Movie #19

rozdział zawiera fragmenty +18

MIESIĄC  PÓŹNIEJ....
  Wyszłam z tego wariatkowa i moi rodzice znów zaczęli traktować mnie poważnie. Oczywiście Bradley także zrezygnował z pracy w szpitalu bo "nic go już tam nie trzymało". Dzisiaj był zwykły zimowy dzień. Mimo iż nie było śniegu to itak za każdym razem gdy tylko wychodziłam na dwór trzęsłam się z zimna. Niestety... albo stety dzisiaj też musiałam wyjść. Byłam umówiona z Bradem i jego kolegami do kina. Niedawno weszła nowa część "Hobbita". 
Szłam chodnikiem zbliżając się do kina. Z daleka widziałam już chłopaków. Tristan, James, Connor i oczywiście Bradley. Podeszłam do nich uśmiechając się. Chłopcy po kolei całowali mnie w policzek na przywitanie... oczywiście Brad pocałował mnie w usta i od razu poczułam jego ręce na moich pośladkach. Był napalony. Widziałam to w jego oczach. Ale dzisiaj nic z tego. Musimy trochę przystopować bo jeszcze zajdę w ciążę, a tego nie chcę. Weszliśmy do kina i zajęliśmy miejsca. Siedziałam pomiędzy Jamesem a Bradem. Film się zaczął. Nagle poczułam czyjąś rękę na moim udzie. --Bradley uspokój się.-szepnęłam.
-No co? Przecież nic nie robię.-odparł... i rzeczywiście tak było. Rozejrzałam się i zobaczyłam do kogo należała ta dłoń. James?! Ale dlaczego... jak to... to było dziwne. Odsunęłam się od niego i starałam skupić na filmie. Nagle zauważyłam że Bradley ciągle zerka na mnie, ale starałam się to ignorować. W sumie to nic mi to nie przeszkadzało. Chwilę później położył mi rękę na plecach i zaczął nią zmysłowo pocierać. "Boże, sami napaleńcy chodzą po tym świecie" zaśmiałam się sama do siebie.
- Jade.. - skierował usta do mojego ucha
- Kochaj się ze mną - szepnął, składając maleńkie pocałunki.
- Słucham? - spytałam cicho nie mogąc uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. Mój oddech przyspieszył. 
Mruknął, zjeżdżając pocałunkami do mojej szyi. Bradley odchylił kawałek mojego swetra i zaczłą ssać skórę na obojczyku, przez co jęknęłam cicho.
- Nie możemy, nie tutaj - wyszeptałam 
- Wiem, że tego chcesz - odparł oplatając rękami moje ciało.-Pozatym jest ciemno a my jesteśmy na końcu sali.
- Brad, proszę cię... - próbowałam, 
chociaż w moim głosie nie było słychać ani szczypty zdecydowania. Pociągnął mnie za rękę i byliśmy już sami w ostatnim rzędzie. Zmiażdżył moje usta w namiętnym pocałunku. Polizał moją dolną wargę prosząc o dostęp, który mu dałam. Nie mogłam się mu oprzeć. Jego urokowi, jego rozchylonym wargom.  Usiadł na fotelu i pociągnął mnie za nogi sprawiając że na nim usiadłam. Ułożył nas delikatnie na siedzeniu nie przerywając pieszczoty. Jego ręce znalazły się pod moim swetrem powodując dreszcze na mojej delikatnej. Czułam jak się uśmiecha przez pocałunek. Dopiął swego... jak zawsze.

- Chłopaki są niedaleko - wysapałam kiedy oderwaliśmy się od siebie. - Usłyszą.
-Chyba nie chcesz przerywać w takim momencie.
Podwinął mój sweter i zaczął lizać mój brzuch od pępka w górę. Wplotła dłonie w moje włosy ciągnąc lekko za końcówki. Ciągle siedziałam na nim okrakiem. Nie trzeba było wiele czasu aż wszystkie nasze ubrania wylądowały gdzieś na stercie, a my ocieraliśmy się o siebie dając wstęp do ostrzejszego przedstawienia. Uniósł moje biodra do góry i opuścił nagle wchodząc we mnie. Ujeżdżałam go coraz mocniej. Słyszałam jak dyszy. Ciągle przyspieszałam i skakałam na nim z całej siły. Moje paznokcie wbijały się w plecy Bradleya. Pewnie na nazajutrz będzie miał niezłe blizny, ale w tym momencie nie obchodziło mnie to. Jeszcze kilka pchnięć i poczułam jak jego penis drży w mojej pochwie a moje wnętrze wypełnia się ciepłym płynem. Nasze soki mieszały się ze sobą. Oboje dostaliśmy wielkiego orgazmu. Bradley ciągle masował moje ciało a ja tylko zdyszana opadłam na jego klatkę piersiową.
- Jesteś taka gorąca - wysapał masując moje piersi.
- Nie wierzę, że zrobiliśmy to w takim miejscu - powiedziałam.
-Jeszcze mamy pare miejsc do zaliczenia.-zaśmiał się, a ja nie chciałam nawet myśleć co mu chodzi po głowie.

Kingdom of isolation #18

Białe światło raziło mnie w zaspane oczy. Gdzie ja jestem ? Podniosłam się z ziemi rozprostowując moje zdrętwiałe nogi. Rozejrzałam się po pokoju i dostrzegłam tylko śnieżnobiałe ściany dookoła. To nie był całkiem normalny pokój. Ściany były obłożone miękkim materiałem a drzwi nie miały klamki. Nie było nawet okna. OMG. Nagle się spostrzegłam, że moje ręce były splątane ze sobą jakimiś klamerkami. Byłam w kaftanie.
-Nie! To nie może być prawda! Wypuście mnie! Nie jestem wariatką!-krzyczałam z całych sił ale wątpie, żeby ktokolwiek to usłyszał przez te grube ściany. Wyglądało na to, że byłam zamknięta w zakładzie psychiatrycznym. Jak to w ogóle możliwe?! Nic nie pamiętam... tylko tą aferę ze zdjęciem i smak magicznego trunku w moich ustach. Nagle drzwi się otworzyły i do środka weszli moi rodzice razem z lekarzami.
-Zostawcie nas samych, proszę.-powiedziała mama w kierunku obcych. Lekarze opuścili pokój a rodzice patrzyli się na mnie w ciszy z dziwną troską wymalowaną na twarzach.
-Kochanie. Jak się czujesz?-spytał cicho tata.
-Jak możecie się nawet pytać?! Czuje się okropnie. Dlaczego tu jestem?!-krzyczałam próbując wyrwać ręce z kaftanu bezpieczeństwa, ale na marne.
-Postanowiliśmy, że pobędziesz tu przez jakiś czas. Musisz się wyleczyć...
-Ja nie jestem chora!
-Jesteś. Nie radzisz sobie z tym wszystkim. Wiemy to. Wczoraj sięgnęłaś po alkohol a kto wie co będzie dalej? Musimy temu zapobiec.
-Przestańcie! To był tylko raz! Wypuście mnie! Błagam.-zaczęłam płakać ale rodzice nic nie zrobili. Chwilę potem zostałam sama w tym cholernym białym pokoju. Siedziałam tak na środku nie wiedząc co ze sobą robić. Nie wiedziałam nawet ile czasu minęło. Położyłam się na miękkiej ziemi i usnęłam. Ale nie pospałam za długo... obudziło mnie jakieś szarpanie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam tą piękną twarz. Mój Brad tu był. Co było dziwne, był ubrany w biały fartuch zupełnie taki jaki mieli ci lekarze.
-Wstawaj kruszynko.-powiedział uśmiechając się. Z jego pomocą wstałam i pod wpływem Bradleya zaczęłam iść. Trzymał mnie za rękę i prowadził gdzieś, a ja posłusznie za nim szłam. Nic innego mi nie zostało.
-Gdzie idziemy? Dlaczego tutaj jesteś... w tym stroju?-zapytałam wreszcie
-Idziemy jak najdalej od tej sali. Kiedy się dowiedziałem, że rodzice cię tu zamknęli, zatrudniłem się tu żeby być bliżej ciebie.-odpowiedział szybko i nagle wepchnął mnie do jakiegoś ciasnego pomieszczenia zamykając za sobą drzwi na klucz. To był jakiś schowek na szczotki. Bradley rozpiął mi kaftan i miałam już wolne ręce. Chwile później przywarł swoim ciałem do mojego przyciskając mnie do ściany i gwałtownie całując. Przez materiał spodni czułam narastające w nim podniecenie. Jednym ruchem zdjął ze mnie spodnie i zaczął pocierać moją kobiecość. Jęczałam z rozkoszy. Zdjął swoje ubranie i został tylko w bokserkach. Chwilę później dobrał się do mojego stanika. W końcu pozbyłam się jego bielizny. Chłopak złapał mnie za nogi i wziął na ręce ciągle przyciskając mnie do ściany. Oplotłam nogami jego biodra i Bradley od razu jednym ruchem we mnie wszedł. Próbowaliśmy zachowywać się cicho, żeby nikt nas nie usłyszał, ale nie było tak łatwo. Sapaliśmy na maxa. Jeszcze kilka pchnięć i oboje doszliśmy.
-Jak tak ma wyglądać mój pobyt tutaj to mi to pasuje.-szepnęłam mu na ucho.

