnie. Wiesz o tym, że nigdy nie zrobie ci krzywdy.- na jego slowa odwrocilam sie w jego strone i zlozylam czuly pocalunek na jego ustach. Chlopak od razu go odwzsjemnil i rozchylil mi wargi. Wepchnal mi jezyk do ust i zmyslowo nim poruszal. Dlonmi masowal mi plecy i probowal rozpiac mi stanik przez material bluzki... co mu nie wyszlo. Zasmialam sie i pomoglam mu w tym. Szybkim ruchem zdjelam mu koszulke i odrzucilam gdzies na bok. Kierowalismy sie w strone sypialni. Nagle Brad wzial mnie na rece i rzucil na lozko. Polozyl sie na mnie i rozebieral nas do konca. Zerwal moje spodnie na tyle mocno ze guzik sie oderwal i polecial gdzies obok. Zsunal sie w dol do moich majtek i sciagnal je ze mnie swoimi bialymi zebami. Obdarowywal cale moje cialo pocalunkami.
-Kocham cie.-wysapal wbijajac sie we mnie do samego konca. Jeknelam. Nasze usta znowu sie spotkaly. Bylo cudownie. Jego ruchy byly takie zdecydowane a za razem delikatne. Jeszcze pare pchniec i w tym samym czasie doszlismy. Brad opadl bez sil obok mnie i powoli uspokajal swoj oddech. Objal mnie ramieniem a ja wtulilam sie w niego przysluchujac sie rytmowi jego serca. Zasnelismy.
CDN.
Fajny blog :D http://nemesis17.blogspot.com/ Zapraszam ;)
OdpowiedzUsuń