They saw me naked when you fucked me #17

OMG. Nie moge w to uwierzyc ze ktos zrobil nam zdjecia. Boje sie isc do szkoly.
-Nie przejmuj sie. Moze to nie byl nikt ze szkoly i nikt nigdy nie zobaczy tych zdjec... jesli to cos co zobaczylismy byl czlowiek. Moze to tylko jakies zwierze. Zobaczysz wszystko bedzie jak dawniej.-pocieszal mnie Bradley gdy odprowadzal mnie do szkoly. Szlismy szkolnym podworkiem w strone budynku i wszystko bylo ok. Nikt na nas nawet nie zerknal. Kazdy byl zajety swoim szarym zyciem. Ufff.
-Prosze odprowadz mnie chociaz do sali.
-No, okejjj. Dla ciebie wszystko kochanie.-powiedzial chlopak ukazujac szereg bialych zebow. Uwielbialam patrzec jak sie usmiecha. To zdecydowanie moje ulubione zajecie... Chociaz, nie. Najbardziej lubie robic z nim inne 'rzeczy'. Na sama mysl o tym usmiechnelam sie sama do siebie. Brad tak jak obiecal odprowadzil mnie pod sale i pocalowal mnie na porzegnanie. Zostalam sama i wyciagnelam zeszyt aby powtorzyc sobie przed lekcja. Nagle zauwazylam ze dosc spora grupa osob gromadzi sie na korytarzu. Mozna bylo stwierdzic ze cos ogladaja... i to nie byle co. Schodzilo sie co raz wiecej osob wiec i ja postanowilam podejsc blizej by zaspokoic swoja ciekawosc. Zobaczylam to. ZDJECIE. Ja i Bradley lezacy na sobie  nago. To bylo straszne. Cala szkola to zobaczy. Nagle jedna osoba z grona spojrzala na mnie i rozpoznala mnie. Kurwa.
-Patrzcie to ta dziwka!-krzyknal smiejac sie. Nie wiedzialam co robic. Cofnelam sie kilka krokow i chcialam uciec.
-Ej, ty. Moze i mi zrobisz dobrze?-wysmiewali sie ze mnie. Nie wytrzymalam. Z calej sily jaka mialam wymierzylam mu cios w twarz. Chlopak zlapal sie reka za bolacy policzek pocierajac go. Odwrocilam sie na piecie i wybieglam ze szkoly. Niestety zeby mnie jeszcze bardziej dobic zaczal padac deszcz. Nie mialam zadnej parasolki ani kaptura. Bieglam w deszczu zeby jak najszybciej znalesc sie w domu i wyplakac. Nawet nie wiem czy plskalam bo ulewa sprawila ze itak bylam cala mokra. Zatrzymalam sie przed domem i postanowilam ze jeszcze zadzwonie fo Brada.
-Hej.
-Zobaczyli to! Zobaczyli mnie naga jak sie pieprzylismy!-krzyczalam przerazona
-Co?! Uspokoj sie. Zaraz u ciebie bede.-mowil podniesionym glosem rownie przerazony jak ja.
-Nie przyjezdzaj! Chce pobyc sama.-odoowiedzialam i bez zadnego pozegnania zakonczylam rozmowe. Wpadlam do domu i od razu rzucilam sie na lozko. Przykrylam sie koldra i wtulilam w poduszki pragnac ciepla. Nie obchodzilo mnie to ze bylam mokra i w zabloconych butach. Musialam poprostu poczuc sie troche bezpieczniej. Nie wiem co teraz ze mna bedzie. Po tym wszystkim beda mnie przesladowac. Pewnie wyjdzie na to ze bede musiala zmienic szkole... Dobrze ze rodzice byli w pracy bo zaraz zadawaliby glupie pytania jeszcze bardziej mnie dolujac. Otworzylam zalzawione oczy i wstalam z lozka. Poszlam do barku rodzicow i jednym chlystem wypilam cale whisky. Tak, tego wlasnie mi bylo trzeba. Dawka alkoholu w mojej krwi podzialala na tyle szybko ze butelka z hukiem spadla na ziemie rozbijajac sie a mi urwal sie film.

"Did you hear that ?" #16

Jazda (gdziekolwiek Bradley mnie zabierał) była cicha. Słuchaliśmy radia, które grało cicho w tle. Droga trwała około pół godziny, zanim zatrzymał się na obrzeżach strasznie wyglądającego lasu.
-Ugh ... Brad. Jesteś pewien, że jesteśmy we właściwym miejscu? - Zapytałam ostrożnie.
-Tak Jade, to jest właściwe miejsce.- zaśmiał się i wysiadł z samochodu. Podszedł do mnie i otworzył drzwi, abym mogła wysiąść.
-Chyba nie zamierzasz mnie zabić, prawda?- zapytałam, gdy tylko wysiadłam z auta lekko się śmiejąc.
-Nie kochanie, nie zamierzam cie zabić -zaśmiał się. Wyciągnął do mnie rękę i splótł nasze palce.
Chłopak prowadził nas przez las, do czasu gdy przeszliśmy przez jasne otwarcie, odsłaniające mały wodospad. Był tam rozłożony koc na czystej, zielonej trawce, a na niej umieszczony drewniany piknikowy kosz.
- Bradley .... to jest niesamowite. - Dyszałam, obejmując wszystko wzrokiem. Zaprowadził mnie na koc i oboje usiedliśmy.
-Podoba ci się ? - Usłyszałam jego głos, przełamując wygodną ciszę.
-Tak, to jest doskonałe. -Uśmiechnęłam się do niego, kładąc swoje dłonie na jego.
-Cieszę się, że Ci się podoba. - Wypuścił duży oddech ulgi.
Brad otworzył kosz piknikowy, który tam położył i wyciągnął miskę truskawek pokrytych czekoladą, paczkę żelek, paczkę Oreo i ogromną butelkę jakiegoś napoju. Jest tak jakbym była w niebie. Siedzieliśmy, jedliśmy przygotowane przez chłopaka jedzenie i rozmawialiśmy. To było bardzo relaksujące i niesamowite. On sprawia, że ​​podoba mi się jeszcze bardziej i bardziej nawet nie próbując.
-Wolisz zjeść robaka czy pocałować żabę? -Zapytał przypadkowo, gdy wpatrywaliśmy się w niebo.
-Co to za pytanie? -Roześmiałam się.
-Gramy w "Co wolisz", więc musisz opowiedzieć, jak nie robisz wyzwanie.- Powiedział, uśmiechając się do samego siebie.
-Dobrze ... Wolałbym pocałować żabę. - Przekręciłam swoją twarz na myśl.
-Ewww, to obrzydliwe- powiedział oburzony.
-Nie sądzę, że byłoby tak źle. Znaczy przecież pocałowałam Ciebie. -Dokuczałam mu i usłyszałam dramatyczne westchnienie.
-Weź to cofnij. -Jęknął.
-Nie, ty sprawiłeś, że gramy w tą grę. -Stwierdziłam.
-Powiedz mi, że dobrze całujee. -Żartobliwie powiedział.
- Albo co zrobisz? - Zapytałam, śmiejąc się.
-To. -Uśmiechnął się, górując nade mną, atakując mnie łaskotkami.
-O m-mój Boże! P-p-przestań. -Błagałam tarzając się na ziemi.
- Nie, dopóki nie powiesz mi, że dobrze całuje! -Wykrzyknął.
-N-nigdy -Krzyknęłam, prawie nie oddychając.
- Powiedz to – Nie dawał spokoju.
-W-w porządku ty naprawdę d-dobrze całujesz. – Zachichotałam, zatrzymał łaskotanie i sturlał się ze mnie. Próbowałam uspokoić swój oddech i myślałam nad pytaniem dla niego.
-Czy wolałbyś mieć mega długą brodę czy ogolić głowę? - Zapytałam śmiejąc się.
-Rzeczywiście nie mogę wybrać.- Jęknął, przewracając się na bok twarzą do mnie.
-Nie, nie możesz narzekać, musisz wybrać. -Odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Urgh dobra. -Żartobliwie zadrwił.
-Myślę, że będę musiał mieć brodę.- Westchnął. Zachichotałam co spowodowało, że spojrzał się na mnie.
-Chcesz iść do wody? -Zapytał nagle.
-Nie mam stroju kąpielowego. -Powiedziałam marszcząc brwi.
-Masz bieliznę prawda? -Zapytał, a ja kiwnęłam głową na znak potwierdzenia.
-Więc nie potrzebujesz stroju kąpielowego. -Stwierdził, wstając zaczął zdejmować koszulkę.
- Idziesz czy nie? - Zapytał, kiedy stał tam w swoich bokserkach, a ja wciąż siedziałam na ziemi cała ubrana.
-Umm ... okej.
Wstałam, ściągnęłam buty i skarpetki, pozwalając trawie łaskotać spód moich stóp.
Sięgnęłam w okolicy moich pleców i przeciągnęłam zamek od mojej sukni w dół, dzięki czemu zsunęła się, na sam koniec moich nóg. Wyszłam z niej i udałam się do Bradleya, który był wpatrzony we mnie, z lekko otwartą buzią.
-Jesteś taka piękna Jade. -Wypalił, powodując, że się zarumieniłam. Cmoknął delikatnie moje usta zanim chwycił mnie za rękę i zaprowadził nas do małego jeziorka. 
Wspięliśmy się na jakieś skały przed wejściem do zimnej wody, gęsią skórkę powstała na mojej skórze kiedy ją poczułam. Nasze ręce były wciąż połączone, kiedy wchodziliśmy do środka wody dosięgała ona mi tuż powyżej mojej talii.
-Tutaj jest tak pięknie. - Powiedziałam, opierając głowę na ramieniu chłopaka. Odłączył nasze ręce i owinął je wokół mojej talii, przyciągając mnie bliżej siebie. Nachylił się i oparł czoło o moje co sprawiło,że się zarumieniłam, w sposób jak blisko byliśmy.
-Uwielbiam, kiedy się rumienisz. -Szepnął mi do ucha. Nie marnował czasu, przyległ ustami do moich łącząc je w słodki, delikatny pocałunek. Nasze usta poruszały się w synchronizacji, ręce przemieszczały się po całym moim ciele. Podniósł moje nogi tak, że oplotłam je wokół jego pasa. Jego język lizał moją wargę, prosząc o dostęp do moich ust. Natychmiast, pozwoliłam mu wejść, jego język błądził w mich ustach ocierając się o mój.
Moje palce były zaplątane w jego włosy, szarpiąc z grubsza za końcówki jak ocierał się swoim kroczem o mnie. Brad zaczął iść z powrotem na brzeg, nadal trzymając mnie. Udał się z powrotem na koc i położył mnie delikatnie po czym zaczął całować mnie z pasją . Nasze namiętne pocałunki trwały bez końca. Po chwili nasze ubrania leżały już gdzieś obok.

PSTRYK

-Co to było? - Z przerażeniem zapytałam Brada.
-Co było, co? - Spytał zdezorientowany.
-Och, nie ważne, prawdopodobnie to tylko wiewiórka czy coś. - Przekonywałam samą siebie.
Umieściłam delikatny pocałunek na ustach Bradleya. Nagle poczułam jak "kolega" chłopaka wchodzi we mnie. Jęknęłam na to doznanie.

PSTRYK

Odwróciłam głowę w kierunku hałasu. Głowa Bradleya także spojrzała w stronę hałasu, oczywiście musiał usłyszeć to w tym samym czasie. Ale nie było nikogo tam widać.
-Słyszałeś to? -Zapytałam, skinął głową w odpowiedź.
-Tak, myślę, że to po prostu jakieś zwierzę czy coś. -Powiedział, zgadzając się z moją poprzednią wypowiedzią. Oboje zignorowaliśmy dźwięki wokół nas i wróciliśmy do poprzedniej czynności. Nasze ciała ocierały się o siebie a w powietrzu było czuć zapach namiętności.

PSTRYK


Ten odgłos zabrzmiał bliżej. Podniosłam głowę i zobaczyłam, ciemną postać poruszającą się między drzewami, co spowodowało u mnie panikę.
-Bradley, ktoś tam jest! - Powiedziałam, nie byłam w stanie zachować spokoju.
-Cholera. -Mruknął, delikatnie odpychając mnie od siebie, wciągnął swoje bokserki, zbierając swoje ubrania, ja robiłam to samo. Kiedy oboje byliśmy ubrani, poszliśmy do miejsca gdzie widziałam cień, zdałam sobie sprawę, że już tam nikogo nie było.
-Bradley ... Myślę, że ta osoba właśnie zrobiła nam zdjęcia.



CDN.
No i mamy kolejny rozdział. Moim natchnieniem było jedno opowiadanie ;) Kolejne rozdziały moim zdaniem będą bardzo ciekawe :3 loffky kissky <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Got me twisted #15

Leżał tam. Po prostu tak leżał. Moje ciało zsunęło się po ścianie w dół podłogi. Skuliłam się w kłębek i zastanawiałam się co robić. Nie mogłam zadzwonić do rodziców. Musiałam zadzwonić do Bradleya.
*jeden sygnał*
*drugi sygnał*...
Nie odebrał. "Nie poddawaj się Jade" powtarzałam sobie w myślach.
*jeden sygnał*
-Kurwa dziewczyno! Co ty..-zaczął mówić ale mu przerwałam. Był totalnie wkurzony.
-Wysłuchaj mnie! To nie było to na co wyglądało. Harry znowu chciał mnie zgwałcić. Ale gdy wyszedłeś zabiłam go..-mój głos się urwał. Słyszałam głośne oddechy Bradleya. Zastanawiał się co zrobić.
-Jak to go zabiłaś?!
-Przyjedź jak najszybciej. Potrzebuję cię.-odpowiedziałam i zakończyłam rozmowę. Około 10 minut później zjawił się Brad, a zaraz po nim pogotowie. Zbadali Harrego i na szczęście okazało się, że żył. Reanimowali go i zabrali do szpitala. Razem z Bradleyem staliśmy jak wryci przyglądając się całej sytuacji. Cieszyłam się, że to już koniec tej całej chorej sytuacji. Teraz pewnie zamkną Harrego na dłuuuużej. Nagle poczułam rękę Bradleya spoczywającą na moim ramieniu. Wiedziałam, że teraz wszystko będzie już okej. Gdy wszyscy ci ludzie już opuścili mój dom zostałam sam na sam z Bradem.
-Muszę to jakoś posprzątać. Niedługo zjawią się rodzice.-powiedziałam i zabrałam się za sprzątanie. Na podłodze było pełno szkieł i krwi. Bradley pomagał mi i szybko nam poszło.
-Wszystko w porządku?-zapytał podchodząc do mnie.
-Tak, jest ok.
-Przepraszam cię, że ci nie wierzyłem. Kocham cię i po prostu wszystko się we mnie gotuje gdy tylko pomyśle, że jakiś obcy facet dotyka moją Jade.
-Jest w porządku.-uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Skoro twoi rodzice zaraz tu będą.... to może pojedziemy do mnie?-mówiąc to objął mnie i lekko gładził moją talię. Skinęłam głową i kwadrans później byliśmy już w jego domu zajęci namiętnym pocałunkiem. To było dość dzikie. Gdy tylko weszliśmy do budynku rzuciliśmy się na siebie. Nasze ubrania latały w powietrzu w poszukiwaniu miejsca na podłodze. Po chwili byliśmy już nadzy w jego łóżku.
-Tak bardzo mi cię brakowało.-mówił przez liczne pocałunki które zostawiał na całym moim ciele. Nagle jednym zdecydowanym ruchem wszedł we mnie na całą swoją długość. Posuwał mnie mocno i szybko. Jęczeliśmy z przyjemności. Bardzo szybko nasze jęki zamieniły się w niesamowity orgazm. Leżeliśmy w ciszy próbując uspokoić nasze oddechy. Wtuliłam się w ciało chłopaka i szepnęłam ciche "kocham cię" muskając jego usta.

Drama #14

HARRY'S POV
Moje kontakty z Jade znacznie sie poprawily. Czesto sie spotykamy i dobrze nam sie rozmawia... zupelnie jak kiedys. Wciaz ja kocham, ale mysle ze ona mnie juz nie. Pare razy zauwazylem jak pisze z kims SMSy i mysle ze to jakis facet. Mam ochote krzyczec jak tylko pomysle ze jakies obce lapska moga dotykac moja Jade.
Dzisiaj przychodze do niej aby pouczyc sie do nadchodzacego sprawdzianu z biologi. 
Gdy bylem juz u niej siedzielismy na lizku i przegladalismy przyrodnicze ksiazki.  Katem oka obserwowalem kazdy jej ruch. Byla taka zmyslowa i seksowna. Mialem ochote sie na nia rzucic
-Wiesz co... niedlugo wychodze z rodzicami i musze sie troche odswiezyc. Poczekasz chwile?-spytala
-Jasne.
-Idę się umyć i w coś przebrać.- ja cię umyję! I przebiorę! Moje mysli krzyczaly. Kurwa. Znów włączył się we mnie jakiś jebany erotoman. Co ona ze mna robi? Zostalem sam w pokoju i zastanawiałem się co ze sobą zrobić, podczas gdy Jade brała prysznic. Wyobrazalem sobie jej cialo gdy brala prysznic. 
-Już - do pokoju weszła Jade, która miała na sobie czarne, krótkie szorty, na to dość luźną, fioletową koszulkę z firmowym napisem 'Young & Reckless'. Jej rozpuszczone, włosy opadały na ramiona. Nie moglem juz dluzej wytrzymac. Wstalem i podeszlem do niej ciagnac ja w strone lozka. Obdarowala mnie podejrzliwym spojrzeniem ale ignorowalem to. Poprostu nie moglem dluzej wytrzymac bez jej dotyku. Złapałem nogi i posadziłem tak, że siedziała teraz na mnie rozkrokiem.
-Harry co ty robisz?!-denerwowala sie, ale to mnie tylko bardziej motywowalo. Chwyciłem tył jej głowy, tak, aby jej nie odsunęła i pocałowałem ją, wpychając język do jej ust.
Nie obchodzi mnie jak chamskie, albo niestosowne to było. Chciałem ją poczuć. Teraz. Całowaliśmy się przez dłuższy czas... A w sumie to ja ja calowalem bo ona mi sie wyrywala. Poczułem, że rośnie we mnie podniecenie. Poprostu nie moge tego kontrolowac.
Ucałowałem jej szyje i złapałem ją obiema rękoma za biodra.
- Mam na ciebie ochotę - wysapałem, chociaż można też było to uznać za desperacką prośbę albo rozkaz.

JADE'S POV
Co to ma byc!? Naprawde uwiezylam ze Harry jest juz zdrowy ale najwidoczniej tego sie nie da wyleczyc. Nie moglam nawet krzyczec bo jego usta byly mocno docisniete do moich, a w domu itsk nie bylo rozdzicow. Szarpalam sie z calej sily ale on byl duzo silniejszy. Nie chce zostac drugi raz zgwalcona. To takie okropne. Harry wsadzil mi jedna reke z przodu pod spodnie i zaczal wykonywac ja okrezne ruchy. Probowalam wstac ale trzymal mnie tak mocno. Jego druga reka powedrowala na moja klatke piersiowa i tam wykonywala to samo. Nagle uslyszalam jak drzwi sie otwieraja. Dzieki Bogu! Nie zamknelam drzwi a napewno rodzice wrocili. Ale w dzwiach ujrzalam Bradleya. Co on tu robil?!
Widzialam przerazenie w jego oczach ... i rozczarowanie?
-Jade jak moglas?-krzyknal i wybiegl z mieszkania. 
-Poczekaj. Pomocy!-krzyczalam ale Harry zaslonil mi usta. Jak Bradley mogl sobie pomyslec ze go zdradzam? No tak... siedzialam na Harrym i to musialo inaczej wygladac. Czy wszystko musi sie tak komplikowac? Naszczescie przez to cale zamieszanie wyrwalam jedna reke z uscisku Harrego i chwycilam za stojaca obok lampke nocna wymierzajsc chlopakowi naprawde silne uderzenie w glowe. Harry stracil przytomnosc a jego cialo osunelo sie na ziemie. Z glowy zaczela mu leciec krew. Musialam za mocno go uderzyc bo krwi przybywalo w bardzo szybkim czasie. Zauwazylam ze jego klatka piersiowa sie nie unosi. Zaczelam panikowac. Przylozylam mu dwa palce do szyi probujac wyczuc tetno. Na marne. Harry nie zyl. Zamordowalsm go.

Christmas edition #13

Święta juz niedlugo. Ahh juz czuje ta atmosfere. Rodzice dali mi juz perfumy jako prezent. Wole dostawac przeenty wczesniej, ale podobno maja dla mnie jeszcze jakos niespodzianke. Nie wiem o co chodzi. Niestest Bradley wyjezdza do Kanady do rodziny wiec swieta spedzimy oddzielnie. Po lekcjach wybralam sie na drobne zakupy. Kupilam sobie sweterek i jeansy. Nie bylo to nic specjalnego ale poprawilo mi nastroj. Wrocilam do domu i zastalam tate dzwigsjacego calkiem spora choinke po schodach. Szkoda ze sztuczna ale jak ma sie psa i mlodszego brata trzeba uwazac na kolki. Mimo jej sztucznosci w domu itak bylo czuc zapach lasu jakby zostala niedawno scieta. Rozdzice musieli wyjsc z bratem na spacer wiec zostalam sama. Od razu wzielam bombki i inne pierdoly i choinka byla gotowa. Przystroilam jeszcze swoj pokuj, a w myslach nucilam sobie "Last Christmas I gave you my heart...". Jednym slowem porwala mnie magia swiat. 
PARE DNI POZNIEJ...
Tak, to juz dzisiaj . Wigilia. Mama zaczela przyzadzac jedzenie a tata gdzies wyszedl. Ciekawa jestem co bylo takiego waznego? Niewazne. Przebraldm sie i wyszlam pomoc mamie. Nakrywalam do stolu az nagle uslyszalam jak ktos wchodzi. To byl tata, ale nie byl sam. Omg. Moje oczy prawie nie wyskoczyly z orbit, a talerz ktory wlasnie trzymalam z trzadkiem spadl na podloge. Nie wiedzidlam czy sie cieszyc czy smucic.
-Hej Jade.-powiedzial chlopak stojacy za tata.
-Harry?!-nie wierzylam wlasnym oczom. Tak bardzo za nim tesknilam. Wygladal inaczej. Byl nieco... wychudzony i przygaszony. Terapia robi swoje.
-Razem z mama uznslismy ze skoro z Harrym juz dobrze to zaprosilismy go na swieta. Nie masz nic przeciwko prawda?-spytal tata a ja w odpowiedzi tylko pokrecilsm glowa i lekko sie usmiechnelam. Rodzice weszli do pokoju a ja zostalsm sam na sam z Harrym w przedpokoju. Widzialam zmieszanie na jego twarzy. Sam nie wiedzial czy ma wyjsc czy udawac ze wszystko ok... to tak jak ja. 
-Moze zdejmiesz kurtke? Jest dosc cieplo.-odezwalam sie wreszcie.
-Ymm okej.-powiedzial i zdjal kurtke ktora od razu wzielam i odwiesilam na wieszak. Momentalnie poczulam zapach jego slodkich perfum. Za tym tez tesknilam. Oboje weszlismy do salonu i usiedlismy przy stole. Bylo troche dretwo. Psnowala cisza, lecz rodzice postanowili troche rozluznic atmosfere.
-Wiec Jade.. Jak tam w szkole?-spytala sie mama
-Dobrze.-odpowiedzialam szybko
-A u ciebie jak tam Harry?-tym razem tata zwrocil sie do siedzacego cicho chlopaka.
-Ymm dopiero wracam za 2 tygodnie do szkoly ale jest okej.-odpowiedzial po chwili namyslu. I znowu minal jakis kwadrans w ciszy. Nagle Harry szybko wstal od stolu i powiedxial nieco podniesionym glosem:
-Przepraszam ale ja tak dluzej nie wytrzymam.-szybkim krokiem wyszedl zabierajac se soba kurtke. Pobieglam za nim.
-Harry poczekaj!-krzyknelam za nim na schodach. Chlopak szybko odwrocil sie w moja strone i zatrzymal sie. 
-Wejdz. Porozmawiamy.-powiedzialam juz nieco spokojniej. Harry podszedl blizej i skinal glowa w gescie poddania sie. Weszlismy do domu i zamknelismy sie w moim pokoju. Usiedlismy na lozku. 
-Siedzimy zupelnie tak jak wtedy gdy przyszedlem sie  z toba pozegnac. Ale nic juz nie jest takie samo.- powiedzial z rozczarowaniem Harry. 
-Jade nie chce ci sprawiac wiecej przykrosci. Nie chce zebys przeze mnie czula sie zle. Pozwol mi odejsc i nigdy wiecej nie zrobic ci krzywdy.-mowiac to wstal a pojedyncza lza splynela po jego policzku. Chcial wyjsc ale zlapalam go za dlon i tym samym sprawilam ze z powrotem usiadl obok mnie. Po tym jak uronil ta lze wiedzialam ze jego intencje byly szczere.
-Harry to juz nie ma znaczenia... To przeszlosc. Trzeba o tym zapomniec i ruszyc dalej.
-Nie mow tak. Ja nie moge przestac o tym myslec! Nie moge dopuscic do siebie mysli ze zrobilem cos takiego. To jest jak jakis pieprzony sen. Najpierw bylem z toba, kochalas mnie a po przebudzeniu brzydze sie soba i boje sie spojrzec ci w oczy. Tak bardzo cie kocham. Jade, uwierz mi. To nie bylem ja. Nie wiem co sie stalo. Niepamietam ani sekundy z tych paru miesiecy.
-Wierze ci. Naprawde. Prosze cie nie smuc sie. Nic mnie nie moze juz bardziej zranic niz widok zdolowanego ciebie.-powidzialam i wzielam jego twarz w dlonie, jednak chlopak nawet nie spojrzal na mnie.- Harry prosze spojrz na mnie.-dodalam po czym Harry podniosl swoj wzrok na wysokosci mojego. Nasze spojrzenia po tak dlugim czasie sie spotkaly. Wzrok Harrego nie byl taki sam jak tamtego goscia z lasu ktory mi zrobil krzywde. Teraz juz wiedzialam. Moj Harry wrocil.

Happily #12

Dzisiaj czulam sie dobrze. Od paru dni mie mialam juz koszmarow, wiec Brad nocowal u siebie. Zaczynalam tesknic za jego towarzystwem. Gdy nie moglam spac lubilam patrzec jak spi. Wgapialam sie w jego twarz, wyrzezbiony nagi tors ktory delikatnie unosil sie w gore i w dol. Bradley sypial w samych bokserkach co mi sie cholernie podobalo.
*dzwiek SMSa*

"OD: Brad
Hej słońce.  Jakie plany na dzisiaj?"

"DO: Brad
Hej. Nic szczegolnego."

"OD: Brad
Wpadnij do mnie."

"DO: Brad
Ok. Bede okolo 18."

Tak wiec, wieczor zamierzalam spedzic u mojego chlopaka. Mmm "moj chlopak". Jak co cudownie brzmi. Wzielam prysznic i przebralam sie. Dochodzila 17 wiec postanowilam cos zjesc przed wyjsciem.  Wyszlam z pokoju i poszlam do kuchni gdzie zastalam mame.
-Wychodzisz gdzies?-spytala poruszajac zabawnie brwiami.
-Tak, ide do Bradleya.
-Okej. Nie wroc za pozno.
-Dobrze. Ymmm... mamo?
-Tak?
-Wiesz cos o Harrym?-spytalam niepewnie. Poprostu musialam to zrobic, mimo iz temat Harrego nie byl poruszany w naszym domu.
-Tata mowil, ze jest juz bardzo dobrze. Nawet z nim rozmawial.
-Rozmawial z nim??
-Tak, z tego co wiem to Harry nawet nie pamietal co ci zrobil. Ale gdy sie dowiedzial nie mogl tego zniesc i unika towarzystwa innych. Nie przejmuj sie kochanie. -powiedziala a mnie zamurowalo. Stalam oslupiala w kuchni ze szkalnka soku w dloni. Mialam racje co do Harrego. To nie byl on. To choroba nim kierowla.
Wypilam sok i odstawilam pusta szklanke do zmywarki. Ubralam sie i wyszlam. Cala droge do Brada myslalam tylko o Harrym. Okolo 10 minut i bylam juz u Brada.
-Ugotowalem cos.-powiedzial gdy bylismy w kuchni. -Siadaj.-dodal posywajac mi piekny usmiech. Mmmmm. Spagetti. Posilek naprawdę szybko znikl z naszych talerzy. Zazwyczaj jem bardzo wolno ale to bylo naprawde dobre. Pomoglam mu pozmywac po kolacji. Brad pozmywal a ja wycieralam talerze. Nagle poczolam jego dlonie na moich biodrach. Pocieral je jednoczesnie skladajac mokre pocalunki na mojej szyi. -Bradley...-jęknęłam. Od czasu gwaltu balam sie kazdego dotyku. 

-Nie bój się mnie. Wiesz o tym, że nigdy nie zrobie ci krzywdy.- na jego slowa odwrocilam sie w jego strone i zlozylam czuly pocalunek na jego ustach. Chlopak od razu go odwzsjemnil i rozchylil mi wargi. Wepchnal mi jezyk do ust i zmyslowo nim poruszal. Dlonmi masowal mi plecy i probowal rozpiac mi stanik przez material bluzki... co mu nie wyszlo. Zasmialam sie i pomoglam mu w tym. Szybkim ruchem zdjelam mu koszulke i odrzucilam gdzies na bok. Kierowalismy sie w strone sypialni. Nagle Brad wzial mnie na rece i rzucil na lozko. Polozyl sie na mnie i rozebieral nas do konca. Zerwal moje spodnie na tyle mocno ze guzik sie oderwal i polecial gdzies obok. Zsunal sie w dol do moich majtek i sciagnal je ze mnie swoimi bialymi zebami. Obdarowywal cale moje cialo pocalunkami. 

-Kocham cie.-wysapal wbijajac sie we mnie do samego konca. Jeknelam. Nasze usta znowu sie spotkaly. Bylo cudownie. Jego ruchy byly takie zdecydowane a za razem delikatne. Jeszcze pare pchniec i w tym samym czasie doszlismy. Brad opadl bez sil obok mnie i powoli uspokajal swoj oddech. Objal mnie ramieniem a ja wtulilam sie w niego przysluchujac sie rytmowi jego serca. Zasnelismy.

CDN. 

Felling so small #11

Jesteśmy w lesie. Czułam się okropnie. Bez silna i skrzywdzona leżałam na wilgotnej i brudnej ziemi. Zimny wiatr zmagał moją nagą skórę. Płakałam. Chciałam umrzeć. Stał nade mną z opuszczonymi do kostek spodniami. Myślałam, że to piekło się w końcu skończy ale myliłam się. Szybkim ruchem pociągnął mnie za nadgarstki do góry. Stałam z nim twarzą w twarz ale nie miałam siły nawet na niego spojrzeć. Brzydziłam się nim. Podniósł moją nogę i usadowił ją sobie na przedramieniu. Nie miałam nawet siły protestować. Ciągle tylko łkałam. Znowu we mnie wszedł. Pisnęłam z bólu. Posuwał mnie bardzo mocno i szybko. Po jakimś czasie poczułam, że dochodzi a jego ciepłe nasienie wypełnia moje ciało od środka. Puścił mnie i założył spodnie. Ja tym samym szybko chwyciłam moje ubrania i zaczęłam biec. Ale oczywiście mnie dogonił.
-Dokąd się wybierasz?! Zamieszkasz ze mną i będziesz już tylko moja. Nie pozwolę aby jakiś gówniarz znowu cię dotknął... Myślałaś, że nie wiem o tym twoim przydupasie?! Jeszcze zrobię z nim porządek.-teraz to naprawdę zaczęłam się bać, nie tylko o mnie ale też o Bradleya. Nie chcę żeby przeze mnie coś mu się stało. Harry nie zachowywał się normalnie. Nagle usłyszałam wycie syren. Policja nadjeżdżała. Ratunek. Harry pociągnął mnie do siebie mocnej i objął wokół talii mocno ściskając.
-Puść mnie!-zaczęłam krzyczeć. Grupa policjantów nas okrążyła, a jeden z nich postrzelił Harrego w nogę. Chłopak upadł na ziemię trzymając się za postrzeloną łydkę. Ja tym samym wyrwałam się z jego uścisku i uciekłam w stronę policjantów. Mężczyźni związali Harrego w kaftan i wsadzili do samochodu. Słyszałam tylko jak policjanci mówili coś o zakładzie zamkniętym. 

Obudziłam się z krzykiem. Znowu ten sam sen. Minęły już trzy tygodnie od tego wydarzenia.
-Wszystko w porządku. Jestem tu. Już dobrze-usłyszałam. Bradley objął mnie ramieniem i pocieszał. Od czasu gdy Harrego zamknęli w psychiatryku Brad ciągle jest przy mnie. Tylko dzięki niemu jeszcze nie ześwirowałam. Co wieczór przychodził do mnie i spał obok żeby pomóc mi poradzić sobie z tymi koszmarami. Słyszałam od rodziców, że Harremu podają silne leki na jego chorobę... tak, Harry był chory psychicznie. Podobno z Harrym jest coraz lepiej, a jego stan to tylko takie "chwilowe" załamanie. Lekarze mówią, że dzieki lekko już za rok może być całkowicie zdrowy. Chyba nigdy mu nie wybaczę tego co mi zrobił ale trzymam za niego kciuki. Chcę aby wszystko wróciło do normy. Wiem, że gdzieś głęboko jest ten chłopak którego poznałam. Mój Harry.

CDN.

Escape make you fall in the middle of the destination #10

-Jak to możliwe?  Co ty tu robisz?- spanikowana obsypywalam pytaniami Harrego.
-Wiem, że to trudne,  ale usiądź i uspokuj się-powiedział i ręką wskazał mi na stojące niedaleko krzesełko.  Chwiejnym krokiem poszłam po nie i ustawiłam bliżej celi chłopaka. Łzy cisnęły mi się do oczu. Wszystko powoli do mnie docierało. Nikt bez powodu nie znajduje się w takim miejscu.  Cela śmierci to nie byle co. Harry musiał być oskarżony o jakieś zabójstwo i to może nawet nie jedno. Ale jak to w ogóle możliwe?  Harry zawsze był dla mnie dobry, opiekuńczy i w ogóle.  Nie wierzę,  że mógłby się posunąć do czegoś takiego.
Siedziałam na zimnym metalowym krześle próbując uspokoić moje ręce,  które trzesły sie z przerażenia. Czułam wzrok Harrego na sobie, ale nie miałam odwagi na niego spojrzeć. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć.  Winny czy nie, musiał mi to wszystko wytłumaczyć.
-Pisz.
-Słucham ?-w pierwszej chwili nie wiedziałam o co mu chodzi ale posłusznie wyjęłam długopis i notes z torebki.
-Musisz napisać referat. Pamiętasz?
-No tak, ale...-Harry mi przerwał i zaczął opowiadać o tym jak tu trafił. Notowałam każde jego słowo. Sto razy powtarzał w trakcie jak bardzo za mną tęskni i mnie kocha,  ale ja nie potrafiłam mu odpowiedzieć tych trzech krótkich słów "ja ciebie też". Nie wyobrażam sobie powiedzieć mu o tym, że jestem teraz z kimś. Nie wybaczył by mi, że tak szybko sobie kogoś znalazłam.  Nie chciałam go jeszcze bardziej dobijać, itak ma przesrane.
-Wracałem ze sklepu, gdy zobaczyłem leżącą na chodniku dziewczynę. Było ciemno więc nawet nie widziałem jej twarzy, a tym bardziej tego, że była w krwi. Nie oddychała, a a pobliżu nikogo nie było, więc zacząłem ją reanimować. Niestety wszystko na nic. Ona nie żyła a ze mnie też nie jest najlepszy ratownik. Nagle usłyszałem syreny radiowozu. Pare sekund później zjawiła się policja i pogotowie. Światła ich samochodów oświetliły mnie i zauważyłem że miałem całe ręce w krwi. W sumie nic dziwnego bo ją reanimowałem, ale policja nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień.  Zakuli mnie w kajdanki. Potem odbył się proces a że nie było żadnych świadków trafiłem tu. Nie chciałem cię okazywać Jade, ale wolałem to zrobić niż zostać do końca życia mordercą w twoich oczach. Zrozum mnie. Tak bardzo cie kocham.-skończył mówić a ja wpatrywałam się w niego bez zbędnych słów.  Łzy ciągle spływały po moich policzkach, ale nie mogłam tego uniknąć.  Tak bardzo mi było go szkoda. Nie mogę pozwolić aby ktoś bliski zginął niewinnie. Zaczęłam powoli układać sobie wszystko w głowie. Przysunęłam głowę bliżej znajdującego się za kratami Harrego i szepnęłam cicho, tak aby tylko on mógł to usłyszeć.
-Pomogę ci uciec.-dostrzeglam radość w jego oczach i chciałam żeby to szczęście na zawsze tam zostało.  Byłam na tyle zdeterminowana żeby naprawdę mu pomóc w ucieczce. To niesprawiedliwe żeby poszedł się smażyć na tym krzesełku elektrycznym. Ochroniarz dał mi swoje klucze od tego bloku wieziennego żebym mogła tu codziennie przychodzić w sprawie referatu z WOSu i codziennie sobie sama otwierać. Myślę, że powinno mi się jakoś wyrwać Harrego stąd. Ale co z resztą więźniów?  Jak zobaczą,  że Harry ucieka znaczną krzyczeć i nic z tego nie wyjdzie. Ale chwila... nagle przypomniałam sobie o proszkach usypiajacych które miałam w torebce. Miałam je mieć na chemię i zrobić z nimi doświadczenia ale tak się złożyło że przydadzą mi się teraz o wiele bardziej.
-Ej. Chcecie trochę koki?-zawołał Harry, a wszyscy oczywiście chcieli więc od razu polkneli dane im przeze mnie tabletki. Chwile później wszyscy usunęli a ja otworzyłam drzwi Harremu. Chłopak od razu się we mnie wtulił dziękując mu za to co dla niego robię.  Bez problemu opuscilismy wiezienie. Poszło nam bardzo gładko. Głównie dla tego że wszyscy mi tu ufali z powodu tego że dobrze znali mojego tatę. Bieglismy najszybciej jak sie dało żeby jak najszybciej znaleźć się daleko od więzienia. Dotarliśmy do jakiegoś lasu i tam stanelismy. Harry niespokojnie rozgladal się do okoła.
-Nie wiedziałem że jesteś taka naiwna Jade.-zasmial się szyderczo. Co?! Czy ja napewno dobrze zrozumiałam.  Przerażona zrobiłam krok do tyłu oddalajac się od chłopaka.
-To ja zabiłem tamtą kobietę...A dokładniej twoją nauczycielkę od gry na gitarze.-omfg. Teraz to już się go poważnie bałam.  Wszystko się zgadzało. Moja nauczycielka wzięła nagły "urlop" i przysłali w zastępstwie Bradleya. Kopnelam Harrego w krocze i zaczęłam uciekać,  ale bardzo szybko mnie dogonil. Złapał mnie bardzo mocno za nadgarstki i przyparł do drzewa jednocześnie przylegając do mnie całym swoim ciałem.
-Zapomniałem ci jeszcze czegoś powiedzieć...-Urwał w połowie i ciągle się śmiał. Przyciskał swoje ciało bardzo mocno do mojego. Pisnęłam z przerażenia gdy poczułam jego erekcję przez materiały naszych spodni.
-... przed tym jak ją rozerwałem na kawałki zwgałciłem ją.
CDN.

Midnight memories #9

2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ...
Jakoś radzę sobie bez Harrego. Brakuje mi go, ale Bradley ciągle mnie wspiera. Przychodzi do mnie, wozi mnie do szkoły i bardzo sie troszczy. Jest taki słodki. Dzisiaj jestem z nim omówiona na wieczór filmowy a w roli głównej The Ring. Idę do niego i myślę że zostanę na noc, ale to raczej nie problem bo Brad ma dwie sypialnie, czyli będę miała gdzie spać. Poszłam pod prysznic. Ciepła woda spływała po moim ciele relaksując mnie. Wzięłam ulubiony truskawkowy szampon i umyłam nim włosy. Po około 15 minutach wyszłam. Zrobiłam codzienny makijaż i ubrałam sie w jakieś ciuchy. Byłam gotowa do wyjścia. Miałam być u Bradleya około 19, wiec już było ciemno. Szlam słuchając muzyki. Chwile później w moich słuchawkach zaczęła lecieć ulubiona piosenka Harrego.
"Don't let me 
Don't let me go
'Couse I'm tried of feeling alone
Don't let me 
Don't let me go
'Couse I'm tried of sleeping alone".
Zatęskniłam za nim. Ciekawe co teraz robi? Czy jest mu dobrze w tej Holandii? Nie odzywał sie cały miesiąc. Może już o mnie zapomniał... trudno. "Nie będę płakać. Nie będę płakać." powtarzałam sobie w myślach i to mi pomogło. Pare minut później byłam już u Bradleya. 
-Hej skarbie.-przywitał mnie szerokim uśmiechem i pocałował mnie w kącik ust. 
-Hej.-uśmiechnęłam sie i weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę i włożyłam ją jak zawsze do szafy. Byłam u niego już sporo razy i czułam sie tu jak w domu. 
-Napijesz sie czegoś?
-Nie, dzięki. Może potem.-uśmiechnęłam sie i puściłam mu oczko. Usiadł na kanapie a zaraz potem i ja usiadłam obok niego. 
-Gotowa na film?-zaśmiał sie. Doskonale wiedział, że nie lobię horrorów a szczególnie tego, więc dlatego go wybrał.
-Taaa, jasne.- film sie zaczął. Pierwsze około 30 minut było strasznie nudne. Oparłam głowę o ramie chłopaka i okładałam dalej. Nagle pojawiła sie główna postać. Wzięłam leżącą obok poduszkę i zaczęłam sie nerwowo ja ściskać. 
-Kochanie jak chcesz sie do czegoś poprzytulać to masz mnie.-zaśmiał sie widząc moje działania.
-Bardzo śmieszne.-odparłam sarkastycznie i wróciłam do oglądania filmu. Niestety znowu zaczęły się "krwawe sceny" i już prosiłam Bradleya żeby przełączyć na coś innego. Chwile później siedzieliśmy już w spokoju oglądając jakąś komedię romantyczną. Było pełno śmiechu. Film był naprawdę dobry. Nagle głowni bohaterowie polecieli w ślinę. No tak scena łóżkowa. Zauważyłam, że Brad patrzy się na mnie i delikatnie przysuwa w moja stronę. Udawałam, że tego nie widzę. Czułam jak moje policzki stają się czerwone. Bradley podniósł rękę i odgarnął mi włosy. Spojrzałam na niego i po chwili musnął moje usta. Od razu oddalam pocałunek, co go chyba lekko zdziwiło. Bradley objął mnie w talii i delikatnie masował moje plecy przez materiał bluzki. Wsunęłam palce w jego włosy delikatnie ciągnąc za końcówki. Poczułam jak językiem przejeżdża po mojej wardze prosząc o dostęp, który mu oczywiście dałam. Nie byłam pewna czy dobrze robię brnąć w to dalej, bo znałam go dość krótko, ale to co ze mną robił doprowadzało mnie do szaleństwa. Nasze języki toczyły walkę o dominacje. Po chwili oderwaliśmy sie od siebie z powodu braku tlenu.
-Chodźmy na górę.-wysapał mi do ucha lekko przygryzając jego płatek i pociągnął mnie za rękę. Wstałam i posłusznie szłam za nim... a właściwie biegłam. Szybo wpadliśmy do jego sypialni sapiąc. Brad zamknął za nami drzwi i przycisnął mnie do nich swoim ciałem całując moją szyję. Mogę się jedynie domyślać jak będzie ona wyglądać jutro, czyli cała w malinkach. Chłopak wsunął mi ręce pod bluzkę i szybkim ruchem pozbawił mnie jej rzucając ją gdzieś na podłogę. Nie pozostałam mu dłużna i również zdjęłam jego czarny t-thirt. Jeszcze chwila i oboje byliśmy już w samej bieliźnie. Bradley wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Było ono dość małe, tak że dwie osoby nie zmieściły by się na nim, ale w przypadku nas nie leżeliśmy obok siebie tylko na sobie. Uśmiechnęłam się sama do siebie gdy o tym myślałam. Usta chłopaka znowu znalazły się na moich. Ciągle wodził swoimi dłońmi po całym moim ciele. Chciałam go jeszcze bliżej. Oplotłam nogami jego biodra i przyciągnęłam bliżej siebie. Zsunął moją bieliznę i odrzucił gdzieś gdzie znajdowała się reszta naszych ubrań. Zdjęłam jego bokserki i od razu poczułam go całego w sobie. Jęknęłam z bólu ale i z przyjemności jaką mi dawał swoimi ruchami. Nie trwało to długo i oboje doszliśmy. W powietrzu było czuć zapach miłości. Jego głowa leżała na moim ramieniu tak, że sapał mi do ucha  ze zmęczenia. Sięgnęłam ręką i okryłam nasze nagie ciała kołdrą.
-Byłaś cudowna kochanie. Dziękuję.-szepnął powodując u mnie uśmiech. Pocałowałam go w odpowiedzi. Leżeliśmy tak, wtuleni w siebie, aż usłyszałam ciche pochrapywanie. Bradley usnął, więc ja też postanowiłam trochę się zdrzemnąć...

Rano obudził mnie dźwięk mojego budzika. No tak... szkoła. Byłam sama. Brada nie było przy mnie. Usłyszałam dźwięk wody dochodzącej z łazienki. Bierze prysznic. Ja też powinnam, ale nie miałam na to czasu. Nie lubię się spóźniać. Pospiesznie się ubrałam i czekałam aż Bradley wyjdzie bo chciałam się jeszcze pożegnać. Niestety kąpał się dość długo, więc napisałam mu karteczkę i wyszłam. 
Bradley mieszkał dość blisko mojego liceum, więc po około 10 minutach już byłam na miejscu. Zajęcia mijały jak co dzień, ale wcale nie mogłam się na nich skupić. Ciągle myślałam tylko o tym co się wydarzyło wczorajszej nocy. Na pewno tego nie żałowałam. Było cudownie. To była chyba najlepsza noc w moim życiu. Myślę, że w końcu wszystko zaczęło się układać... dzięki Bradleyowi. Dzisiaj był dobry dzień i muszę go wykorzystać. 
Kilka lekcji minęło, aż w końcu czekał mnie WOS. Przedmiot, którego najbardziej nie lubię. Jako jedyny mam z niego złe oceny.
-Dzień dobry, usiądźcie. Dzisiaj jako pierwsze chciała bym wam przedstawić szanse na poprawę ocen.- coś dla mni. Słuchałam z zaciekawieniem i notowałam każde słowo nauczycielki. A ta "szansa na poprawę ocen" to właściwie był projekt. Dotyczył on wzrostu liczebności przestępstw i ogólnie o karach za nie. Moja pierwsza myślą było wiezienie. Wpadł mi do głowy pomysł na zrobienie tego projektu w formie wywiadu. Wywiadu ze skazańcem. Tak sie składa ze mój tata ma znajomości w takim jednym wiezieniu. Było to wiezienie z którego się nie wychodzi po odsiedzeniu wyroku. To była tak zwana cela śmierci. Po powrocie do domu tata niechętnie zgodził sie na moja propozycje i umówił mnie na "wizytacje" w wiezieniu. Znajdowało się ono na obrzeżach miasta, czyli około 20 minut jazdy autobusem. Gdy byłam już w środku przywitał mnie kolega taty i oprowadził krótko po więzieniu. Zeszliśmy jakieś dwa pietra niżej i byliśmy w drodze do cel skazańców. 
-Pamiętaj abyś nie zwracała uwagi na ich komentarze czy zaczepki. Najważniejsze jest to, że oni myślą tylko o jednym O UCIECZCE-podkreślił te słowa i zciszył nieco głos.
-Nie daj sie nabrać na ich tanie sztuczki.-dodał. Jestem już dorosła i wiem takie rzeczy. Nie wiem czemu ten koleś tak dramatyzuje. Przytakiwałam posłusznie głową, ale nawet nie słuchałam co do mnie mówi. Zależało mi tylko żeby zaliczyć ten projekt na dobra ocenę. W końcu ochroniarz otworzył mi żelazne drzwi i byłam już na korytarzu gdzie znajdowały sie cele. Słychać było głośne rozmowy i śmiechy więźniów, lecz gdy drzwi się zamknęły nagle zapanowała cisza. Wszyscy sie we mnie wgapiali. No tak zapomniałam... miałam na sobie skąpe spodenki, koturny i bluzkę na ramiączka. Mój strój idealnie podkreślał kształty mojego ciała. Ale było lato i straszny upal wiec nie było opcji żeby ubrać sie inaczej. Więźniowie gwizdali i rzucali jakieś głupie teksty w moja stronę typu "hej laska podejdź bliżej to sie zabawimy". Speszyłam się nieco i stałam bez ruchu w miejscu zastanawiając sie co robić dalej. Nagle usłyszałam chrypki głos jednego więźnia.
-Zamknijcie sie. Dajcie jej spokój. - krzyknął do pozostałych i jakby zaczarowani wrócili do swoich codziennych zajęć. Już wiedziałam z kim chce zrobić ten wywiad. Podeszłam bliżej celi chłopaka który jakoś wybawił mnie z opresji. Jego cela była na samym końcu korytarza. Rozejrzałam sie lekko i podeszłam bliżej. Nie mogłam zobaczyć jego twarzy, gdyż stal tyłem do mnie. Chrząknęłam próbując zwrócić jego uwagę, ale na marne. Chłopak nie odwrócił się. Widziałam od tylu, że był brunetem. Miał raczej dłuższe włosy i był ubrany w granatowy strój więzienny. Tylko tyle zdołałam odgadnąć, gdyż miał zasłonięte okno jakaś tkanina i przez to jako jedyna jego cela była prawie w ciemności. 
-Dzień dobry. Nazywam sie Jade. Chciałam ci podziękować, że stanąłeś w mojej obronie.-powiedziałam nieśmiało.
-Cześć Jade. Nie ma sprawy.-powiedział. Wydawało mi się, że już gdzieś słyszałam ten głos, ale pewnie musiało mi sie pomylić. Było tu dość głośno gdyż pozostali więźniowie grali w swoich celach w karty i krzyczeli na siebie nawzajem. Tylko on jeden był raczej spokojny. Wydawał sie normalny. Zaczęłam się zastanawiać co robi w takim miejscu ktoś taki jak on. 
-Mogła bym zadać Panu kilka pytań? Robię referat.-spytałam już nieco pewniej. Postanowiłam, że nie będę zwracać się do niego na "ty" bo w końcu nie wiem ile ma lat. Miałam nadzieje, że sie zgodzi bo inaczej nici z dobrej oceny. 
-Nie jestem pewny czy jest o co pytać-odpowiedział siedząc ciągle tyłem do mnie. Wydawał sie być przygnębiony i nie dziwie sie mu. Pewnie zostało mu niewiele czasu. Sad zwykle daje tylko około miesiąc czasu na wykonanie wyroku śmierci. 
-Na pewno jest. Może mógł by Pan odwrócić się do mnie.-spytałam jak najmilej byle tylko sprawić żeby sie odwrócił. Już trochę mnie to irytowało, że ktoś mówi coś do mnie z taką zniewagą. Choć moze to był wstyd? Nagle więzień wstał i odsunął krzesło na którym siedział na bok. Chciał się odwrócić, ale wciąż jakaś siła broniła go przed tym. 
-Obiecaj, że mimo iż mnie zobaczysz zostaniesz i mnie wysłuchasz.-powiedział. Nie ukrywam ze zdziwiła mnie jego wypowiedz. W pierwszej chwili pomyślałam, że może ma jakieś blizny na twarzy czy coś i dlatego tak bardzo wstydzi sie swojego wyglądu, ale po dłuższym zastanowieniu pomyślałam, że to dość głupie. 
-Obiecuje.-odpowiedziałam i obserwowałam jego ruchy. Powoli odwrócił się w moja stronę, a ja mimo ciemności dostrzegłam jego twarz. Nie! To nie może być prawda! Czułam jak moje oczy zalewają się łzami.
-O MÓJ BOŻE! Harry co ty tu robisz?!
CDN.



Wiec mamy dłłłługi rozdział ;) Trochę się namęczyłam go pisząc ale mam nadzieję, że się podoba <3
BTW sorki za błędy ale nie pisałam na kompie :/

I'm leaving #8

Całą lekcję nie mogłam spuścić z niego wzroku. Przez cały czas wpatrywałam się w jego włosy, twarz i każdy najmniejszy ruch. Ale tym razem było inaczej. Ani razu nie spotkałam jego spojrzenia. Wcale na mnie nie zerkał. Może już go po prostu nie interesuję? A może tylko mi sie wydawało, że mnie lubi...? Zbyt wiele pytań narastało w mojej głowie, choć wiem, że nie powinnam myśleć o tym w ten sposób. Mam chłopaka i to on powinien mnie najbardziej interesować. Taaaa... Jednak coś cholernie przyciągało mnie do Bradleya. Po godzinie lekcja się skończyła. Dziewczyny szybko wybiegły z sali, aby jak najszybciej być w domu, więc wychodziłam sama. Założyłam kurtkę i kierowałam się ku wyjściu, gdy nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za rękę. Był to nie kto inny jak Brad. Dość mnie to zaskoczyło. Odwróciłam się na pięcie w jego stronę i po raz pierwszy dzisiejszego dnia przeszywał mnie wzrokiem.
-Ymmm. Co robisz dzisiaj wieczorem, Jade?-odezwał się nagle. Zauważyłam, że ciągle trzymał mnie za rękę i myślę, że na samą myśl o tym iż moja dłoń spokojnie spoczywa w jego zaczerwieniłam się.
-Oczywiście jeśli nie chcesz to spoko...-odezwał się po dłuższej chwili. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. W sumie takie spotkanie nie musi nic znaczyć. To może być po prostu miły wieczór w towarzystwie kolegi.
-Jasne.-odparłam pewnie posyłając mu krótki uśmiech.
-No to super...yyy to znaczy fajnie.-zaśmiał się-Może być o 19:00?
-Okej.
-Przyjadę po ciebie. No to do zobaczenia.-kiwnęłam głową na "tak" i wyszłam. Około 20 minut później byłam już w domu. Szybko wpadłam do pokoju i dorwałam się do szafy w poszukiwaniu jakiegoś stroju na dzisiejszy wieczór. Powywracałam wszystko do góry dnem zostawiając bałagan ale wreszcie znalazłam strój. Nie chciałam się za bardzo stroić ale starałam się wyglądać elegancko. Do tego delikatny makijaż i byłam gotowa. Chwilę potem zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę-krzyknęłam do rodziców. Wyszłam z pokoju, poprawiłam włosy i otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się HARRY.
-O hej Harry. Co ty tu robisz?-spytałam zakłopotana. Nie wiedziałam co robić. Za chwilę pojawi się Bradley.
-Ja też się cieszę, że cie widzę.-odparł z sarkazmem-wychodzisz gdzieś?-spytał zauważając mój nie codzienny strój.
-Nie! To znaczy tak.-mamrotałam bez sensu. Nagle mój telefon zawibrował. Szybko go wyciągnęłam i odczytałam wiadomość.

"OD: Numer nieznany
Trochę się spóźnię. Przepraszam. Brad"

Uff. Może jeszcze uda mi się jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Schowałam telefon i zaprosiłam Harrego do środka. Weszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżku.
-Stęskniłem się za tobą-powiedział chłopak po czym namiętnie wpił się w moje usta. Wbrew sobie oddałam pocałunek. Po chwili oderwaliśmy się od siebie z powodu braku powietrza.
-Przyszedłem do ciebie bo muszę ci coś powiedzieć... Nie wiem od czego zacząć...
-Spokojnie. Mów.-chciałam trochę go podtrzymać na duchu bo po jego zachowaniu zauważyłam, że to coś raczej poważnego.
-Mój tata dostał awans i musi przenieść się do Holandii, więc ja z mamą jedziemy razem z nim.
-Ale jak to? Na stałe?-czułam jak łza powoli sączy się po moim rozgrzanym policzku.
-Niestety tak...-odpowiedział i mocno się do mnie przytulił. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i rozkoszowałam zapachem perfum. Nigdy tego nie zapomnę.
-Muszę już iść. Będę się odzywał. Proszę nie zapomnij mnie. Kocham cię, Jade i zawsze będę. Pamiętaj o tym. Jesteś dla mnie najważniejsza. Żegnaj księżniczko.-szepnął i wyszedł. Było mi strasznie smutno. Usiadłam na łóżku i płakałam. Nagle u progu moich drzwi stanął Bradley. Widocznie Harry jak wychodził nie zamknął drzwi. Usiadł obok mnie i otarł mi łzy.
-Przepraszam. Ja..-zacięłam się. Nie mogłam dobrać odpowiednich słów
-Co się stało?-spytał obejmując mnie ramieniem
-Straciłam przyjaciela.-odpowiedziałam szlochając. Wtuliłam się w niego i ciągle płakałam, ale właśnie sobie coś uświadomiłam. Harry to przyjaciel, nie chłopak. Owszem był dla mnie bardzo ważny, ale to jednak nie była miłość. Tylko tak myślałam, ale tylko do chwili kiedy spotkałam Bradleya. Teraz wszystko było już dla mnie jasne.
TO BE CONTINUED

No to mamy kolejny rozdział ^^ taki sobie, ale przynajmniej już wszystko jasne i następny rozdział bd fajny. Myślę, że zrobię +18, ale jeszcze nwm ;) Liczę na komentarze. Do następnego ;*

With half an arrow in my chest #7

Leżałam w łóżku próbując zasnąć. Nic z tego. W mojej głowie ciągle krążyła jedna myśl HARRY. Pocałował mnie. Kocha mnie. Kocham go. Czy coś może być piękniejszego? Powinnam być najszczęśliwszą osobą na świecie... tak, powinnam, ale nie jestem. Nie wiem dlaczego, ale od rana czuję się jakoś dziwnie. Coś mnie dręczyło, ale sama nie byłam pewna co to jest. Odblokowałam telefon i zaraz po tym jak znalazłam słuchawki w moich uszach leciała już muzyka, która pomogła trochę moim myślom się wyciszyć. Po jakimś czasie odpłynęłam do krainy snu.
Stał tuż za mną. Czułam jego oddech na mojej szyi. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie tak, że jego krocze było dociśnięte do mnie. Odgarnął moje włosy i delikatnie musnął skórę mojej szyi. W końcu odwrócił mnie i stałam już przodem do niego zatapiając się w jego brązowych tęczówkach. 
-Bradley... my nie powinniśmy..-jęknęłam ale w moim głosie nie można było dostrzec ani krzty pewności. To co ze mną robił po prostu doprowadzało mnie do szaleństwa... jego dotyk, uśmiech, głos.
-Harry się nie dowie.-szepnął
Nagle w pokoju rozległ się głośny dźwięk budzika. To był tylko sen. Obudziłam się cała spocona i roztrzęsiona. Co się ze mną dzieje? I dlaczego śni mi się Bradley? Dopiero co związałam się z Harrym a już miewam sny jak go zdradzam... Zajebiście. Nie mogłam przestać myśleć o Bradzie... od kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, dotknął moją dłoń. Okłamywałam sama siebie, że nic do niego nie czuję ale najwyraźniej tak nie było. Ale wiedziałam, że kocham też Harrego. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Tak długo czekałam żeby między nami zaiskrzyło. Nie chcę teraz tego zniszczyć.
Ogarnęłam się i wyszłam do szkoły. Na zajęciach oczywiście spotkałam Harrego. Przywitał mnie pocałunkiem, który niepewnie odwzajemniłam. W klasie oczywiście wszyscy już wiedzieli, że jesteśmy razem, więc gdy się całowaliśmy dziewczyny tylko mruczały "Awww". To było nawet słodkie i  w sumie poprawiło mój humor.
Cały tydzień bardzo szybko zleciał. Harry zachorował i pare dni go nie było w szkole, ale i tak ciągle byliśmy w kontakcie. Mimo tego tęskniłam za nim i pare razy go odwiedziłam. Wtedy leżeliśmy zwykle cały dzień w jego łóżku zajęci sobą i drobnymi pieszczotami. Najbardziej obawiałam się jednego... piątku i mojego kursu gry na gitarze. W głębi duszy modliłam się żeby moja wcześniejsza nauczycielka już wróciła z urlopu. Nie chciałam widzieć Brada.
Po piątkowych lekcjach udałam się na przystanek autobusowy.  Był już raczej wieczór więc na przystanku poza mną nikogo nie było. Nagle na miejscu podjazdu dla autobusu pojawił się granatowy Mercedes. Próbowałam nie zwracać na to uwagi, ale kątem oka próbowałam dostrzec kierowcę pojazdu. "Przecież na świcie z milion osób ma taki samochód" myślałam... ale przeliczyłam sie. Z auta wysiadł nie kto inny jak Bradley. Starałam się zachować kamienną twarz i nie reagować. Brad podszedł bliżej i światło latarni już idealnie oświetlało jego piękną twarz.
-Hej Jade.
-O hej, nie poznałam cię.-skłamałam wymuszając uśmiech.
-Myślę, że jedziesz na kurs. Może pojedziemy razem?
-Ok, czemu nie.- na moje nieszczęście chwilę potem byliśmy już w drodze do "szkoły muzycznej". Chłopak starał się rozluźnić trochę atmosferę i opowiadał zabawne historie, które kiedyś mu się przydarzyły. Było naprawdę zabawnie. Całkowicie się rozluźniłam i poddałam jego urokowi. Rozmawiało nam się naprawdę ciekawie. Nagle znowu poczułam jego dłoń na moim kolanie, ale nawet nie próbowałam się jej pozbyć. Chwilę później byliśmy już na miejscu. Wysiadł przede mną z samochodu i otworzył mi drzwi. Od razu poczułam jak rumieniec wkrada się na moją twarz.
-Ślicznie się rumienisz.-zaśmiałam się lekko słysząc jego słowa, lecz on miał całkowicie poważną minę. Weszliśmy radem do sali i od razu spojrzenia dziewczyn padły na nas. Domyślam się co sobie musiały myśleć.
-Wiem, że Jade jest ładna ale nie musicie tak się patrzeć.-zaśmiał się, gdy ja prawie spaliłam się ze wstydu, lecz chwilę potem uśmiechnęłam się sama do siebie. On uważa, że jestem ładna.
CDN.

Change

Hey. Jak już pewnie wiecie ten blog nie będzie dłużej prowadzony o Justinie.
Teraz w roli głównej Harry Styles i Bradley Simpson <the Vamps> ;)
Btw zapraszam tu => www.whatifthereisnoforever.blogspot.com
Bye ;*


ps. Nowy rozdział powinien pojawić się dzisiaj wieczorem ;)

Specially for my Jade #6

~I'm sorry if I say, "I need ya"
But I don't care, I'm not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong 
That you make me strong~                                  


Jade's POV
Jak codziennie rano wybrałam się do szkoły. Dużo myślałam o tym co przydarzyło się Mer. Szkoda mi jej. Jak tylko spotkam tego idiotę Justina powiem mu co o nim myślę... i to tak, że nie będzie miał odwagi zbliżyć się do niej więcej. 
Do szkoły mam nie daleko więc byłam tam już po około kwadransie drogi. Weszłam do szkoły i kierowałam się w stronę sali lekcyjnej. Po drodze zauważyłam Harrego. Stał oparty o ścianę rozmawiając ze znajomymi. Uśmiechnęłam się delikatnie w jego stronę. On również posłał mi uśmiech. Widziałam kątem oka jak nie spuszcza ze mnie wzroku. Szłam środkiem korytarza myśląc jedynie o tym żeby się nie zaczerwienić. Próbowałam zachować kamienną twarz.
Czułam coś do Harrego, ale nie byłam pewna czy on odwzajemnia moje uczucia, więc wolałam zachować to dla siebie. 
Lekcje w szkole minęły nawet szybko. Po zajęciach jak zawsze w piątki miałam kurs gry na gitarze. Lubiłam tam chodzić. Zawsze mogłam się odstresować i chociaż na chwilę zapomnieć o problemach... codzienności. Nie miałam jakiegoś talentu, ale nie szło mi też najgorzej. 
W mojej grupie zwykle były trzy osoby. Specjalnie wybrałam mniej liczną grupę aby nauczycielka mogła nam lepiej tłumaczyć. Weszłam do sali i z koleżankami czekałyśmy na Panią. Minęło jakieś 10 minut, ale nikt nadal nie przychodził. To było dość dziwne, bo ona zazwyczaj nigdy się nie spóźniała. Nagle do sali wszedł młody brunet. Miał na oko około 18-19 lat. Nasze spojrzenia się spotkały, a jego piękne oczy rozbłysły. Prawie się w nich utopiłam.
-yyy Cześć wszystkim.-Odezwał się wreszcie.-Wasza nauczycielka nie mogła przyjść, więc na razie ja ją zastąpię. 
-A na jak długo, jeśli można wiedzieć?-spytała się koleżanka.
-Myślę, że potrwa to około miesiąc dopóki nie znajdą zastępstwa.-odpowiedział, gdy ciągle patrzyliśmy się sobie w oczy. JADE OGARNIJ SIĘ. Słyszałam głos w głowie i spuściłam wzrok na podłogę. 
-No to zaczynamy lekcję. Zagrajcie mi to co teraz ćwiczycie.-Powiedział po czym każda z nas wzięła gitarę i zaczęłyśmy grać. Chłopak wstał i po kolei zaczął przyglądać się nam jak gramy i dawać drobne wskazówki. Minął dwie dziewczyny po czym dotarł do mnie.
-Nieźle. Możesz jeszcze spróbować tak..-powiedział po czym wziął moją dłoń i przesunął ją w stronę innych strun. Zdziwiło mnie, że nie puścił mojej dłoni tylko  ciągle ją trzymał. Rumieniec wdarł się na moją twarz ale nie przestawałam grać. Czułam jak gładzi kciukiem wierzch mojej dłoni. Uśmiechnął się i odszedł pomóc następnej dziewczynie. Obserwowałam jego ruchy, ale wobec niej nie zachowywał sie tak samo. Stał z daleka a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji... tylko znudzenie. Po godzinie lekcji zbierałyśmy się do domu. Jak zawsze wychodziłam z sali ostatnia bo nie mogłam znaleźć słuchawek i kluczy. 
-Umm. Dowidzenia...-nie wiedziałam jak się nazywa więc urwałam w połowie
-Bradley... mam na imię Bradley.-powiedział i podszedł do mnie. Wyciągnął śmiało rękę w moim kierunku, którą delikatnie ścisnęłam
-Ja jestem Jade.
-Miło mi cię poznać. yyy Idziesz może w kierunku centrum?
-Tak.
-Pozwól, że cię podwiozę.
-No nie wiem... nie chcę robić kłopotu.
-Żaden problem. To dla mnie przyjemność.-uśmiechnął się po czym wspólnie wyszliśmy na parking przed budynkiem. Otworzył mi drzwi do granatowego Mercedesa po czym chwilę później jechaliśmy już w kierunku mojego domu. Przez całą drogę bardzo dobrze nam się rozmawiało. Czułam jakbym go znała od dawna. Kilka razy poczułam jego rękę na moim kolanie, ale starałam się nie zwracać na to uwagi, chociaż jego ciepła, delikatna dłoń wcale mi nie przekazała. W końcu byliśmy już pod moim domem. 
-Dziękuję. Było miło.-powiedziałam cicho posyłając mu uśmiech. 
-Tak, mi również.-przeczesał ręką włosy i zbliżył się do mnie lekko.
-Mógłbym cię odwozić co tydzień.-zaśmiałam się razem z nim.
-No to, cześć.-Chciałam wyjść z samochodu, ale Bradley przybliżył się jeszcze bardziej i chciał mnie pocałować w policzek na pożegnanie. Owszem był czarujący i przystojny, ale odsunęłam głowę nie pozwalając mu mnie pocałować. Dostrzegłam nutę rozczarowania w jego oczach. Przez moment nawet było mi głupio. Wyszłam z samochodu zamykając za sobą drzwi. Odeszłam kilka kroków i widziałam jak samochód odjeżdża. 
Nie mogłam pozwolić mu na ten gest. Nie chciałam robić mu nadzieji, bo sama nie wiem czy coś by z tego wyszło. Nie wiedziałam teraz co czuję, ale wiedziałam co powinnam zrobić i co powinnam była zrobić od dłuższego czasu. Napisałam do Harrego, który pięć minut później był już pod moim domem. Widocznie był gdzieś w okolicy, że pojawił się tak szybko.
-Harry, chciałabym ci coś powiedzieć..-zaczęłam. Bardzo się stresowałam. Nie wiedziałam od czego zacząć, co powiedzieć. Wszystko mi się mieszało.-Harry, ja...-ciągnęłam. Nagle chłopak podniósł rękę i przyłożył mi palec do ust abym nic nie mówiła. Położył mi dłoń na policzku i musnął moje usta. Automatycznie oddałam pocałunek mocniej wbijając się w jego usta. Bo kilku chwilach bez tchu odsunęliśmy się od siebie. 
-Kocham cię-szepnął mi do ucha 
-Ja ciebie tez.-w tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. 

I knew that this "relationship" seems to be too beautiful #5

~wspomnienia zapisane są kursywą~

Mer's POV
Jesienne popołudnie dłużyło się niemiłosiernie. Jedyne czym się pocieszałam to to, że miałam dzisiaj wolne. W szkole przez cały tydzień były próbne matury więc młodsze klasy miały skrócone lekcje... a że rodzice pozwolili mi jeden dzień nie iść to nie protestowałam. Tak, chodzę do szkoły średniej, a właściwie do drugiej klasy. Już nie mogę się doczekać kiedy w końcu skończę tą szkołę. Te lekcje to masakra. Nie myśląc dłużej o szkole postanowiłam trochę ogarnąć w pokoju. Nie zeszło mi się jakoś szczególnie długo, ale byłam zmęczona jakbym przebiegła maraton. Poszłam w stronę szafy i wzięłam z niej jakieś ciuchy na przebranie. Jeszcze krótki prysznic i postanowiłam jakoś wykorzystać ten dzień. Napisałam do Jade.

DO: Jade
"hej. skoczymy gdzieś ?"

OD: Jade
"hej. sorki ale dzisiaj nie dam rady :("

DO: Jade
"ok :( pa"

Niestety Jade nie dzisiaj była zajęta, więc od razu pomyślałam o Justinie. Chciałam zrobić mu wizytę-niespodziankę. Zeszłam na dół, gdzie zastałam tatę.
-Hej. Wychodzę.-rzuciłam na odchodne
-Ok. Nie wróć za późno.-krzyknął za mną puszczając mi oczko.
-Okej. Pa.-wyszłam i kierowałam się w stronę domu Justina. Miałam do niego około 15 minut piechotą, więc chwila moment i już stałam u jego drzwi. Prawdę mówiąc trochę stęskniłam się za nim. Poprawiłam włosy i delikatnie nacisnęłam na dzwonek. Przez krótką chwilę wsłuchiwałam się w spokojny dźwięk sygnału, po czym usłyszałam czyjś głos.
-Już idę!-przez chwilę wydawało mi się, że to głos kobiecy, ale zaśmiałam się pod nosem sama do siebie. Na pewno musiało mi się wydawać. Nagle usłyszałam jak drzwi zaczynają się otwierać... a tuż za nimi zobaczyłam bardzo ładną, wysoką, szczupłą blondynkę! "Spokojnie Mer" powtarzałam sobie w myślach, ale aż się we mnie gotowało.
-Yyy słucham?-spytała się zdecydowanym głosem.
-Ja do Justina.-wybełkotałam-A ty to kto?!-uniosłam trochę głos, ale nie mogłam dłużej czekać żeby to powiedzieć.
-Jestem Camille.
-Camille, czyli...?
-Camille, czyli dziewczyna Jusa.-zaśmiała się odrobinę sarkastycznie.
-"DZIEWCZYNA JUSA"?! Czy ja dobrze usłyszałam?! A z resztą nie ważne. Przekaż Justinowi, że jest skończonym idiotą!-wydarłam się i jak najszybciej oddaliłam od jego domu. Jak on mógł mi to zrobić? Ma dziewczyne? Oszukał mnie... Nasze wspólne chwile nic dla niego nie znaczyły... W głębi duszy wiedziałam, że nasz "związek" wydawał się być za piękny. Ktoś taki jak ja nie zasługuje na miłość. Łzy spływały leniwie po moich policzkach. Wróciłam do domu, ale nie chciałam żeby rodzice zobaczyli mnie w takim stanie... rozmazaną i podpuchniętymi oczami, więc weszłam do mojego pokoju przez okno. Rzuciłam się na łóżku i pogrążyłam w bólu. Było mi strasznie przykro. Płakałam cały czas. W sumie może nie powinnam. Znaliśmy się dość krótko, ale czułam do niego coś czego dawno nie czułam do drugiej osoby. Jedyne co przyszło mi w tej chwili do głowy to napisać o tym wszystkim do przyjaciółki. 

OD: Jade
"O ja pierdole. Trzymaj się. Zaraz u cb będę."

DO: Jade
"Dzięki, ale muszę teraz pobyć sama."

Wzięłam długą kąpiel i od razu zrobiło mi się lepiej. Otuliłam się kołdrą po same uszy i starałam się jak na dzisiaj dłużej o tym nie myśleć. Nie pozwolę się drugi raz zranić. Nigdy więcej.

Staliśmy na przystanku autobusowym czekając na autobus. Ja i Jason. Mój pierwszy chłopak. Moja pierwsza miłość. Chwycił mnie za rękę i spojrzał w oczy z nieco przerażoną miną. Próbowałam wyczytać jakiekolwiek informacje z jego twarzy, ale mi się nie udało. Widziałam tylko złość w jego oczach. 
-Mer, słyszałem że zdradziłaś mnie z tym twoim "przyjacielem".-Wysyczał przez zęby rysując w powietrzu palcami rąk cudzysłów.
-Co?! Kto ci takich głupot naopowiadał?-Naprawdę byłam zaskoczona. Nigdy nie zdradziłabym chłopaka na którym mi zależy. W ogóle bym nikogo nigdy nie zdradziła!
-Nie pierdol!-krzyknął po czym zamachnął się i jakby z całej siły walnął mnie w policzek. Bolało mnie tak strasznie, że odruchowo chwyciłam ręką za obolały policzek, a łzy zaczęły zbierać się w moich oczach.
-Jak mogłeś?!-jęknęłam
-Jak JA mogłem?! Zhańbiłaś mnie, ty dziwko!-krzyknął i tym razem uderzył mnie w drugi pliczek. Zaszlochałam i z przerażeniem odsunęłam się od chłopaka. Ufałam mu, a on uwierzył w coś tak banalnego. Myślałam, że mnie zna. Jak mógł mnie uderzyć?! Nigdy bym nie przypuszczała, że tak miły chłopak jakiego poznałam w głębi duszy jest tak gruboskórny, że jest w stanie nawet uderzyć kobietę. Myliłam się. Głęboko się myliłam.

CDN. 

No to mamy piąty rozdział :) Chciałam żeby był trochę dłuższy więc jest.

Piszcie co sądzicie... i czy mam wgl dalej pisać
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
btw jak ktoś chce być informowany na bieżąco o nowym rozdziale może pisać w komentarzach lub na priv (najlepiej nazwy na twitterze) :)

Bohaterowie

Jade Smith
        

Bradley Simpson


Harry Styles



Mer Cuthbert


Justin Bieber



i inni...


Tristan E., Connor B., James McV. 







bohaterowie będą tu dodawani stopniowo ;)
Nie wiedziałam jakie osoby wybrać jako postacie dziewczyn, ale jakoś wyszło :D
Ps. Jak ktoś chce być informowany na bieżąco o nowych rozdziałach może pisać w komentarzach albo na priv (najlepiej swoją nazwę na twitterze) 
Bye ;*